Rafał Trzaskowski coraz więcej mówi o swoich długofalowych politycznych planach. W ostatnich dniach postanowił uchylić rąbka tajemnicy na temat budowania struktur opozycyjnych. „Jesteśmy wręcz skazani na współpracę, by wygrać z PiS. Niech każdy dzisiaj buduje swoje, dociera do swoich zwolenników, a później ci, którzy będą chcieli powalczyć o miejsca w parlamencie, powinni skonstruować wspólne listy” - mówił.

Pytany o plany Trzaskowskiego (stworzenia wspólnej listy w najbliższych wyborach parlamentarnych) poseł PSL Władysław Teofil Bartoszewski odparł, że do tego nie dojdzie. I to z bardzo prostego powodu: "przerabialiśmy to w wyborach do Parlamentu Europejskiego".

Był wtedy pomysł, że jak się wszyscy połączymy na opozycji, będziemy w stanie wygrać wybory, i to znacznie. Takie były też sondaże (...) Skończyło się na tym, że część wyborców była tak oburzona tym, co się działo na paradach równości i innych takich marszach (z desakracją symboli religijnych), że to uderzyło w samą istotę poczucia polskości, chrześcijaństwa, i ludzie z oburzeniem poszli głosować

- wykazywał gość "Sygnałów dnia" Katarzyny Gójskiej.

Przegraliśmy te wybory, które opozycja teoretycznie powinna wygrać

- dodał.

Jego zdaniem, narracja, że istnieje jedna słuszna partia opozycyjna i wszyscy mają się jej podporządkować, jest błędna.

PSL obchodziło właśnie 125. rocznicę swego powstania, nie podporządkuje się partii, która ma ok. 20 lat i nie wiadomo, w jaką stronę idzie

- zapewnił.