Wojenna matematyka nie pozostawia złudzeń. Nawet 1200 rannych dziennie w skali kraju i masowa ewakuacja medyczna z całej wschodniej flanki NATO – tak prezentują się prognozy na wypadek wybuchu pełnoskalowego konfliktu. Realia trwającej blisko pięć lat inwazji na Ukrainę bezpardonowo zdemaskowały założenia o tym, że wyizolowany system medycyny wojskowej sam udźwignie ten ciężar. „Doświadczenie ukraińskie pokazuje kierunek: siedmiu na dziesięciu rannych żołnierzy trafia tam do szpitali cywilnych i ta proporcja przestaje być obserwacją z cudzej wojny, a staje się parametrem planistycznym” – wskazuje w swojej analizie gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie. Wyjścia z sytuacji są dwa: zamiana rozproszonych cywilnych szpitali w zwarty mechanizm obronny państwa albo oczekiwanie na chaos i medyczną katastrofę w momencie kryzysu.
Wakacyjny wypoczynek nad Bałtykiem może dziś oznaczać rezygnację z wejścia do wody. Silny wiatr, wysokie fale i niebezpieczne prądy wsteczne sprawiły, że na wielu kąpieliskach w województwach zachodniopomorskim i pomorskim wywieszono czerwone flagi. Ratownicy ostrzegają przed wchodzeniem do morza.