Łupienie Polaków
Szczerze powiedziawszy, nie zazdroszczę komuś, kto w najbliższym czasie wybiera się samochodem na wakacje. Zwłaszcza jeśli do pokonania ma sporo kilometrów. Na stacjach benzynowych od środy czeka na kierowców niemiła niespodzianka.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Szczerze powiedziawszy, nie zazdroszczę komuś, kto w najbliższym czasie wybiera się samochodem na wakacje. Zwłaszcza jeśli do pokonania ma sporo kilometrów. Na stacjach benzynowych od środy czeka na kierowców niemiła niespodzianka.
Najnowsze doniesienia służb, m.in. z Łotwy, o możliwej rosyjskiej prowokacji w Polsce lub krajach bałtyckich nie są w żaden sposób sensacyjne. Po raz kolejny potwierdzają, że wojna hybrydowa zajmuje jedno z kluczowych miejsc w polityce zewnętrznej Rosji.
Trudno mi już policzyć, ile razy pisaliśmy na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” o tym, że zapewnienia Rosji o dążeniu do pokoju i stabilizacji w Europie nie są warte funta kłaków. Obecny tydzień przyniósł nam kolejny argument na potwierdzenie tej tezy.
Za oknem upał, na krajowej scenie politycznej także gorąco, a w rządzie pożar, bo afera goni aferę. Słupki mierzące poziom odklejenia od rzeczywistości niektórych polityków niedługo także wystrzelą poza skalę.
Obserwowanie, jak obóz polityczny skupiony wokół Donalda Tuska reaguje na relacje prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem, budzi coraz większe zażenowanie. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, czemu ma służyć nieustanne dyskredytowanie transatlantyckich działań głowy państwa.
W sytuacji, w której Zachód szacuje zagrożenie, zastanawia się, czy atak nastąpi w 2029, czy w 2030 r., jaki będzie miał przebieg i kto stanie się pierwszym z celów, Rosja systematycznie odbudowuje zdolności militarne.
Zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce leży zarówno w naszym interesie geopolitycznym, militarnym, jak i biznesowym. Do tej kwestii chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Nikt tak jak kraje sąsiadujące z rosyjskim agresorem nie zna skali zagrożenia wywołanego neoimperialną polityką Kremla. Ważny głos w sprawie zabrał niedawno dowódca łotewskiej armii gen. Kaspars Pudāns. Masowa produkcja dronów i ich stałe unowocześnianie, będące doświadczeniem inwazji na Ukrainę, to jasny dowód na to, że Rosja szykuje się do konfrontacji.
Deklaracje ws. zakończenia wojny na Ukrainie mają taką samą „moc” sprawczą, jak przewidywania co do tego, kiedy ostatecznie zakończy się konflikt na Bliskim Wschodzie. Można dużo mówić, żądać i nalegać, a rzeczywistość sobie. Patrząc na to, co w ostatnich dniach wyprawia rosyjski agresor na Ukrainie, pokój jest ostatnią rzeczą, o której można myśleć.
Tysiące obywateli wysyłanych na front albo giną w okopach, albo trafiają do niewoli jako jeńcy. Rosyjska gospodarka, przetrzebiona społecznymi i ekonomicznymi skutkami wywołanej przez Putina wojny, przeżywa spory kryzys. Brakuje rąk do pracy.
Żadna budowla nie będzie stała bez solidnych fundamentów. A tym dla obronności i bezpieczeństwa jest wojskowa ochrona zdrowia. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu szpitale nadzorowane przez MON uchodziły za punkt finansowej stabilności. Dziś ich zadłużenie rośnie w lawinowym, dziesięciokrotnym tempie. „Nie reagowaliśmy. Wszystko pękło, gdy przyszła wojna” – to słowa o sytuacji brytyjskiej medycyny wojskowej sprzed kilkunastu lat. Generał Grzegorz Gielerak, wybitny autorytet w dziedzinie medycyny wojskowej, w swojej najnowszej analizie bije na alarm, że Polska właśnie popełnia ten sam błąd.
Setki wysłużonych, przerdzewiałych statków, tylko z pozoru związanych z egzotycznymi państwami, a w rzeczywistości kontrolowane przez rosyjskie służby. Omijają zachodnie sankcje i poprzez transport ropy finansują zbrodniczą machinę Putina. Ale na tym nie koniec. Tzw. flota cieni to także wyzwanie dla bezpieczeństwa żeglugi oraz infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim, gdyż jest wykorzystywana do działań szpiegowskich i sabotażowych. Mówi o tym szczegółowy raport, przygotowany przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM).