Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Ideologia klimatyczna kontra bezpieczeństwo państwa. Gen. Wroński o ryzyku paraliżu ewakuacji stolicy

Jeżeli miasta Europy będą projektować transport wyłącznie w logice „zielonej transformacji”, a nie w logice odporności na kryzys i wojnę, może się okazać, że w momencie największego zagrożenia nowoczesna infrastruktura stanie się… elementem paraliżu – wskazuje w specjalnym komentarzu dla portalu Niezależna.pl gen. bryg. w stanie spoczynku Dariusz Wroński, były dowódca wojsk aeromobilnych.

Z przeprowadzonych w ostatnich kilkunastu miesiącach symulacji ewakuacji Warszawy na wypadek wojny lub głębokiego kryzysu płynie przerażający wniosek: sprawna ewakuacja stolicy jest skrajnie niemożliwa. Informację tę potwierdziliśmy w trzech niezależnych źródłach. Głównym winowajcą paraliżu, który grozi niemal dwumilionowemu miastu, jest postępująca elektryfikacja miejskiej floty autobusowej. Co gorsza, instytucjonalna schizofrenia władz i unijne przepisy sprawiają, że odsetek bezużytecznych w czasie wojny „elektryków” będzie tylko rósł. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google News. Kliknij w link i zaznacz gwiazdkę

Z naszych informacji wynika, że choć na pozór odsetek autobusów elektrycznych w Warszawie nie wydaje się potężny – w marcu 2026 roku wynosił on we flocie Miejskich Zakładów Autobusowych (MZA) ok. 13-15 proc. – to w warunkach wojennych taka proporcja wystarczy, by całkowicie sparaliżować plany ratowania ludności.

Jak pokazała wojna na Ukrainie, głównym celem ataków w czasie konfliktu jest infrastruktura krytyczna. Zaliczają się do niej m.in. sieci energetyczne. Jej paraliż sprawi, że naładowanie "elektryków" stanie się po prostu niemożliwe. Kolejna kwestia to zasięg elektrycznych autobusów, który rzadko pokrywa się z tym deklarowanym w specyfikacji. Zwłaszcza przy maksymalnym obciążeniu i niskich temperaturach, które podczas tegorocznej zimy spadły w Polsce miejscami poniżej -25 stopni Celsjusza i utrzymywały się rekordowo długo. W takich warunkach zasięg pojazdu spada nawet o 40 proc. 

"Rozładowane, wielotonowe maszyny zablokowałyby kluczowe szlaki komunikacyjne, tworząc gigantyczne zatory, dezorganizując akcję ratunkową (po uwięzionych w autobusie ludzi trzeba przecież wysłać kolejne pojazdy) i utrudniając lub wręcz uniemożliwiając ucieczkę kolejnym kolumnom ewakuacyjnym oraz przejazd wojska" – ostrzega autor artykułu, Grzegorz Wierzchołowski. 

"Logika ideologiczna kontra logika bezpieczeństwa"

W obszernym komentarzu dla portalu Niezależna.pl gen. bryg. w stanie spoczynku Dariusz Wroński, były dowódca wojsk aeromobilnych, ostrzega przed następstwami bezrefleksyjnej elektryfikacji transportu zbiorowego, mogącej doprowadzić do gigantycznego paraliżu mobilności i ewakuacji w razie zagrożenia.

W ostatnich latach Europa – także Polska – weszła w fazę gwałtownej transformacji transportu. Pod hasłem walki z emisją CO₂ miasta są zobowiązywane do przechodzenia na transport zeroemisyjny, a samorządy inwestują miliardy złotych w autobusy elektryczne. Problem polega jednak na tym, że decyzje te podejmowane są często w logice ideologii klimatycznej, a nie w logice bezpieczeństwa państwa i odporności infrastruktury krytycznej.

– podkreśla nasz rozmówca.

W normalnych warunkach elektryfikacja transportu może być racjonalnym kierunkiem modernizacji. Jednak w sytuacji kryzysu – wojny, masowej ewakuacji lub poważnej katastrofy infrastrukturalnej – może ona ujawnić poważne słabości systemowe. I właśnie ten aspekt jest dziś w Polsce niemal całkowicie pomijany.

– dodaje.

Gen. Wroński przypomina, że transport miejski stanowi ważny element systemu obronnego państwa. 

