Wynika to nie tylko z tego, że zmienił się kinowy rynek, który po prostu takich dzieł nie oczekuje, ale także ze sposobu kształcenia, poziomu szkół średnich i poziomu studiów filmowych oraz erudycji (czy też raczej jej braku) studentów. Znika potrzeba robienia filmów w „dawnym” stylu, nawet jeśli trafia się wielki reżyser, to i tak musi on rozumieć współczesny język filmowy i z niego korzystać, nim opowiadać, bo inaczej zginie w niebycie.
Ongiś reżyser filmowy musiał być erudytą. Ten zawód wymagał wiedzy i znajomości innych sztuk – literatury, malarstwa, teatru i samego filmu. Reżyserzy to byli po prostu intelektualiści stanowiącej elitę świata kultury.
Jak można żądać od obecnego środowiska filmowego dzieł na poziomie Hasa, Wajdy, Zanussiego, Kuca, Żuławskiego, Felliniego, Viscontiego, Antonioniego, Kurosawy, Coppoli, Wellsa, Kubricka, jeśli szkoły filmowe wypuszczają w świat kolejne pokolenia ignorantów i ignorantów przyjmują na studia?
Czy wyobrażacie sobie państwo kandydatów na studia reżyserskie, którzy nie wiedzą, kto to jest Andrzej Wajda, nie potrafią wymienić żadnego jego filmu?
Więcej – na zadane pytanie, jaki wielki reżyser i jakie wielkie filmy, wpłynęły na ich chęć studiowania reżyserii, nie są w stanie wymienić żadnego? A takie przypadki się zdarzają dość często – wiem od zaprzyjaźnionych wykładowców.
Poziom ignorancji, braku podstawowej wiedzy kulturowej to bolączka nie tylko studiów filmowych i tego środowiska, ale w ogóle problem dotyczący sposobu kształcenia młodych Polaków w szkołach podstawowych, średnich i potem wreszcie na poziomie uniwersyteckim.
Drugim problemem, który dotyczy współczesnych produkcji filmowych, jest to, że nikt ze strony rynkowej, od strony zamawiających, a zatem od strony widzów – nie oczekuje wysublimowanych historii, na wysokim poziomie intelektualnej refleksji, ale po prostu rozrywki i sprawnej rzemieślniczo historii, którą można przyjąć bez wysiłku.
Jeśli tak jest – to oznacza, że nikt nie oczekuje, nie chce dzieł na poziomie Felliniego, Wajdy, czy Kubricka. Są niepotrzebne. Gdyby mistrzowie owi żyli i przyszli do wielkich studiów filmowych ze swoimi pomysłami, być może nikt by wielu z nich nie przyjął do realizacji. Oznacza to, że nawet jeśli pojawiają się tacy twórcy, którzy mogliby być nowymi Hasami, Kubrickami, czy Coppolami, to będą mieli problem z tym, żeby przebić się przez rynek i jego wymagania. Oni jeszcze tu i tam istnieją, jeszcze powstają wielkie filmy, ale nie stanowią one, niestety, intelektualnego motoru współczesnego kina.
Wreszcie trzecim, ważnym problemem jest zideologizowanie sztuki filmowej i poddanie jej wymogom poprawności politycznej, co już do reszty zabija podglebie, na którym mogłoby wyrastać kino w starym stylu. Ono już nigdy nie wróci. Czasy się zmieniły. Wszystko się zmieniło. To se ne vrati – i tyle.