Przypomnijmy: Włodzimierz Czarzasty od 2008 roku zasiada w Radzie Fundacji Wielkiego Błękitu. Jej prezesem jest kompan Czarzastego ze Stowarzyszenia "Ordynacka" - Marian Kubalica, postać o prokremlowskich poglądach, wychwalająca w internecie "wybitnego" Putina i powielająca rosyjską propagandę.
Kłamstwo nr 1: "Fundacja nic nie robiła"
Czarzasty tłumaczył się w Sejmie w sposób kuriozalny.
– Niestety ta fundacja, poza tym, że się zarejestrowała, nie podjęła nigdy żadnej działalności, żadnej aktywności – przekonywał marszałek.
To jednak nieprawda. Jak ustaliliśmy, Fundacja Wielkiego Błękitu wcale nie była "martwym tworem" od samego początku. W 2009 roku – a więc w czasie, gdy Czarzasty zasiadał już w jej organach nadzorczych – organizacja prowadziła m.in. projekt pod nazwą "Mały Wielki Błękit". Co więcej, fundacja patronowała np. wydaniu komiksu edukacyjnego "Młodzi nurkowie". Twierdzenie, że organizacja "nigdy nie podjęła żadnej działalności", jest więc zwykłym kłamstwem.
Kłamstwo nr 2 - lub łamanie prawa
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy przeanalizujemy tłumaczenia Czarzastego dotyczące jego relacji z prezesem-putinistą. Marszałek zarzeka się:
– Prezesem tej fundacji jest pan Marian Kubalica, którego nie widziałem od 8 lat.
W tym miejscu Czarzasty wpada we własną pułapkę. Zgodnie z polskim prawem, każda fundacja ma obowiązek składania (i publicznego udostępniania) corocznych sprawozdań merytorycznych (nawet jeśli w danym roku nie prowadziła szerokiej działalności).
Mamy więc do czynienia z alternatywą, która w obu przypadkach jest dla marszałka kompromitująca:
Albo fundacja działała zgodnie z prawem i składała sprawozdania. To by oznaczało, że organ nadzoru (Rada Fundacji z Czarzastym) musiał się spotykać lub komunikować z zarządem (Kubalicą). W takim wypadku Czarzasty kłamie, mówiąc, że nie miał kontaktu z Kubalicą od lat.
Albo Fundacja Wielki Błękit nie składała sprawozdań. Jeśli tak jest, to fundacja, za którą odpowiada m.in. Czarzasty, rażąco łamie prawo o fundacjach.
Poseł Śliwka: "Państwo polskie nie zdało egzaminu"
Jest to sytuacja niedopuszczalna, bo okazuje się, że ze swoich zobowiązań mogła nie wywiązywać się fundacja, z którą związany jest ważny polityk. A to tym bardziej powinno oznaczać, że ta fundacja powinna być przejrzysta jak żona Cezara. I na tym temu politykowi powinno zależeć, a jeżeli mu na tym nie zależy, to oczywiście zawsze można postawić pytanie, czy nie ma on czegoś do ukrycia
- komentuje w rozmowie z Niezalezna.pl poseł Krzysztof Szczucki, dr hab. nauk prawnych.
Do sprawy w rozmowie z naszym portalem odniósł się też poseł Prawa i Sprawiedliwości, Andrzej Śliwka (również prawnik). Nie gryzie się on w język, oceniając postawę lidera Lewicy.
– To jest kolejny przykład tego, że pan marszałek Czarzasty ma bardzo nietransparentny życiorys. Jego powiązania z ludźmi o wątpliwej reputacji, z korzeniami sowieckimi, a teraz putinowskiej Rosji, są oczywistością i wszyscy to widzimy
– mówi nam poseł Śliwka.
Zdaniem polityka PiS, brak odwagi Czarzastego, by stanąć przed dziennikarzami i wytłumaczyć te zawiłości (zamiast rzucać ogólnikami o "nieaktywnej fundacji"), jest dowodem na to, że marszałek ma coś na sumieniu.
– To, że Czarzasty nie ma odwagi, żeby stanąć przed dziennikarzami i to wytłumaczyć, pokazuje wyraźnie, że musi mieć coś na sumieniu. Bardzo dobrze, że jutro jest posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i pan prezydent będzie oczekiwał jasnych wyjaśnień od marszałka Czarzastego, od formalnie drugiej osoby w państwie, która powinna być przejrzysta, transparentna
– dodaje Śliwka.
Przypomnijmy, że PiS domaga się zwołania posiedzenia Sejmu w trybie tajnym oraz wyjaśnienia, dlaczego Włodzimierz Czarzasty nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa, co mogło być celowym zabiegiem, by ukryć niewygodne znajomości z ludźmi z kręgu rosyjskich wpływów.