Ochłonąć po Białymstoku
Liberałowie niegdyś chętnie przekonywali, że kapitał nie ma narodowości. Jak w wielu sprawach – część z nich cynicznie kłamała, część była po prostu naiwna. Dziś wiemy, że kapitał ma nie tylko narodowość, ale i poglądy.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Liberałowie niegdyś chętnie przekonywali, że kapitał nie ma narodowości. Jak w wielu sprawach – część z nich cynicznie kłamała, część była po prostu naiwna. Dziś wiemy, że kapitał ma nie tylko narodowość, ale i poglądy.
Komitet Obrony Plutokracji, znany jako Komitet Obrony Demokracji, postanowił niedawno zamanifestować w Gdańsku ws. Westerplatte, które opozycja traktuje jako kolejne pole bitwy z Prawem i Sprawiedliwością. Media mówiły o kilkudziesięciu osobach, ale to chyba przez grzeczność, bo na zdjęciach doliczyłem się może 20.
Tak najkrócej da się podsumować tzw. program wyborczy Platformy Obywatelskiej. Po pierwsze: parodia programu Prawa i Sprawiedliwości. Po drugie: parodia efektywnego programu społecznego, po trzecie: parodia kapitalistycznego rozwoju. W pierwszej sprawie: widać wyraźnie, że liberałowie bardzo nie chcą wprost podważyć zasad polityki rodzinnej, które ustanowiło PiS.
Dziś jedyną kartą przetargową Platformy Obywatelskiej i przyległości jest wyłącznie to, że są anty-PiS‑em. To wciąż dość, żeby zebrać dwadzieścia kilka procent sondażowego poparcia. I o wiele za mało, żeby zagrozić Prawu i Sprawiedliwości. Poza byciem anty-PiS‑em Platforma jest dziś niczym.
Przeczytałem właśnie, z dawno nieodczuwaną tak silną fascynacją lekturą, poszerzone wydanie „Pana od poezji” Joanny Siedleckiej. To oczywiście rzecz o Zbigniewie Herbercie. W znacznej mierze także o tym, jak w latach 90., choć i wcześniej, liberalno-lewicowy salon dorabiał mu gębę.
Od wielu lat trwają w Polsce prace nad Narodowym Planem dla Chorób Rzadkich. Jego najnowsza wersja trafiła właśnie do konsultacji społecznych. To krok naprzód, ale do skoordynowanej opieki wciąż daleko. Najwyższy czas naprawić ten poważny błąd, charakterystyczny dla III RP.
Nie sposób odmówić racji Tomaszowi Terlikowskiemu, który na łamach „Codziennej” stwierdził, że medialny lincz na Jakubie A. nie jest sposobem na sprawiedliwość w społeczeństwie, które wciąż czerpie z katolickiej antropologii, opartej na Objawieniu. Sądzę jednak, że kłopot z powszechną niechęcią do stanowiska Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich, ma konkretne źródła.
Rząd przyjął projekt ustawy antylichwiarskiej. Jeszcze w lipcu ma nad nią głosować parlament. Bardzo mnie ciekawi, jak rozłożą się głosy za i przeciw. Czy opozycja zachowa się przyzwoicie i poprze rządowy projekt, czy znów przedstawi się społeczeństwu jako siła trącąca najgorszymi zapaszkami III RP.
Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w 2020 r. płaca minimalna w Polsce będzie wynosić 2450 zł. „To wzrost o 700 zł od początku naszych rządów” – stwierdził premier.
Warto przeczytać, jak krytyczną ocenę obchodom 4 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności wystawili niektórzy ludzie ze środowisk lewicowo-liberalnych. Ale raczej nikt w ich obozie ideowo-politycznym nie weźmie serio tego, co napisali.
Na początku lat 80. Woody Allen nakręcił komedię „Zelig”. Jej główny bohater błyskawicznie upodabniał się do otoczenia, w którym akurat przebywał. Gdy przyglądam się dziś opozycji, widzę niemal tę samą przypadłość, czyli syndrom Zeliga.
„Gazeta Wyborcza” donosi, że 4 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku niemagister Aleksander Kwaśniewski dostał rzęsiste brawa od liberalnej opozycji, która wciąż lubi się chwalić swoimi posolidarnościowymi korzeniami. Kwaśniewskiego oklaskano z aplauzem godnym entuzjazmu towarzyszy oklaskujących pierwszych sekretarzy, ponieważ pozwolił sobie na drobne uszczypliwości wobec prezydenta Andrzeja Dudy.
Pozwolą mi Państwo na bardziej szczery ton? Czytam często swoje życie przez własne rodzinne korzenie. Moi rodzice studiowali w Poznaniu na UAM w latach 70. Są typową lewicową inteligencją, która od lat czyta jednak prawicowe media.
Wizje narastającej automatyzacji pracy nie są już tylko fantastyką naukową, balansującą między naiwną utopią a ponurą dystopią. Podobnie nie jest już czczym fantazmatem nowy typ relacji – między człowiekiem a androidami, czy szerzej: wysoce zaawansowaną sztuczną inteligencją. I nie wiadomo, czy ludzkość sobie poradzi z tym nadmiarem postępu.
Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do europarlamentu. Stało się tak wbrew szczuciu na rządzącą partię przez opiniotwórcze media zaprzyjaźnione z Koalicją Europejską.
Demokracja, konstytucja, raz jeszcze: demokracja i konstytucja. Znamy to dobrze. Znamy opowieści o wspaniałościach III RP na pamięć. Padają z ust ludzi bardzo zadowolonych z tego, jaką Polskę zostawili po sobie w 2015 r.
Czas to sobie jasno powiedzieć. To żydowscy radykałowie własnymi rękoma usiłują rozmontować dobre relacje między Polską a Izraelem. To jeden ze smutnych wniosków, jaki nasuwa się po ataku w Tel Awiwie na Marka Magierowskiego, ambasadora RP w Izraelu.
Do tej pory mogło się wydawać, że największy atak na Kościół w Polsce przyjdzie ze strony zdeklarowanej nowej lewicy. Wygląda jednak na to, że w miniony weekend na Uniwersytecie Warszawskim Leszek Jażdżewski z „Liberté” nie tylko ukradł show Donaldowi Tuskowi, ale wszedł też w buty Sławomira Sierakowskiego z „Krytyki Politycznej”.
Polityka to przedziwna mieszanina faktów i fikcji. W wypadku Koalicji Europejskiej te proporcje są przynajmniej jak 1:10. Na kilka tygodni przed wyborami do europarlamentu jedyną kartą przetargową tej dziwacznej zbieraniny postprawicy, czerwonych i zielonych postkomunistów oraz niszowej lewicy jest Donald Tusk. I coraz bardziej groteskowe – także w kontekście słów Jeana-Claude’a Junckera – straszenie polexitem.
Polska tradycja uczy, że nie znęcamy się nad przeciwnikiem. Zawieszenie sporu powinno ostudzić emocje. Także wśród przeciwników strajkujących. W ostatnich tygodniach wiele gorzkich słów padło pod adresem nauczycieli. Ale są to nasi współdomownicy, współdomownicy polskiej wspólnoty.