Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

13 grudnia roku pamiętnego… – czyli ofiary stanu wojennego. Wykluła się WRONa z jaja czerwonego

Stan wojenny, jego wprowadzenie i brutalne represje, jakim zostało poddane nie tylko środowisko solidarnościowe, ale całe patriotycznie uwrażliwione społeczeństwo polskie, to jedna z najczarniejszych kart historii najnowszej. Nigdy tak naprawdę nie zatriumfowała sprawiedliwość nad sprawcami zbrodni stanu wojennego. Na odwrót – środowisko Adama Michnika i „Gazety Wyborczej” zrobiło z Jaruzelskiego, Kiszczaka czy nawet Urbana „rycerzy wolności” i „polskich patriotów”. Warto przypomnieć, z czym tak naprawdę wiązało się wprowadzenie stanu wojennego i jakie ofiary pociągnęło…

Pierwsza warta zauważenia sprawa to fakt, iż właściwie z góry zakładano, że wyprowadzenie wojska na ulice, a także wtrącanie ludzi do więzień pociągną za sobą protesty, a co za tym idzie ofiary – także śmiertelne. Pod koniec września 1981 roku doszło do spotkania Stanisława Kociołka z Konradem Naumannem z Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności. Kociołek, człowiek odpowiedzialny za masakry na Wybrzeżu w roku 1970 (potem oskarżony i uniewinniony w procesie, w którym zasiadał na ławie oskarżonych z Jaruzelskim), powiedział wówczas:

„Taka droga kosztować będzie być może tylko kilka tysięcy ofiar, podczas gdy kontynuacja dotychczasowego tak zwanego porozumienia prowadzić musi do rozlewu krwi, do morza krwi”.

Jak pisze Łukasz Kamiński w pracy „Ofiary stanu wojennego” (wydanej przez IPN w 2007 roku, przy okazji wystawy o tym samym tytule):

„Tuż przed 13 grudnia w szpitalach przygotowano tysiące miejsc dla rannych. Dziesiątkom tysięcy aktywistów PZPR rozdano broń palną”.

Piekło grudniowej nocy 

W akcję zaangażowano olbrzymie siły. Wielka operacja wojskowa (prowadzona jedynie przez PRL: Moskwa – proszona o ewentualną interwencję i pomoc na początku grudnia 1981 roku – wyraźnie odmówiła) była przygotowana z rozmachem i precyzją. Do przeprowadzenia planu wykorzystano 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych, 9 tys. samochodów, kilka eskadr helikopterów i do tego wojskowe samoloty transportowe. Cel był następujący – sparaliżować życie największych ośrodków miejskich, pacyfikować próby oporu czy manifestacje, przeprowadzić masowe aresztowania, a wreszcie na tyle zastraszyć społeczeństwo, żeby Solidarność nie dostała społecznego wsparcia. Przy czym już samo wyłączenie telefonów spowodowało potężne zamieszanie oraz… śmierć osób, które nigdy w statystykach ofiar stanu wojennego nie zostały policzone.

Pisze o tym Andrzej Paczkowski w rozdziale „Czarnej księgi komunizmu”, zatytułowanym „Polacy pod obcą i własną przemocą”:

„Wyłączono telefony (co spowodowało liczne przypadki śmierci osób, do których nie można było wezwać karetki pogotowia), zamknięto granice i stacje benzynowe, na poruszanie się poza miejscem zamieszkania konieczne były przepustki, wprowadzono godzinę policyjną, obowiązywała cenzura korespondencji krajowej i zagranicznej”. 

W nocy z 12 na 13 grudnia rozpętało się piekło zarządzane sprawnie z samej góry, przy czym nikt nie miał wątpliwości, że władza nakazuje „nie patyczkować się” z pacyfikowanym narodem. Do komendantów komend miejskich MO dzwonili z jasnymi instrukcjami przełożeni, najwyżsi rangą oficerowie i urzędnicy MSW, na przykład do płk. Marka Ochockiego (KW MO w Legnicy) telefon wykonał gen. Edward Tarała i zakomunikował: „Nie używać bezmyślnie broni, aby nie było zbędnych trupów”. 

Strzał w łeb i na komorę

Po wprowadzeniu stanu wojennego podziemie wydało prostą ulotkę, na której napisano: „13 grudnia 1981 – dla uczczenia ofiar wojny wydanej społeczeństwu, na znak protestu przeciwko zamachowi stanu i sprzeciwu wobec przemocy WSZYSCY noszą na ramieniu czarną opaskę”. Bo faktycznie wypowiedziano wojnę. I faktycznie lała się krew. Większość ofiar stanu wojennego (w okresie od 13 grudnia 1981 do 22 lipca 1983 roku) to byli ludzie zamordowani przez służby w trakcie tłumienia manifestacji i protestów. Pierwszą ofiarą reżimu był Tadeusz Kostecki, uczestnik strajku na Politechnice Wrocławskiej. Zmarł na zawał serca w czasie pacyfikacji strajku na uczelni rankiem 15 grudnia. Przeciw protestującym używano w owym czasie broni. W kopalni Manifest Lipcowy pluton ZOMO otworzył ogień do górników, kilku ranił. 16 grudnia rozpoczęła się „pacyfikacja” – rzeź na kopalni Wujek w Katowicach. To co się stało w Wujku, przekraczało wszelkie wyobrażenia ludzi o tym, do czego może się posunąć władza – doszło do największej zbrodni stanu wojennego. Całość operacji została przeprowadzona przez ZOMO, milicję i wojsko, zaś efektem brutalnej akcji było dziewięć ofiar śmiertelnych i kilkudziesięciu rannych. Wszystko zaczęło się od zatrzymania w nocy 13 grudnia Jana Ludwiczaka, przewodniczącego zakładowej Komisji NSZZ „Solidarność”. Strajkujący górnicy domagali się jego uwolnienia. 16 grudnia wkroczyły do kopalni siły komunistyczne. Przeciw 3 tys. górników skierowano: 1471 funkcjonariuszy MO i ZOMO, 760 żołnierzy, 22 czołgi, 44 wozy bojowe. Otoczono kopalnię szczelnym kordonem, używano gazów i armatek wodnych. W końcu wszedł do akcji pluton specjalny ZOMO, uzbrojony w broń automatyczną. Na teren kopalni wjechał czołg. Zaczęła się strzelanina. Sześciu górników poległo na miejscu, trzech śmiertelnie rannych zmarło w szpitalu. Do dzisiaj w kopalni Wujek pamięta się ich nazwiska: Józef Czekalski (48 lat), Krzysztof Giza (24 lata), Joachim Gnida (28 lat), Ryszard Gzik (35 lat), Bogusław Kopczak (28 lat), Andrzej Pełka (19 lat), Jan Stawisiński (21 lat), Zbigniew Wilk (30 lat), Zenon Zając (22 lata). Wiele mówi o zamiarach i intencjach zomowców żargon, jakim opisywali morderstwa. Mówili, niczym myśliwi – strzał „na łeb i na komorę”, „fik i ludzik znikał”…

Dać nauczkę prowokatorom

Ale na Katowicach nie koniec przecież. Na celowniku władzy były kolejne ofiary. Przyniosła je pacyfikacja demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981 roku – wówczas od kul ZOMO zginął Antoni Browarczyk, zaś kilka innych osób otrzymało rany postrzałowe. Wszystko działo się nie tylko za cichym przyzwoleniem władzy, ale wręcz na jej wyraźne polecenie i rozkaz – wystarczy wspomnieć tajny szyfrogram ministra MSW Czesława Kiszczaka do dowódców oddziałów ZOMO, w którym nakazuje im podejmowanie decyzji we własnym zakresie, czyli sugeruje coś, co mogłoby między wierszami brzmieć: „jeśli uznacie za stosowne: strzelajcie”. Manifestacje i protesty tłumiono w brutalny sposób i potem – 13 lutego 1982 roku – w czasie manifestacji w Poznaniu ZOMO zatłukło na śmierć Wojciecha Cieślewicza. Nadeszły dni masowych majowych protestów w całej Polsce (1 i 3 maja 1982 roku). W Szczecinie kolejna ofiara: Władysław Durda, który zmarł w wyniku zatrucia gazami łzawiącymi. Tymczasem Czesław Kiszczak w wystąpieniu telewizyjnym z 25 sierpnia 1982 roku ostrzegał: „Jeżeli za mało było dotychczasowych lekcji, prowokatorzy odbiorą kolejne”. Odebrali, niestety. Kilka dni później w Lubinie zginęli zastrzeleni przez milicjantów Mieczysław Poźniak i Andrzej Trajkowski, zaś postrzelony i ranny śmiertelnie Michał Adamowicz (zdjęcie, na którym widać, jak niosą go koledzy, należy do najbardziej znanych, ikonicznych zdjęć okresu stanu wojennego) zmarł 5 września 1982 roku. 

Broni używano także, ze skutkiem śmiertelnym, w innych miastach. We Wrocławiu zginął trafiony kulami Kazimierz Michalczyk, inni umierali w wyniku pobicia (Stanisław Rak w Kielcach) czy zatrucia gazami łzawiącymi (Piotr Sadowski – Gdańsk). Na tym nie koniec krwawej rozprawy Jaruzelskiego i Kiszczaka ze społeczeństwem. 8 października 1982 roku zdelegalizowano Solidarność (niespełna rok po jej rejestracji). W związku z tym wybuchła kolejna fala protestów. W czasie jednej z takich manifestacji, 12 października, w rejonie Dworca Gdańsk-Wrzeszcz Wacław Kamiński, spawacz na Wydziale K-2 Stoczni Gdańskiej, został trafiony w głowę petardą wystrzeloną przez oddział „przywracający porządek”. W czasie przewożenia karetką do szpitala został dodatkowo pobity przez funkcjonariuszy ZOMO. Zmarł w Akademii Medycznej w Gdańsku 28 listopada 1982 roku, nie odzyskując przytomności. Jak podaje IPN – śledztwo w tej sprawie umorzono 11 kwietnia 1984 roku, „wobec braku dostatecznych dowodów zaistnienia przestępstw”. Dzień po strzelaninie w Gdańsku funkcjonariusz SB zastrzelił w Nowej Hucie, w czasie demonstracji, Bogdana Włosika, 20-letniego ucznia III klasy technikum, pracującego w Hucie im. Lenina. Zabił go kapitan SB Andrzej Augustyn, który ubrany po cywilnemu usiłował zatrzymać 13-letnich chłopców stojących w grupce koło kościoła w Bieńczycach. Jeden z chłopaków miał krzyknąć: „Ubek!”. Augustyn zaczął biec, wywrócił się, wyjął broń i strzelił w Bogusia Włosika. Według dokumentacji medycznej kula wystrzelona z pistoletu P-64 rozerwała m.in. wątrobę i śledzionę. 10 listopada 1982 roku – to śmiertelne pobicie Stanisława Królika. Pan Stanisław miał pecha: wracał z pracy w zakładzie Fotooptyka, stał na przystanku przy uniwersytecie i czekał na autobus. Tam nagle dopadli go zomowcy rozpędzający demonstrację. Nie patrzyli na to, czy Królik brał w niej udział, czy nie.

Pobili go tak mocno, że kilka dni później, 16 listopada 1982 roku, zmarł w szpitalu. 

A i to nie był koniec. Szły protesty majowe (1 i 3 maja) w roku 1983 – kolejne pobicia i kolejne śmierci (Bernard Łyskawa, Ryszard Smagur). Ostatnią ofiarą poległą w trakcie manifestacji była Janina Drabowska, która zmarła w wyniku zatrucia gazami w czasie manifestacji 31 sierpnia 1983 roku w Nowej Hucie. 

Co dalej? Co poza tym? Wymieniłem jedynie ofiary, które zostały zamordowane w czasie protestów. Dochodziły inne – ludzie zabijani skrytobójczo, bestialsko katowani, truci, topieni w rzekach, bici na komisariatach i w więzieniach… Cała, wielka rzeka łez i cierpienia.

Warto ciągle o tym przypominać. Gdyż z jednej strony w większości wypadków nie doszło do prawidłowego skazania i ukarania sprawców, a z drugiej stan wojenny zbyt często staje się jedynie pustym, wyświechtanym hasłem, zaś przez niektórych jest przedstawiany jako „mniejsze zło” czy wręcz (w głowie się nie mieści) jako rozwiązanie „problemu”, które u podstaw miało mieć jakieś niby-pobudki „patriotyczne”. Wszystkim, którzy tak myślą, polecam przejrzeć uważnie historię ofiar stanu wojennego. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane