"Oni": bunga-bunga i Berlusconi jako sprzedawca marzeń. RECENZJA

Kadr z filmu "Oni" / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Dwie i pół godziny opowieści Paolo Sorrentino o Silvio Berlusconim to nie tylko barwny film o włoskim dolce vita w wykonaniu najbardziej znanego włoskiego polityka ostatnich dekad. To także, a może przede wszystkim, słodko-gorzka historia, z elementami moralitetu, opowiadająca o upadku: biznesmena, polityka, człowieka, który szarpiąc się niemiłosiernie i tak musi odbić się od granic ludzkich możliwości, zawiedzionych nadziei i niemożności.

 

Pierwsza część filmu "Oni" to piękny, okraszony uroczymi zdjęciami pean na cześć Włochów, którzy potrafią czerpać z życia, młodości, witalności pełnymi garściami. Widz umiejętnie prowadzony jest przez poszczególne poziomy imprez tworzonych przez biznesmena Sergio, który za pomocą tłumnie przybyłych i bezpruderyjnych przedstawicielek płci pięknej, wreszcie orgii, jakie one tworzą, stara się desperacko dotrzeć do Silvio. To pościg szemranego cwaniaka, jakich znamy wiele - pościg za okruchami sławy i znaczenia z pańskiego stołu, pełen ułudy i walki o uśmiech, gest, dobre słowo, załatwiony kontrakt. Mimo wszystko wizja ta, choć jakoś ponura w swojej wymowie, buchała do widzów żywiołowością, entuzjazmem i energią. Płynnie jednak obraz filmu "Oni" zmienia się - z bezczelnej pochwały dolce vita do gorzkiej refleksji o stanie człowieczeństwa.

Skąd ta zmiana w dziele Sorrentino? Ano stąd, że wraz z upływem filmu uwaga widzów przenosi się na Silvio. To rok 2006, Berlusconi przygotowuje się do kolejnego powrotu, jak zwykle z przytupem, do włoskiej ekstraklasy politycznej. I skoro już o tym wątku mowa, to jest to chyba jedna z niewielu płaszczyzn, gdzie można było pokusić się o nieco szerszą próbę analizy: skąd brał się i bierze fenomen Berlusconiego, jego poparcie i zachwyt nad jego stylem? Niby wiele wiadomo na podstawie umiłowania do wszelakich uciech, ale to jednak pole gry, które można było opowiedzieć inaczej, głębiej, szerzej. Z kolei zadowoleni powinni być piłkarscy fani, którym nie powinny umknąć epizody związane z zarządzaniem przez Berlusconiego (w jakże charakterystycznym dla niego stylu!) klubem AC Milan. Scena negocjacji z piłkarzem, który waha się między mediolańską drużyną dowodzoną przez Silvio a znienawidzonym przez Berlusconiego Juventusem wywoływała salwy śmiechu. W filmie nie brakuje też polskiego akcentu - rola Katarzyny Smutniak jest tyleż refleksyjna, co zagrana z dużą gracją i galanterią, ale na pewno to wartość dodana, o której warto wspomnieć z małym akcentem biało-czerwonej dumy.

Wracając jednak do głównego wątku - z każdą kolejną minutą filmu patrzymy na Silvio inaczej. Widzimy nieudolne, z góry skazane na porażkę próby powrotu i zachwytu swoją małżonką Veroniką, a powracające raz po raz festiwale bunga-bunga, na zbudowanej przez Berlusconiego groteskowej wyspie (z prywatnym wulkanem, sztuczną owcą i karuzelą) zaczynają budzić politowanie i żałość, a nie powszechną wesołość. "Król jest nagi!" krzyczy w filmie, prosto w twarz Silvio (świetna rola Toniego Servillo) jedna z młodych dam do towarzystwa, która nie odnajdując się na kolejnej imprezie, porównuje Berlusconiego do swojego dziadka - wszystko z uwagi na podobny oddech. Silvio nie potrafi jednak przejrzeć się w lustrze przygotowanym przez Stellę - ucieka w kolejne błazenady, iluzje i fantazje, które nawet jeśli realizują się w jakiejś części, to i tak okraszone są niedosytem i niespełnieniem. Silvio coraz bardziej przestaje się kojarzyć z człowiekiem, który czerpie z życia pełnymi garściami, jest raczej złamanym starcem, niepotrafiącym pogodzić się z rzeczywistością. Puenta żony filmowego Silvio podczas jednej z kłótni jest smutnym podsumowaniem trybu, w jakim funkcjonuje premier.

Ani władza, ani poparcie na poziomie 20, 30, 40 procent, ani kolejne afrodyzjaki, ani wyselekcjonowane (jakkolwiek gorzko to brzmi...) najpiękniejsze kobiety nie są w stanie zasypać pustki, jaką tworzy wokół siebie Silvio. Końcowa scena z odnalezieniem w gruzach (po trzęsieniu ziemi) figury Chrystusa jest więcej niż symboliczna. A Silvio? Opakowany jako sprzedawca marzeń jest zarazem odpychający, ale i pociągający - pytanie o jego fenomen we Włoszech, nie tylko polityczny i w zasadzie oparty nie tylko o karierę polityczną Berlusconiego, ale i jemu podobnych, musi wrócić po seansie filmu "Oni". Ale dzieło Sorrentino nie jest opowieścią o włoskim premierze, a przynajmniej nie tylko o nim. Przejrzeć się w lustrze Silvio powinien każdy. Nawet jeśli wnioski miałyby być nieciekawe.

Ocena: 7/10

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl