Gdy w 1795 roku Polska, po trzecim rozbiorze, zniknęła z map Europy, wydawało się, że naród stracił wszystko. Zniszczono państwowość, armię, administrację i polskie szkolnictwo. W tej dziejowej katastrofie ocalała jednak jedna instytucja, która przez kolejne 123 lata niewoli stała się prawdziwym bastionem polskości – Kościół katolicki. W sytuacji systematycznej likwidacji wszelkich polskich instytucji przez zaborców, to właśnie Kościół pozostał jedyną strukturą organizacyjną, która przekraczała granice zaborcze, jednocząc Polaków w wierze, kulturze i nadziei na odrodzenie Ojczyzny.
Gdy Polacy porządkują groby swoich bliskich, a nad cmentarzami wkrótce zacznie unosić się dym z tysięcy zniczy, warto zatrzymać się nad duchowym testamentem jednej z najważniejszych postaci w naszej historii. 17 października minęła kolejna, 176. już rocznica śmierci Fryderyka Chopina – artysty, którego muzyka stała się synonimem polskości, a którego serce, niczym najcenniejsza relikwia narodu, spoczywa w Kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Jednak w zalewie corocznych wspomnień często umyka wymiar najważniejszy: głęboka, choć niełatwa wiara kompozytora, która ukształtowała go jako człowieka i twórcę.
Fundacja Kościuszkowska przekazała Bibliotece Narodowej rękopis wspomnień wojennych Władysława Reymonta. Wydarzenie to było częścią obchodów 100-lecia Fundacji Kościuszkowskiej i Roku Reymonta, ustanowionego przez Senat w setną rocznicę śmierci autora „Chłopów”. Dokument upamiętnia amerykańską podróż pisarza z 1919 r., kiedy – z misją powierzoną przez Józefa Piłsudskiego – odwiedzał polonijne ośrodki w Stanach Zjednoczonych, przemawiając o odzyskanej niepodległości i sytuacji Polski. Wygłosił wówczas ponad 30 odczytów, m.in. w Chicago, Nowym Jorku i Detroit.