Istnieje wiele różnych obszarów, na których przejęcie władzy przez środowisko Donalda Tuska będzie oznaczało dryfowanie Polski w niedobrą stronę. Na pewno jednym z nich jest kwestia polskiej obronności. Zapowiedzi redukcji liczebności sił zbrojnych czy pomysł zlikwidowania Wojsk Obrony Terytorialnej – jeżą włos na głowie. Przy czym nie ulega wątpliwości, że rozwiązanie WOT-u byłoby sprawą czysto emocjonalnej, osobistej zemsty na Antonim Macierewiczu. To bowiem jego idea i zasługa, że WOT stał się tak ważną częścią naszej struktury obronnej. Nie tylko bowiem kwestia nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia się liczy. Czołgi, samoloty, rakiety, systemy obrony przeciwlotniczej – to wszystko oczywiście ma znaczenie fundamentalne. Ale bez piechoty nie da się utrzymać terenu. Pokazała to wojna na Ukrainie – w której formacja ta stanowi jeden z najważniejszych elementów wydarzeń dziejących się na współczesnym polu bitwy. Zatem decyzja o obniżeniu polskiego potencjału obronnego, powrót do dawnego stylu i sposobu myślenia, który znamy z czasów rządów PO, jest w sposób najoczywistszy osłabianiem bezpieczeństwa Polski. A co za tym idzie – igraniem z życiem i bezpieczeństwem Polaków. Ale przecież i inne projekty i pomysły, które mogą być realizowane przez lewicowy gabinet rządowy, przerażają. I także wiążą się z kwestią życia i jego ochroną. Może dojść do zliberalizowania prawa aborcyjnego. W jednym z programów radiowych posłanka Lewicy, gdy pokazano jej film z USG z widocznym nienarodzonym jeszcze, 11-tygodniowym dzieckiem, uznała je za „płód” i orzekła, że należy dać kobietom „prawo wyboru” – możliwość „przerywania ciąży” do 12. tygodnia.
To oczywisty eufemizm. Aborcja to nie „przerwanie ciąży”. Zabicie żywego człowieka to nie „przerwanie życia”. Śmierć to śmierć. Życie to życie. Jak widać, te proste prawa nie dla każdego są zrozumiałe. A życie, jako wartość, może w Polsce już niedługo znaleźć się „na celowniku”.