„Wygląda na to, że naprawdę możemy liczyć tylko i wyłącznie na Was. Bo nie chcemy mieć przecież reklam ani żadnych płatnych treści. Więc jeżeli chcemy wszyscy, żeby OKO.press dalej istniało, żebyśmy mogli dalej dla Was pracować, to bardzo prosimy: pomóżcie nam”

– oto fragment rozpaczliwego apelu, jaki Piotr Pacewicz, szef portalu, skierował w grudniu 2017 r. do czytelników. 

Rok wcześniej OKO.press też prosił o pilne wsparcie finansowe. „Dostajemy od Was dużo, ale za mało, żeby utrzymać OKO.press. Mimo tego, że część z nas pracuje społecznie. Szczególnie zależy nam na stałym zleceniu. Albo przez przelew bankowy, albo przez płatność cykliczną PayU. Nazywamy to »abonament na wolność słowa«. Decyzję o dalszych losach portalu musimy podjąć w ciągu najbliższych 3–4 tygodni” – straszył wówczas Pacewicz.

Zajadle antypisowski portal OKO.press powstał w czerwcu 2016 r., przy wydatnym wsparciu Agory (wydawcy „Gazety Wyborczej”) oraz spółki wydającej postkomunistyczny tygodnik „Polityka”. Skład redakcji w dużej mierze oparł się na dziennikarzach właśnie z tego środowiska: naczelnym strony został Piotr Pacewicz (wieloletni wiceszef „Gazety Wyborczej”), a jego zastępczynią Bianka Mikołajewska („Polityka, „GW”). Wydawcą OKO.press jest z kolei Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej „Oko”, którą założyli: Seweryn Blumsztajn, Helena Łuczywo, Jan Ordyński, Piotr Pacewicz, Jacek Rakowiecki; w Radzie Fundacji zasiadają zaś: Jerzy Baczyński (szef „Polityki”), Marcin Król, Jacek Kucharczyk, Jarosław Kurski (naczelny „Wyborczej”), Monika Płatek. 

Nic dziwnego, że z takim zapleczem kadrowym portal miał stanąć w awangardzie walki z PiS i rządem. Jerzy Baczyński z „Polityki” tak opisywał założenia OKO.press w połowie 2016 r.:

„Jest projektem medialnym, zarejestrowanym tytułem prasowym, ale zarazem społecznościowym medium internetowym i archiwum życia publicznego po wyborach 2015. OKO ma być narzędziem obywatelskiej kontroli władzy, która po kolei wyłącza wszystkie istniejące dotychczas systemowe bezpieczniki, chroniące obywateli i instytucje państwa przed nadużyciami, samowolą i opresją ze strony rządzących”. 

Finansowanie portalu oparto na wpłatach od czytelników oraz na grantach od dwóch sponsorów.

Pierwszy z nich to Fundacja im. Stefana Batorego, założona i dotowana przez słynnego spekulanta finansowego George’a Sorosa. Drugim grantodawcą została brytyjska fundacja Sigrid Rausing Trust, hojnie wspierająca na całym świecie najróżniejsze lewackie przedsięwzięcia, w tym organizacje promujące homoseksualizm i aborcję. A zatem twórcy sztandarowego internetowego projektu opozycji nie mieli oporów, by w walce z polskim rządem wyciągnąć ręce po zagraniczne pieniądze... 

Tyle że w 2018 r. kroplówka z zagranicy najprawdopodobniej zostanie od OKO.press odłączona. W tym miesiącu kończy się grant przyznany portalowi przez Fundację Batorego, a w maju przestaną napływać pieniądze od proaborcyjnej fundacji z Wielkiej Brytanii. Stąd zapewne desperackie prośby kierownictwa do czytelników o ratowanie portalu.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"