Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
30.12.2020 17:00

Rok ciężkiej próby

2020 rok nie był dla PiS wyłącznie początkiem trzech spokojnych lat, mających służyć konsumowaniu owoców władzy i jej spokojnemu utrwalaniu. Pasmo wyborczych sukcesów przypieczętować miała wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, lecz choć cel ten został osiągnięty, przed partią rządzącą czas prawdziwego crashtestu. W chwili utraty sojusznika w Waszyngtonie losy ekipy Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego w największym stopniu zależą od czynników przewidywalnych jeszcze mniej niż administracja Trumpa. To rozwój sytuacji pandemicznej i ściśle się z nim łącząca skuteczność wchodzących właśnie w użycie szczepionek przeciw COVID-19. 

Atuty, jakimi dysponuje dziś partia rządząca, to nadal większość sejmowa, popierający ją prezydent i pierwsze miejsce w sondażach preferencji wyborczych. W trwającej właśnie kadencji parlamentu współpraca koalicyjna między stronnictwami Zjednoczonej Prawicy jest wyraźnie trudniejsza niż w latach 2015–2019, o czym przekonaliśmy się przy okazji „piątki dla zwierząt”, a później negocjacji dotyczących powiązania budżetu z praworządnością. Sondaże obecnie weszły w fazę wzrostu i stabilizacji na nieco niższym niż wcześniejszy poziomie, po drodze jednak pojawiły się spore straty. 

Zakładając, że PiS nie zaryzykuje wcześniejszych wyborów, przez kolejne trzy lata czeka tę partię sporo pracy, by z jednej strony utrzymać lub odzyskać poparcie swoich tradycyjnych grup wyborców (przede wszystkim rolników i mocno doświadczonych przez obostrzenia żyjących z turystyki mieszkańców południowo-wschodniej Polski), z drugiej dotrzeć przynajmniej do części najmłodszego, w sposób naturalny odgrywającego coraz większą rolę elektoratu. A ten jak na razie odrzuca PiS niemal w całości, co gorsza, dotychczasowe próby dotarcia do niego poprzez tematykę ekologiczną prowadziły do konfliktu z własną wyborczą bazą.

Covidowy test

Jednak największe ryzyko to wciąż COVID-19. Wielu ekspertów w swoich prognozach zakłada, że jeśli uda nam się przezwyciężyć sytuację pandemiczną, Prawu i Sprawiedliwości wyborcy będą w stanie wybaczyć bardzo wiele. Problem polega jednak na tym, że rząd tak naprawdę ma bardzo umiarkowany wpływ na rozwój sytuacji. Nie jest w tym odosobniony, trudno znaleźć na mapie świata państwo demokratyczne, które nie ucierpiało znacząco od wiosny tego roku. 

Nie ma sprawdzonych strategii, w krajach, które początkowo postanowiły iść na żywioł, dziś krytykuje się oficjalną beztroskę. Inne gospodarki mierzą się ze skutkami kryzysu, a zniszczenia w poszczególnych sektorach we Włoszech, w Hiszpanii czy Portugalii porównywalne są ze stratami wojennymi. Dużo słyszeliśmy o tym w kontekście unijnych negocjacji budżetowych. 

Nasza sytuacja wciąż pozostaje lepsza, co nie znaczy, że zmęczenie stanem niepewności i pogorszenie się dochodów, kryzys w niektórych branżach (przede wszystkim turystyka, gastronomia etc.) i rysujące się w niedługiej perspektywie bankructwa firm nie sprawią, że nastroje społeczne mogą się w nadchodzącym roku pogorszyć. Wtedy wyśniony przez opozycję protest wszystkich z jakichś powodów niezadowolonych z polityki władz może dojść do skutku, choć jeszcze w grudniu okazał się niewypałem z przyczyn, o których za chwilę. Również obostrzenia, choć wciąż łagodniejsze niż w wielu państwach Europy, przekładają się na społeczne zniecierpliwienie, które nie ma barw politycznych, może jednak przełożyć się w przyszłości na polityczne wybory lub wyborczą absencję. 

Szczepionkowe nadzieje 

Głównym źródłem nadziei jest natomiast szczepionka, do której wciąż duża grupa obywateli podchodzi bardzo sceptycznie. Dyskusja wokół niej sprowadza się do dwóch skrajnych stanowisk – bezkrytycznego entuzjazmu lub całkowitego odrzucenia, co sprawia, że przekonanie niezdecydowanych może być trudne. Opozycja natomiast, choć zgadza się w większości z koniecznością szczepień, próbuje uczynić z nich sprawę polityczną, do mRNA dodając potężną dawkę euroentuzjazmu. 

Jeśli w ciągu kilku miesięcy odczujemy pozytywne skutki przyjętego modelu walki z pandemią, a gospodarce uda się uniknąć dalszych dramatycznych spadków i, mówiąc kolokwialnie, odkuć się najpierw w sezonie wielkanocnym (do którego mamy jeszcze trzy miesiące), a następnie wakacyjnym, PiS wyjdzie z tej potężnej próby obronną ręką. Jeśli jednak okoliczności okażą się niekorzystne, wtedy znów ostatnią nadzieją partii Jarosława Kaczyńskiego będzie niezorganizowana i niemająca na siebie pomysłu opozycja.

Platforma dryfuje, a Trzaskowski tonie w Czajce

Jej sympatycy wciąż wypatrują zjednoczenia, mając w pamięci nie najgorsze wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego i wyrwanie z rąk Prawa i Sprawiedliwości Senatu. Jak bardzo jest to utęsknione, niech świadczy niekontrolowany wybuch entuzjazmu z powodu banalnego gestu przekazania WOŚP książki „Szczerze” Donalda Tuska, której egzemplarz autografami opatrzyli, oprócz autora, również Rafał Trzaskowski, Władysław Kosiniak-Kamysz, Borys Budka i Szymon Hołownia. 

Jednak nawet ta lista podpisów pokazuje, że w samej Platformie nie mamy dziś jednego, niekwestionowanego przywódcy. Największa partia opozycyjna przez cały czas znajduje się w stanie swoistego dryfu spowodowanego marnymi rządami Budki i brakiem zdecydowania Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy odniósł duży sukces w wyborach prezydenckich, zdobywając ponad 10 mln głosów, po czym osiągnięcie to zmarnował, nie będąc w stanie zdecydować się, czym ma być jego ruch społeczny i jakie relacje mają go łączyć z PO. Dziś na stronie organizacji znajdziemy licznik wskazujący, że po kilku miesiącach poślizgu z wymarzonego zrywu na miarę roku 1980 zostało kilkanaście tysięcy internetowych deklaracji, z których nic specjalnego nie wynika. Zapowiedziany przy okazji powstania nowego ruchu start związku zawodowego, mogący być całkiem ciekawym pomysłem na mobilizację potencjalnych wyborców z młodych, aspirujących grup społecznych, nie doszedł na razie do skutku, a o Trzaskowskim znów najwięcej słyszy się z powodu kolejnych awarii w Czajce.

Zaplątana drobnica

Poza Szymonem Hołownią, który wciąż jeszcze skutecznie nabiera wielu Polaków na swój „efekt świeżości”, którym udaje się zasłonić ludzi Tuska, Kopacz i Komorowskiego za plecami, wszyscy liczący się kandydaci z wyborów prezydenckich są mniej lub bardziej przegrani. Robert Biedroń i Władysław Kosiniak-Kamysz wypadli w nich poniżej oczekiwań i od tamtej pory nie za bardzo potrafią odnaleźć się w polityce. 

Biedroń jest sekowany przez starszych kolegów z komunistyczną przeszłością, a jego partia nie jest w stanie do końca ani sfinalizować nowego zjednoczenia lewicy, ani zdyskontować teoretycznie sprzyjających jej nastrojów społecznych. Tak jak przechył w lewo części młodych nie przełożył się na głosy na byłego szefa Wiosny, tak dziś protesty feministek i środowisk skrajnie lewicowych nie powodują przepływu sympatii w kierunku lewicy. 

PSL straciło koalicjanta w postaci Kukiza, jednak spotyka się z nim w poczekalni do Zjednoczonej Prawicy, do której wciąż tylko zagląda, jednak sam ten fakt świadczy o zagubieniu ludowców. 

Z kolei Krzysztof Bosak, do niedawna na fali wznoszącej, ma dziś problem z antyszczepionkowym radykalizmem części elektoratu i liberalizmem obyczajowym innej grupy sympatyków Konfederacji, którzy nie są zwolennikami ograniczenia dostępu do aborcji, a najchętniej widzieliby rozwód frakcji wolnościowej z narodowcami. 

Wszystko to wskazuje, że nie ma jeszcze siły mogącej odebrać PiS głosy, istnieje jednak ryzyko społecznej apatii jego wyborców, które doprowadzić może do spłaszczenia poparcia poszczególnych sił politycznych, co może grozić utratą większości w 2023 r.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane