Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Potęga nad potęgami. Uderzenie w Iran potwierdza rolę USA jako supermocarstwa

Bombowce, myśliwce, drony, samoloty walki elektronicznej, niszczyciele, rakiety. Chirurgicznie precyzyjne uderzenia w kluczowe obiekty reżimu, oddalonego o tysiące kilometrów. Trwająca operacja „Epicka Furia” przeciwko Iranowi, potwierdza, że Stany Zjednoczone to jedyne samowystarczalne militarnie mocarstwo, zdolne do szybkiego i skutecznego uderzenia w każdy punkt na mapie świata. Stawia to USA w roli kluczowego gwaranta światowego bezpieczeństwa. Wciąż jednak nie dostrzegają tego unijni dygnitarze, którzy mimo kolejnych dowodów na skuteczność i sprawczość Stanów Zjednoczonych, próbują, za pomocą takich programów jak SAFE czy projektu utworzenia europejskiej armii, wypchnąć Amerykanów z naszego kontynentu.

Już pierwsze uderzenie w irańskie instalacje nuklearne, przeprowadzone w czerwcu ub.r. przez Stany Zjednoczone we współpracy z Izraelem, pokazało, jak powinna wyglądać współczesna operacja wojskowa. Szybka, precyzyjna, z wykorzystaniem pełnej gamy nowoczesnego uzbrojenia. Kolejne potwierdzenie nastąpiło w styczniu br., gdy w ciągu kilku godzin w ręce Amerykanów wpadł wenezuelski dyktator Nicolás Maduro. Amerykańskie wojsko zrealizowało co do sekundy rozpisany plan działania, odcinając wroga od informacji, przygotowania się i reakcji. To już nie wojna w jej klasycznym sensie, lecz precyzyjne i całościowo kontrolowane przedsięwzięcie mające na celu neutralizację zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa. Tak jak zniszczenie irańskiego reżimu i ich zdolności militarnych. 

Potęga uzbrojenia

Osama Bin Laden, lider al-Kaidy, odpowiedzialnej za zamachy z 11 września 2001 r., był nieuchwytny przez blisko 10 lat. Pojmanie irackiego dyktatora Saddama Husajna zajęło Amerykanom ok. dziewięciu miesięcy. Tym bardziej może więc robić wrażenie szybkość, z jaką Donald Trump pozbywa się z mapy świata kolejnych dyktatorów. Styczniowa operacja „Absolute Resolve” w Wenezueli trwała dokładnie 2 godziny i 20 minut. Tyle wystarczyło siłom USA, by pojmać Maduro. W trwającej nadal operacji „Epicka Furia” przeciwko Iranowi, w ciągu pierwszych 24 godzin, wyeliminowano nie tylko rządzącego od 37 lat najwyższego przywódcę ajatollaha Chameini’ego, ale także wielu jego doradców i militarną wierchuszkę. W kraju, oddalonym od USA o tysiące kilometrów, przy minimalnych stratach (trzech żołnierzy zabitych, pięciu rannych). 

Nie byłoby to możliwe bez wykorzystania przez USA supernowoczesnego uzbrojenia, które zapewniło ciągłość i precyzję działań w każdej domenie operacyjnej. W operacji „Epicka Furia” powtórzył się scenariusz znany już z Wenezueli czy bombardowań Iranu w czerwcu 2025 r. Wielopłaszczyznowość, działanie w czasie rzeczywistym we wszystkich domenach jednocześnie, współpraca sojusznicza (USA-Izrael) i precyzyjne rozpracowanie przeciwnika, które praktycznie uniemożliwiło jego reakcję. Wystarczy tylko spojrzeć na spis uzbrojenia, które USA wykorzystało w pierwszych 24 godzinach „Epickiej Furii”. 

Bombowce B-2, myśliwce F-16, F-22, F-35. Po raz pierwszy użyte bojowo drony LUCAS, odtworzone na podstawie irańskich bezzałogowców Shahed-136. Wyrzutnie Patriot, systemy HIMARS i THAAD, samoloty bliskiego wsparcia, walki elektronicznej, systemy operacji powietrznych, powietrzne i morskie tankowce, jednostki zwiadowcze, transportowe, lotniskowce i niszczyciele rakietowe. Wszystkie wymienione typy uzbrojenia przodują w swojej klasie. Co więcej – wiele z nich nie ma odpowiednika w innych krajach. Warto podkreślić, że spośród użytego przez USA uzbrojenia, na polskim wyposażeniu są m.in. wyrzutnie Patriot, systemy HIMARS, drony MQ-9 Reaper. Dodatkowo w tym roku nasz kraj odbierze pierwsze z zamówionych myśliwców F-35. 

