Szydzę, lecz nie jest mi wcale do śmiechu. To są bowiem znaki tego, jak głęboko zależnym od PRL państwem jest III RP. I że przywilej nowo-starych elit był tu od początku ważniejszy niż losy znakomitej większości społeczeństwa. I to niestety nie jest tylko problem politycznej lewicy, którą zawiaduje po-PZPR-owski aparat partyjny. To jest problem głęboko instytucjonalny, postkomunizmu wżartego w strukturę państwa, traktowanego jako normalny element współczesnej Polski. Nie można nad tym przejść do porządku dziennego, ponieważ państwo sprzeczne wewnętrznie będzie dysfunkcyjne. Pomijając fakt, że to chore, by ludzie, którzy działali przeciw suwerenności Polski, byli za to wciąż hojnie wynagradzani.