Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Sursum corda – z nami Bóg!

Niejako na naszych oczach odchodzą powstańcy wieku XX-ego, ostatni żołnierze Powstania Warszawskiego i antysowieckiego, w którym życie za wolną Polskę oddawali Żołnierze Niezłomni. Jeszcze możemy tych nielicznych słuchać, jeszcze możemy ściskać im z wdzięcznością dłonie. Dla pokolenia, które wywalczyło niepodległość w latach 1914-1921 takimi wzorami bohaterstwa i nieskazitelnej postawy patriotycznej byli Powstańcy Styczniowi. Weterani Roku 1863 mieli szczególny status wśród Polaków jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, zaś po odzyskaniu wolności stali się prawdziwymi jej duchowymi patronami i wychowawcami następnych pokoleń. Ich dziedzictwo przetrwało, dotarło do naszych czasów.

Marszałek Piłsudski był znawcą, wielkim apologetą a jednocześnie mądrym krytykiem Powstania Styczniowego – czerpał z niego siłę duchową, a słabości organizacyjne starał się zrozumieć, przestudiować i wyciągnąć z nich wnioski, aby były pożywką dla mającego nadejść zwycięstwa. To się udało. Strzelcy wyruszali w bój z krakowskich Oleandrów w pięćdziesiątą rocznicę stracenia na stokach Cytadeli Romualda Traugutta i mieli w ostatecznym wymiarze nadać tej śmierci status ofiary potrzebnej i w dalekiej perspektywie – zwycięskiej.

Nie masz to wiary, jak w naszym znaku

Powstańców Roku 1863 w odrodzonej Polsce postawiono na piedestał – otrzymali mundury i stopnie wojskowe, fetowano ich w trakcie uroczystości państwowych i zapraszano do szkół. Sięgnąłem po kilka pamiątek – świadectw tego, jak mocno Polacy przeżywali kolejne rocznice styczniowej rewolty i jakie nadawali jej znaczenie. Oto w czterdziestą rocznicę powstania wyszła we Lwowie księga pamiątkowa ze spisem nazwisk. W moim egzemplarzu, ze zbiorów biblioteki Żelichowskich, ktoś, zapewne z rodziny, w 1904 r., trochę drżącą ręką i czarnym atramentem podkreślił nazwisko i biogram weterana Józefa Witolda Żelichowskiego, który odszedł do Pana w roku 1901. W tejże księdze znajduje się także wzruszający opis uroczystości, jaka miała miejsce 22 stycznia 1904 r. we Lwowie. Rynek lwowski był tego dnia mroźny i rozświetlony promieniami zimowego słońca, weterani szli na spotkanie do ratusza. Jak wyglądali? „Ileż typów wspaniałych, ile twarzy jasnych, otoczonych aureolą bohaterstwa, męczeństwa i tradycyi otoczonych, zgromadziło się w lwowskim ratuszu! Jedni w kontuszach i przy karabelach, inni w futerkach i kożuszkach; wszystkie warstwy i stany narodu znalazły się pod sklepieniem radnej sali. Obok karmazyna z mitrą w herbie, stanął przedmieszczanin, obok kościelnego dyrektor banku, obok profesora uniwersytetu, żyd-handełes w zatłuszczonym hałacie”. O godzinie 10 na trąbce zagrano pobudkę. Potem zaśpiewano marsz >>Nie masz to wiary, jak w naszym znaku<<… Pochód rusza, otwiera go muzyka, dalej straż ochotnicza pożarna, Sokoli, las sztandarów i cały szereg deputacyi, wreszcie ustawiony czwórkami oddział żołnierzy z r. 1863…”.

Bojownicy, zwyciężeni przemocą, ale duchem zwycięzcy

Dalej następuje opis wzruszającego nabożeństwa ze wspaniałym kazaniem ks. prałata Jana Gnatowskiego. Należy zwrócić uwagę na fakt, że już wtedy w 1904 r. mówiono o powstańcach „żołnierze”. Na przekór nazewniczej strategii propagandowej Moskali, dla których ciągle byli członkami „band”. Pierwszy telegram wysłany przez Konstantego, 23 stycznia o godz 12.00 z Warszawy, do cara Aleksandra zaczynał się od słów: „W gorodie i doma wsie błagopołuczno. Szajki na prawom bieregu Wisły…”. Bracia pisali do siebie w korespondencji o „buntownikach”, „bandytach”, a propaganda rosyjska była na tyle skuteczna, że podobne nazewnictwo podchwyciła nawet prasa zachodnia. We lwowskiej katedrze w 1904 r. do tychże „buntowników” właśnie jak do najszlachetniejszych żołnierzy wołał w płomiennym kazaniu ksiądz Gnatowski: „Dziś wy, to bojownicy, zwyciężeni przemocą, ale duchem zwycięzcy, wy to jesteście arką przymierza »między nowemi a staremi laty«. Na was patrzy dzisiaj naród, krzepiąc się w goryczach i niedolach obecnej doby, ucząc się od was jak w najcięższych warunkach ducha nie gasić i raczej dać się złamać, ale nie ugiąć, powtarzając za wami w opuszczeniu przez wszystkich i przeciw wszystkim wasz okrzyk bojowy: Sursum corda – Z nami Bóg!”. Dziesięć lat później z siły duchowej tej „arki przymierza” mieli zaczerpnąć legioniści Piłsudskiego…