Arsenałem, którym USA zaatakowały Iran, można byłoby spokojnie obdzielić kilka państw, a i tak mówiłoby się o dużej sile. A na tym przecież nie koniec, bowiem „Epicka Furia” trwa nadal, a jej czas i skala będzie uzależniona od dalszych działań irańskiego reżimu. Jak do tej pory Teheran próbuje podpalić cały Bliski Wschód, atakując sąsiednie kraje, dlatego nie ulega wątpliwości, że działania zbrojne będą kontynuowane. 

Sprawczość Trumpa

Amerykański przywódca już teraz zapisał się w historii jako ten, który w ekspresowym tempie strąca ze światowej mapy kolejnych dyktatorów. Po raz kolejny potwierdził, że nie rzuca słów na wiatr i jest gotowy bronić interesów Stanów Zjednoczonych. Jak zapowiada, tak robi. Co więcej, pokazał, że jest gotowy stanąć ramię w ramię ze swoimi strategicznymi sojusznikami, gdy zagrożone jest ich bezpieczeństwo. Chiny i Rosja, na które Iran wielokrotnie powoływał się w kontekście odwetu za ewentualny atak, ograniczyły się głównie do dyplomatycznego bon motu, wzywając do deeskalacji. To również daje do myślenia i pokazuje, że sojusz z Rosją, poza wyświechtanymi frazesami na papierze, jest niewiele warty. Trump nie boi się odważnych decyzji i działań. Nie traci czasu i nie czeka, nie dzwoni po innych przywódcach z pytaniem, co zrobić. To oczywiście nawiązanie do europejskich liderów, którzy w sytuacji zagrożenia najpierw prześcigają się w dyplomatycznych notach, potem wspólnie debatują, jak zareagować na dane wydarzenie, by na końcu ogłosić polityczny sprzeciw i czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Sprawczość Trumpa zaczynają dostrzegać nawet mocno nieprzychylne mu media. W kontekście obecnych wydarzeń w Iranie niemiecka prasa wskazuje jasno: „Trump odwala brudną robotę za Europę”. Bezsilną Europę. A zdanie biernego i miernego niewiele się liczy. 

Ślepi na militarną potęgę

Trwająca operacja „Epicka Furia” przeciwko Iranowi, potwierdza, że Stany Zjednoczone to jedyne samowystarczalne militarnie mocarstwo, zdolne do szybkiego i skutecznego uderzenia w każdy punkt na mapie świata. Stawia to USA w roli kluczowego gwaranta światowego bezpieczeństwa. Bierna i przyglądająca się niczym widz z ostatniego rzędu w teatrze Unia Europejska nadal jednak snuje utopijne wizje, że sztuczny twór w postaci europejskiej armii zagwarantuje bezpieczeństwo na kontynencie bez ewentualnego udziału USA. Podczas gdy Ameryka dostarcza kolejnych dowodów na swoją siłę i sprawczość, w Europie coraz głośniej rezonuje plan, by jak najszybciej podłożyć podwaliny pod wspólną armię. Oczywiście zarządzaną z Berlina i Paryża, które dodatkowo chcą także kontrolować europejski parasol nuklearny, opierając się na założeniu, że amerykański parasol atomowy w ramach NATO nie jest już wiarygodny. Tymczasem to wyłącznie mrzonka, pusta nowomowa niemająca odzwierciedlenia w rzeczywistości. Niemcy i Francja narzucają swoją narrację mimo faktu, że Waszyngton wielokrotnie potwierdził, iż nie ma w zamiaru zwijać swojego parasola atomowego na naszym kontynencie. Ostatnią rzeczą odnośnie tzw. europejskiej armii byłoby to, że może ochronić Europę. Skomplikowane procesy decyzyjne, podkopanie struktur NATO, szybkość reagowania na kryzys – to tylko jedne z wielu wad tego pomysłu. 

Zarówno w przypadku europejskiej armii czy programu SAFE (unijne pożyczki na broń), cel Berlina i Paryża pozostaje ten sam – to militarne wypchnięcie z Europy Stanów Zjednoczonych i narzucenie na kraje UE niemiecko-francuskiego zbrojeniowego kagańca i uniezależnienia w postaci jedynej słusznej linii dostaw sprzętu i uzbrojenia. Dla takich państw jak Polska, która od lat bazuje na zbrojeniowym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, to bardzo niebezpieczna wizja, która na wiele lat może zabetonować dalszy rozwój sił zbrojnych, co w ekstremalnie niestabilnie geopolitycznie czasach doprowadziłoby do katastrofy dla naszego bezpieczeństwa. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane