Jacek Żakowski najwyraźniej tak lubi rządy PO, że potrafi zachwycać się najbardziej miernymi wystąpieniami polityków tej partii. Po infantylnej inauguracji nowego rządu Ewa Kopacz zaprezentowała ogólnikowe i pełne banałów expose, które Żakowskiego jednak porwało.
Gorące wrażenie może prowadzić na manowce, ale mam wrażenie, że tak dobrego exposé jeszcze w III RP nie słyszałem. Poczynając od mistrzowskiego zapewnienia byłego premiera, że to Ewa Kopacz stoi na czele rządu – a nie on – że nowa premier bierze na siebie pełną odpowiedzialność oraz od apelu o zerwanie z „klątwą nienawiści” łączącą Kaczyńskiego z Tuskiem. A skończywszy na odważnym zakreśleniu wyraźnych horyzontów czasowych dla licznych obietnic i zapowiedzi - napisał Żakowski w postkomunistycznym tygodniku "Polityka".
Nacisk położony na unię energetyczną pozwala się domyślać, że w dyplomacji mniej będzie testosteronu i potrząsania naszą tępą szabelką, a więcej liczenia i troski o gospodarkę - dodał publicysta "salonu".
Co ciekawe, Żakowski nie ma wątpliwości, że duża część zapowiedzi Kopacz to... mydlenie oczu wyborców. Mimo to według publicysty Polska z nową premier "będzie lepsza". "Na pewno nie wszystko się uda, bo nigdy wszystko się nie udaje. Ale nawet jeżeli uda się tylko połowa i nawet jeżeli połowa wymienionych terminów będzie przekroczona, Polska będzie lepsza, gdy Ewa Kopacz przestanie być premierem. Czy będzie to za rok, czy za pięć lat" - kończy swój wywód Żakowski.