Duże aglomeracje w sytuacji kryzysowej muszą dysponować zdolnością szybkiej ewakuacji ludności cywilnej. W przypadku Warszawy oznacza to potencjalnie przemieszczanie setek tysięcy ludzi w ciągu kilkunastu godzin. Dlatego transport publiczny – szczególnie autobusy – pełni w planach obronnych funkcję znacznie szerszą niż zwykłe przewozy pasażerskie.

– wyjaśnia.

Ekspert wylicza, że w czasie kryzysu, transport publiczny staje się elementem:


    •    systemu ewakuacji ludności,
    •    transportu rannych,
    •    mobilności służb ratowniczych,
    •    logistyki państwowej,
    •    wsparcia działań wojskowych w aglomeracji.

"Nie jest przypadkiem, że Warszawa zdecydowała się zamówić 120 autobusów spalinowych przeznaczonych m.in. do ewakuacji mieszkańców w sytuacjach kryzysowych. Decyzja ta pokazuje jednak pewien paradoks. Z jednej strony miasta są zmuszane regulacjami do zakupu autobusów zeroemisyjnych. Z drugiej – równolegle kupują pojazdy spalinowe na tzw. czarną godzinę" – podkreśla gen. Wroński. 

Były dowódca wojsk aeromobilnych wskazuje również na ograniczenia transportu elektrycznego, które w warunkach kryzysu mogą nieść ze sobą tragiczne skutki. 

Zależność od sieci energetycznej. W czasie wojny lub poważnej katastrofy infrastrukturalnej pierwszym celem przeciwnika jest zwykle system energetyczny. Ograniczony zasięg i czas ładowania. To nie jest problem w normalnej eksploatacji miejskiej, gdzie trasy są krótkie, a pojazdy mogą regularnie wracać do zajezdni, ale w scenariuszu ewakuacyjnym sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ryzyko cybernetyczne i technologiczne. Nowoczesne pojazdy elektryczne są silnie zinformatyzowane. Oznacza to potencjalne zagrożenia cyberatakami, zdalnej ingerencji w systemy pojazdu czy manipulacji oprogramowanie. Dodatkowo, w przypadku pojazdów produkowanych poza Europą, pojawia się dodatkowy problem kontroli technologicznej i telemetrii pojazdów. Wreszcie: nowe ryzyka bezpieczeństwa. Pojazdy elektryczne posiadają duże baterie litowo-jonowe, które w przypadku uszkodzenia mogą ulec tzw. thermal runaway – gwałtownej reakcji termicznej prowadzącej do trudnych do opanowania pożarów. W tunelach, garażach lub gęstej zabudowie miejskiej takie zdarzenie może być szczególnie niebezpieczne.

– tłumaczy.

Największym problemem nie jest sama technologia. Problemem jest brak myślenia strategicznego – uzupełnia gen. Wroński.

Transport elektryczny jest dziś wprowadzany często jako element polityki klimatycznej, bez pełnej analizy jego wpływu na obronność państwa, odporność infrastruktury czy mobilność w czasie kryzysu.To klasyczny przykład konfliktu między logiką ideologiczną a logiką bezpieczeństwa państwa. Państwo odpowiedzialne musi myśleć w kategoriach najgorszego scenariusza, a nie najlepszego.

– mówi. "Logika wojny jest jednoznaczna. Im bardziej system zależy od energii elektrycznej, tym bardziej jest podatny na paraliż".

Rozwiązaniem nie jest rezygnacja z elektromobilności. Rozwiązaniem jest równowaga systemowa. Miasta powinny utrzymywać flotę mieszaną. Autobusy elektryczne – dla normalnej eksploatacji miejskiej. Autobusy spalinowe lub hybrydowe – jako komponent kryzysowy. Trzeci element to pojazdy zdolne do pracy w warunkach awarii infrastruktury – postuluje ekspert. 

Historia wielokrotnie pokazywała, że cywilizacje upadają nie dlatego, że nie mają technologii. Upadają dlatego, że zapominają o podstawowej zasadzie bezpieczeństwa: system musi działać także wtedy, gdy wszystko inne przestaje działać. Jeżeli miasta Europy będą projektować transport wyłącznie w logice „zielonej transformacji”, a nie w logice odporności na kryzys i wojnę, może się okazać, że w momencie największego zagrożenia nowoczesna infrastruktura stanie się… elementem paraliżu. A w sprawach bezpieczeństwa państwa na takie eksperymenty zwyczajnie nie można sobie pozwolić.

– kończy gen. Dariusz Wroński.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej