Widziałem, z jakim niedowierzaniem potraktowano mój komentarz na temat akcji rządu Angeli Merkel, która przeszła cudowne przemienienie – od etapu blokowania sankcji do gwałtownej rozprawy ekonomicznej i politycznej z Putinem. Następnego dnia przeciekły do prasy informacje o negocjacjach Berlina z Moskwą, które miały być taką małą Jałtą: Ukraina oddaje Krym, nie wchodzi do NATO, a Rosja przestaje ją atakować. Informacja była prawdziwa, tyle że nieaktualna. Takie negocjacje, niestety, prawdopodobnie również z zaangażowaniem polskiej dyplomacji, prowadzono do momentu zestrzelenia przez Rosjan malezyjskiego samolotu. Kilka dni po tej tragedii Berlin całkowicie zmienił taktykę. Postanowił pozbyć się Putina. Usunięcie kremlowskiego watażki nie oznacza zerwania strategicznego sojuszu z Moskwą. Jest próbą ratowania tego sojuszu. Polityka „pierwszego kagiebisty” nie daje szans na jakiekolwiek alianse z Zachodem. Musi prowadzić do coraz większej konfrontacji. Wyjątkowo prorosyjski rząd Merkel znalazł się więc w potrzasku. Każda próba dogadania się z Moskwą będzie blokowana z dwóch stron – USA i samej Moskwy. Nie da się w ten sposób nic ugrać.
Ostatecznie Niemcy będą musiały przyznać się do bankructwa swojej polityki i oddać wpływy w tej części świata dużo bardziej strawnemu dla narodów Europy Wschodniej Waszyngtonowi. Oczywiście temu Berlin chce przeciwdziałać. Kilka kuksańców wymierzonych Amerykanom (jak choćby wyrzucenie z Niemiec przedstawiciela CIA) nic tu nie zmieni.
Problemem bowiem dla świata jest nie USA, lecz Rosja. Dzisiaj Niemcy muszą więc wyprzedzić Amerykanów w akcji przeciwko Rosji i skłonić tamtejsze elity do znalezienia nowego przywództwa. Jeżeli to Niemcy podyktują warunki, uratują przynajmniej część swojej polityki wschodniej. Czy ta gra jest realna? Prawdopodobnie już nie. Putina dzisiaj nie usuną ani Amerykanie, ani Niemcy. Obydwa państwa przez ostatnie lata wyhodowały potwora, którego nie da się zatrzymać żadnym wewnętrznym puczem.
Dzisiaj trzeba szerokiej koalicji, od Ukrainy, Gruzji poprzez Polskę, Niemcy i USA, by zmniejszyć zasięg agresji Putina, osłabić jego potencjał i rozstrzygnąć konflikt przy jak najmniejszych stratach. Straty będę małe, jeżeli konflikt uda się zamknąć na poziomie Ukrainy. Jeżeli Putin wygra, czeka nas dużo większa awantura.
Do zwycięstwa niezbędna jest nowoczesna broń, której Ukraińcom brakuje, pieniądze dla Kijowa i odcięcie Rosji od petrodolarów. Trzeba te działania podjąć, zanim wojna zapuka do naszych drzwi.
A Polakom trzeba rządu, który potrafi uprawiać politykę rzeczywistą. Na chłopców z boiska w stylu Tuska i Sikorskiego nas po prostu nie stać.
Zanim dojdzie do zmiany rządu, sami musimy porozumieć się z Ukraińcami, szczególnie Polonia z ukraińską diasporą, bardzo liczną w Ameryce i Europie, i wspólnie oddziaływać na rządy państw, by zarówno wspierać Kijów, jak i włączyć do śledztwa w sprawie zestrzelenia boeinga również smoleński zamach.
Teraz mamy swoje pięć minut.
Szczególnie proszę o aktywność w tej sprawie kluby „Gazety Polskiej”.
Źródło: Gazeta Polska
Tomasz Sakiewicz