Jak pisałem rok temu…
Według amerykańskich naukowców (ci nigdy się nie mylą) wchłaniamy dziennie 34 gigabajty danych – to odpowiednik 100 tysięcy słów. Sprawia to, że nie sposób zajmować się wszystkim. Siłą rzeczy trzeba selekcjonować sobie źródła informacji oraz sprawy, które nas dotyczą. Nie można być jednocześnie ekspertem od globalnego ocieplenia, polityki historycznej, sądów konstytucyjnych i przyszłości eksploatacji zasobów naturalnych w dalekowschodniej części Federacji Rosyjskiej. No nie da się.