Podczas gdy Rosja masakruje kolejnych cywilów na Ukrainie, a większość Rosjan to popiera, kanclerz Niemiec Olaf Scholz wypowiedział się przeciw zakazowi wjazdu do strefy Schengen dla obywateli rosyjskich, bo przecież – jak argumentował – uciekają oni przed Putinem.
Powszechne jest jednak wrażenie, że większość podróżujących po Europie Rosjan wcale nie uciekła przed Putinem. Spacerują po ulicach, napastują ukraińskich uchodźców, rodziny oligarchów świetnie się bawią, Rosjanie organizują, np. w Niemczech czy Grecji, demonstracje poparcia dla wojny. Ostatnio w Polsce aresztowano mężczyznę, który kontaktował się z rosyjskim wywiadem. Nie zdziwiłbym się, gdyby jego przedstawiciele przyjechali do Polski jako „turyści”. Są oczywiście uciekinierzy polityczni i tacy, co są jeszcze w Rosji, a chcieliby uciec. Ale na to jest rozwiązanie – instytucja wiz humanitarnych. Taką wizę dostawałby każdy, kto udowodniłby, że jest przeciwko inwazji i zbrodniom Putina i że jest zagrożony represjami w Rosji. To pozwoliłoby na kontrolę nad tym, kto przyjeżdża z Rosji. Scholz więc mydli oczy, twierdząc, że zależy mu na względach humanitarnych.