Leonid Swiridow, akredytowany w Warszawie korespondent rosyjskiej agencji RIA Novosti, był przed laty oskarżony przez czeską prasę o pracę na rzecz rosyjskich służb specjalnych. Sam Swiridow przekonuje, że nie jest szpiegiem, i grozi sądem za podawanie tej informacji. W 2006 r. dziennik „Mladá fronta Dnes” opublikował informacje, z których wynikało, że czeskie MSZ odmówiło reporterowi Ria Novosti przedłużenia jego akredytacji dziennikarskiej. Głównym powodem odmowy miały być podejrzenia o działalność szpiegowską.
 
Po artykule Leonid Swiridow oskarżył gazetę o kłamstwo. Zażądał od dziennika 100 tys. koron. Jak się dowiadujemy, czeski sąd odrzucił jednak powództwo rosyjskiego dziennikarza. – Władze czeskie odmówiły wizy Swiridowowi, a on sam został deportowany z Republiki Czeskiej – mówi nam autor tekstu w „MfD” Jan Gazdík. – Ze służbami specjalnymi nie współpracuję – ani FSB, ani FBI – zapewnia w rozmowie z „Codzienną” Leonid Swiridow.

W Polsce Leonid Swiridow znany jest jako bloger. Jako moderator uczestniczył także w rosyjskiej debacie dotyczącej katastrofy smoleńskiej, zorganizowanej przez agencję RIA Novosti 17 lutego 2011 r. Była to wideokonferencja polskich dziennikarzy z rosyjskimi specjalistami. Wtedy to reporter „Naszego Dziennika” pytał o odpowiedzialność strony rosyjskiej za katastrofę. Jego pytania dotyczyły m.in. złamania przez MAK konwencji chicagowskiej poprzez opublikowanie ekspertyzy sądowo-lekarskiej ciała gen. Andrzeja Błasika oraz kwestii technicznych dotyczących katastrofy. Swiridow uznał je za zbyt trudne do przetłumaczenia.

W 2010 r. dziennikarze „The Prague Post” poinformowali, że w reakcji na wydalenie Swiridowa korespondent czeskiej telewizji w Rosji Jan Moláček nie uzyskał przedłużenia wizy.

W rozmowie z „Codzienną” Swiridow odcina się od podejrzeń o bycie rosyjskim szpiegiem. – Jeśli państwo poszukują jakichś głupot, proszę do mnie nie dzwonić. Mnie to strasznie denerwuje. Ze służbami specjalnymi nie współpracuję, ani z FSB, ani FBI – zapewnia. I przestrzega: „Jeśli w państwa gazecie coś się ukaże, to od razu będzie sprawa sądowa”. Tłumaczy też, że w Czechach jego adwokatem był Ján Čarnogurský, były premier tego kraju i minister sprawiedliwości.  W Polsce powołuje się na znajomość z Leszkiem Millerem.

– To są naprawdę sprawy szpiegowskie, ale nie moje, tylko czeskie. Ja nie mogłem nic ani robić, ani wiedzieć, bo mieszkałem w tym czasie w Warszawie – ucina, pytany o podejrzenia o współpracę z FSB. Nie chce podać szczegółów przez telefon.

Nie udało się nam uzyskać komentarza ani z polskiego, ani z czeskiego MSZ-etu. Dane Leonida Swiridowa widnieją na oficjalnej stronie polskiego resortu spraw zagranicznych w zakładce dotyczącej akredytowanych korespondentów.

Więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”