Program "Młodzież kontra... czyli pod ostrzałem" to emitowany od 14 lat cotygodniowy program publicystyczny, przygotowywany obecnie przez TVP Kraków, w którym znani politycy odpowiadają na pytania członków młodzieżówek różnych partii. Na zmianę prowadzą go dwaj redaktorzy Tomasz Czeczótko i Sławomir Mokrzycki.
Ten pierwszy był gospodarzem audycji, w której po raz pierwszy mieli pojawić się przedstawiciele nowej partii w Polsce, czyli "Zmiany" Mateusza Piskorskiego nie ukrywającego sympatii dla Rosji i działań Kremla. Ale się na wizji nie pojawili się. Dlaczego?
- Po raz pierwszy w historii programu Młodzież Kontra doszło do sytuacji, że delegacja jakiejś partii politycznej nie została dopuszczona do zabrania głosu - biadoli na łamach gazeta.pl Tomasz Jankowski, dawny rzecznik "Samoobrony", a dzisiaj w "Zmianie" odpowiedzialny za kontakty z mediami. Oburzony opowiada portalowi Gazety Wyborczej, że pięciu ich ludzi chciało wziąć udział w programie, ale "usłyszeli od redaktora prowadzącego program, że są piątą kolumną Putina. Że nigdy nie zabiorą głosu w tym programie, dopóki on go prowadzi. Że mogą robić co najwyżej za meble".
Szok, niedowierzanie, może to jakiś happening. Ale nie. Redaktor Czeczótko potwierdził, że nie chce prokremlowskiej propagandy w programie.
"To była moja samodzielna i subiektywna decyzja. Do programu zostało kilka minut i nie było czasu jej z nikim konsultować. Wynikała z głębokiej niechęci do prokremlowskiego głosu, jaki mógł pojawić się w programie. 24 godziny wcześniej przeczytałem, że rosyjskie media nazwały żołnierzy AK "wspólnikami nazistów". Zwyczajna przyzwoitość nakazała mi zareagować" - tłumaczył gazeta.pl Czeczótko.
Nic tylko przyklasnąć! Oby podobnych ludzi więcej w TVP. Wówczas może w "Wiadomościach" nie byłoby takich czołówek.