Walka o dusze i charaktery Polaków

Przede mną wydawnictwo, które ukazało się już w wolnej Polsce, w roku 1925. To Rocznik Weteranów 1863, z kalendarzem na cały rok. W nim rozmaite teksty, opisy bitew i postaci Powstania Styczniowego, wiersze, sceny dramatyczne, czy biogramy. A pośród nich znaleźć można niezwykły zapis przemówienia, jakie w imieniu weteranów roku 1863 wygłosił Julian Adolf Święcicki, mówił do Ślązaków w przededniu plebiscytu na Górnym Śląsku. „Wam, bracia, nie grozi, jak apostołom, śmierć męczeńska, bo akcja plebiscytowa odbywać się będzie pokojowo pod opieką wojsk koalicyjnych, ale gdyby, czego nie daj Boże, którykolwiek z was zlekceważył swe posłannictwo, narażając Ojczyznę nasza na klęskę – groziłaby mu stokroć gorsza od fizycznej – śmierć moralna, bo hańbą i torturą jest życie, zatrute pogardą współziomków i morderczymi sumienia wyrzutami…”. Takie słowa skierowali powstańcy do Polaków, a te słowa to był czyn, to była walka o Polskę. Już nie z bronią w ręką, ale może nawet ważniejsza – o dusze i charaktery rodaków. Ale jeszcze mocniej zabrzmiały słowa weterana przemawiającego na sali Towarzystwa Wiedzy Wojskowej, w 62. rocznicę Powstania Styczniowego. Dreszcz przechodzi po plecach, gdy się je czyta. Jeśli miały być nauką dla Polaków w roku 1925, gdy anarchia i bałagan zagrażały nie tylko istnieniu samego parlamentu, ale też całego państwa, jeśli ostrzegać miały przed tym, co nadejść potem miało w maju roku 1926, to może i nauką będą teraz. Szkoda tylko, że przemówienie poniższe przeczytają Ci, którzy Polskę mają w sercu, a nie ci, którzy usiłują ją rozbić.

Ocknijcie się z duchowego letargu

Weteran najpierw opowiedział o bitwach powstańczych i nieugiętej postawie Zygmunta Sierakowskiego, którego Rosjanie powiesili w Wilnie. Dodał na koniec kilka słów do pokolenia ówczesnego.

A jednak Opatrzność, w niezbadanych wyrokach swoich, odmawiając tym bohaterom szczęścia tak bardzo przez nich upragnionego, oszczędziła im jednocześnie tego bólu, tych rozczarowań, które przypadły w udziale nam, niedobitkom powstania Styczniowego. Ci wodzowie nasi, a i my z nimi, nie wątpiliśmy ani na chwilę, że Polacy, po tylu strasznych męczeństwach, po tylu najboleśniejszych doświadczeniach w ciągu półtorawiekowej niewoli, zrzuciwszy z siebie kajdany, zrzucą wraz z nimi dawne swe wady, nałogi i ułomności, które pogrążyły Polskę w otchłań niewoli, a wewnętrznym odrodzeniem swojem zdobędą podziw i szacunek całego świata. A dziś? Dawne wady nasze, spotęgowane jeszcze trądem niewoli i zarazą mongolskiego nihilizmu, pogrążają Polskę w otchłań walk bratnich i anarchii. My, karmieni od dzieciństwa ideałami na wskroś narodowemi, szliśmy do boju o wolność Polski z jedynem hasłem: Bóg i Ojczyzna. Zanim wybuchło powstanie myśmy w tysiącznych manifestacjach religijnych prosili Boga, żeby nam wrócił wolną Ojczyznę (…). A dziś? Wywrotowcy nasi, w nieustannym boju z własnemi swemi rodakami, głoszą hasła: precz z Bogiem, precz z narodowością! Myśmy wierzyli w świetlane proroctwa naszych wieszczów, że Polska »zstąpi ku nam z niebios na tęczowej wstędze, z sercem niewiasty i w męża potędze« i że po swojem zmartwychwstaniu będzie »prawem miłości, rozlewanem wszędzie«, a dziś wolni, lecz zwyrodniali Polacy, jeszcze bardziej może nienawidzą swych współziomków, niż w czasie niewoli, moskiewskich, niemieckich czy austriackich swych ciemięzców. (…) My idąc w bój o wolność Polski, uznaliśmy za najdonioślejszy postulat narodowy wyzwolenie całkowite ludu z ciężkiej niewoli, a dziś gdy państwo nasze posiada najradykalniejszą ordynację wyborczą i najliberalniejszą konstytucję, agitatorowie spod ciemnej gwiazdy »wyzwalają« lud polski, już całkiem wolny, nie z kajdan, ale jedynie tylko z uczuć narodowych, szczepiąc w nim żądzę wyzysku i grabieży. (…) Jak długo Polska żyć będzie w tym strasznym bagnie, zagrażającym bytowi jej niepodległemu ku wielkiej radości zewnętrznych i wewnętrznych jej wrogów, którzy wszelkimi sposobami usiłują wtrącić zmartwychwstałą, a nienawistną im Męczennicę Polską w otchłań anarchii?… Prawdopodobnie my weterani, licząc swe życie na dni przecież tylko, na godziny, już się nie doczekamy wewnętrznego odrodzenia Polski; ale umierać będziemy z tą głęboką wiarą i nadzieją, że olbrzymia większość naszych braci, miłujących swą Ojczyznę, ocknie się rychło z duchowego letargu i że wcześniej czy później spełni się proroctwo Zygmunta że: Na tę ziemię ukochaną,/ Na tę naszą polską ziemię,/  Przyjdzie nowych ludzi plemię,/  Jakich jeszcze nie widziano...

Wyobrażam sobie, jaka cisza zapanowała po tych słowach na sali Towarzystwa Wiedzy Wojskowej. Starszy pan w mundurze powstańczym powoli zszedł z mównicy. Popatrzył na zebranych. I uśmiechnął się do nich, jakby chciał obudzić nadzieję…

Źródło: tygodnik GP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane