Protestujący zabili szanse prawicy
Wstrząsające wydarzenia z Waszyngtonu nie zmieniły tego, że Joe Biden został kolejnym prezydentem USA. Mogą za to bardzo zaszkodzić Republikanom w przyszłości.
Wstrząsające wydarzenia z Waszyngtonu nie zmieniły tego, że Joe Biden został kolejnym prezydentem USA. Mogą za to bardzo zaszkodzić Republikanom w przyszłości.
To przez mojego dziadka, Ludwika Sakiewicza, wielu esesmanów musiało spędzić Wigilię 1941 roku w Oświęcimiu.
Jeśli nie pojawią się kolejne czarne łabędzie, np. nowa, agresywna odmiana wirusa, powinniśmy w bieżącym roku odrobić straty gospodarcze. Wszystkie prognozy dla naszego kraju są optymistyczne.
Jedną z bardziej znanych wypowiedzi byłego premiera Leszka Millera były słowa: „Jest pan zerem”, rzucone w stronę Zbigniewa Ziobry, przesłuchującego go w ramach prac sejmowej komisji śledczej badającej aferę Rywina. Historia zdaje się oddała właśnie Millerowi, co jego, czyniąc go „pacjentem zero” nowej epidemii, jaka wybuchła po akcji szczepienia celebrytów na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Wszystkiego najlepszego w roku 2021. Wszystkim Czytelnikom „Gazety Polskiej Codziennie” życzę zdrowia i cierpliwości. Zdrowia – wiadomo: pandemia. Cierpliwości – wiadomo: polskojęzyczne media. Coraz mniej patrzę w telewizor, ale jak muszę, to mam wrażenie, że na starość staję się masochistą. Przypomina mi się anegdota, którą kiedyś opowiadał wybitny dramaturg, mający anglosaski dystans do siebie – George Bernard Shaw. Do dyrekcji teatru, w którym grano jego sztukę „Joanna D’Arc”, zgłosił się zatrudniony tam stolarz teatralny z żądaniem podwyżki. Dyrektor perswadował: „Przecież pan się tutaj nie napracuje, a wreszcie może pan co wieczór oglądać sztukę Shawa”. Na co stolarz: „Właśnie z tego powodu proszę o podwyżkę”.
Chamstwo samozwańczych elit w sferach celebryckich znacznie już przewyższa to, co starsi z nas pamiętają z czasów rządów komuny w Polsce. Wówczas także klasa uprzywilejowana korzystała z licznych przywilejów, także w sferze opieki zdrowotnej, ale przynajmniej nie czyniono tego ostentacyjnie. Teraz były tow. premier i była gwiazda nie tylko wepchnęli się do szczepień poza kolejką, ale bezczelnie chwalą się tym na swoich kontach społecznościowych! Co im to daje?
Przy okazji sprawy szczepień po znajomości widać kompletny blamaż mediów postkomuny. Od momentu ujawnienia skandalu można przeglądać portale Onetu, „Wyborczej” czy informacje TVN jak najlepszy kabaret.
Media, podobnie jak inne podmioty rynku, działają w określonej sytuacji politycznej, ale mają uprzywilejowaną rolę. Wiedzą to nasi zachodni sąsiedzi, którzy jak źrenicy oka strzegą własnych mediów i nie wpuszczają do nich żadnego zagranicznego inwestora. W Polsce doszło do kompletnej paranoi – gdy PKN Orlen, narodowy koncern paliwowy, odkupuje od niemieckiego wydawcy Polskę Press (przy czym „Polska” to tylko w nazwie), podnosi się krzyk ze strony liberalno-lewicowych mediów, których właściciele niekoniecznie są obywatelami RP.
Gdy rząd ogłosił program wsparcia dla terenów popegeerowskich, ile było szyderstw i kpin ze strony tzw. opozycyjnych liberałów. Niemała część z nich nabrała dziwnie wody w usta albo uparcie broni artystów, którzy po znajomości zaszczepili się na COVID-19. To wszystko dobrze pokazuje obyczaje III RP.
1 stycznia Zofia Klepacka wspięła się na Giewont i nagrała filmik: „Nowy rok witam pod krzyżem. Tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem! Niech Bóg błogosławi Polskę”. Tego samego dnia kibice Bałtyku Gdynia usuwali pioruny i gwiazdki na nadmorskim bulwarze, a pod siedzibami wspierających protesty partii stanęli z transparentem „Nie zginęła, kiedy my żyjemy”.
Jakie czasy - taki język…? Zapewne rzekomą opresyjnością rządów obecnych władz tłumaczą politycy i aktywiści ostatnich demonstracji spod znaku „Strajku Kobiet” język debaty, którym się posługują na ulicy, czy w mediach społecznościowych. Język przesycony nienawiścią do przeciwnika, tj. do PiS, czy - szerzej - do obecnych władz, pełen wulgaryzmów, niemieszczących się w żadnych znanych normach językowych. Taka rynsztokowa mowa nienawiści jeszcze do niedawna była tolerowana jedynie w więzieniach czy wśród pseudokibiców. Teraz stała się niemal znakiem rozpoznawczym przynajmniej części niektórych postaci z życia publicznego.
Szczególny to felieton, bo ukaże się w ostatni dzień tego wyjątkowego, trudnego, dramatycznego dla całej ludzkości roku. Zaraza kazała nam przewartościować to, co robimy w życiu, zrozumieć, co jest ważne, co mniej ważne, a co tak naprawdę nie jest ważne w ogóle. Jednocześnie jako naród i jako ludzkość stanęliśmy w obliczu wielkiego wyzwania: ochronić zdrowie i życie rodaków – i szerzej – ludzi.
Dramatycznie zabrzmiały niedawno słowa Mikołaja Pawlaka, rzecznika praw dziecka, że ponad 600 tys. młodych ludzi potrzebuje natychmiastowej pomocy psychiatrycznej. Kryzys psychiatrii i psychologii dziecięcej pogłębiony przez pandemię doprowadzi do wielu tragedii – alarmuje Pawlak.
„Przychodzi baba do lekarza i mówi: Panie doktorze, mam nowotwór! Doktor: To dobrze, bo ten stary już mi się znudził”. To à propos nowego roku. Chciałoby się spojrzeć nań z nadzieją, ale na razie jedyną widomą zaletą jest właśnie jego nowość, bo ten odchodzący nie to, że się nam znudził, a po prostu obrzydł do szczętu.
Od 27 grudnia szczepienia na koronawirusa zajmują główne miejsce w serwisach informacyjnych, a także rozpalają do czerwoności debatę w sieci. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, dlaczego media poświęcają temu tak wiele czasu.
Ile złej woli trzeba wykazać, żeby zestawiać pragmatyczne działania współczesnej policji z postępowaniem żołdaków Jaruzelskiego?
Polskie Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie zwróciło uwagę na mało dotąd dostrzegalny aspekt pandemii. Wysiłki rządów, uwaga mediów skupione są wokół wirusa, liczby zakażeń, śmiertelności i szczepionek. Ale choroba ma też inne oblicze.
2020 rok nie był dla PiS wyłącznie początkiem trzech spokojnych lat, mających służyć konsumowaniu owoców władzy i jej spokojnemu utrwalaniu. Pasmo wyborczych sukcesów przypieczętować miała wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, lecz choć cel ten został osiągnięty, przed partią rządzącą czas prawdziwego crashtestu. W chwili utraty sojusznika w Waszyngtonie losy ekipy Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego w największym stopniu zależą od czynników przewidywalnych jeszcze mniej niż administracja Trumpa. To rozwój sytuacji pandemicznej i ściśle się z nim łącząca skuteczność wchodzących właśnie w użycie szczepionek przeciw COVID-19.