Rząd nie rozwiązuje tej sprawy już od roku. Jeszcze w 2025 r. Rada Dialogu Społecznego przyjęła stanowisko, w którym domaga się od rządu uregulowania kwestii podlegania szpitali SPZOZ prawu o restrukturyzacji i upadłości. Chodzi o nowelizację tego prawa, tak aby jednoznacznie wyłączyć szpitale SPZOZ – wówczas byłoby jasne, że nie mogą one upaść jak zwykła firma. Wiosną RDS ponowiła to żądanie, ale teraz dowiedzieliśmy się, że resort sprawiedliwości pracuje nie nad nowelizacją ustawy, ale nad odrębną ustawą dotyczącą SPZOZ – mówi „Codziennej” Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia i członek zespołu trójstronnego przy ministrze zdrowia, reprezentujący pracodawców.
Umywanie rąk
O tym, że resort sprawiedliwości przygotowuje odrębną ustawę, poinformowała na ostatnim zespole trójstronnym dyrektor Departamentu Nadzoru i Kontroli Katarzyna Galas. „Codzienna” zapytała resort sprawiedliwości o prace nad ustawą, a także o to, jak w tej ustawie uwzględniono stanowisko Rady Dialogu Społecznego.
– odpowiedział resort sprawiedliwości.
Wynika z tego, że Galas wprowadziła członków zespołu trójstronnego w błąd, a oba resorty umywają ręce, nie chcąc wziąć odpowiedzialności za uregulowanie sprawy. – Jest jeszcze jeden bulwersujący i niezrozumiały wątek. Otóż większość organizacji szpitali i samorządów popiera uregulowanie tej kwestii. Zgadza się z postulatami Rady Dialogu Społecznego. Tymczasem okazuje się, że „nie jest brany pod uwagę postulat Rady Dialogu Społecznego w zakresie jednoznacznego wyłączenia możliwości restrukturyzacji SPZOZ w oparciu o obowiązujące prawo restrukturyzacyjne” – mówi Wiśniewski.
Ratusz Trzaskowskiego nie widzi problemu
„Codzienna” dotarła do szeregu pism do dyrektor Galas od organizacji zrzeszających szpitale, a także samorządy. Tak np. Polska Unia Szpitali Klinicznych w swoim stanowisku podkreśla, że wyłączenie SPZOZ z regulacji o komercyjnej restrukturyzacji i upadłości „pozwoli usunąć lukę prawną” i usankcjonuje fakt, że SPZOZ nie są nastawionymi na zysk przedsiębiorcami (por. spółki prawa handlowego), lecz jednostką, której nadrzędnym celem jest realizacja zadań publicznych w zakresie ochrony zdrowia. Tak doniosła rola społeczna wiązać się musi ze stworzeniem ram prawnych chroniących tego rodzaju jednostki przed twardymi regułami gry rynkowej.
W podobnym tonie wypowiadają się członkowie Związku Województw RP, czyli samorządy wojewódzkie. Tak np. przedstawiciele związku z województwa kujawsko-pomorskiego w swojej opinii napisali: „Co do zasady należy poprzeć jednoznaczne przesądzenie, że SPZOZ nie podlegają postępowaniom restrukturyzacyjnym. Wyłączenie restrukturyzacji sądowej nie może oznaczać braku narzędzi naprawczych dla SPZOZ. Równolegle powinny funkcjonować programy naprawcze i mechanizmy stabilizacji finansowej realizowane przez podmiot tworzący, płatnika publicznego i właściwe organy administracji”. Te narzędzia naprawcze nie istnieją. Resort zdrowia wycofał się z prac nad mechanizmami oddłużenia szpitali.
Odmienne stanowisko w tej sprawie reprezentują nieliczne podmioty. Jednym z nich jest warszawski ratusz. Jako członek Unii Metropolii Polskich ratusz Trzaskowskiego napisał: „Wydaje się, że z punktu widzenia jednostki samorządu terytorialnego takiej jak m.st. Warszawa zdolność restrukturyzacyjna SPZOZ nie jest rozwiązaniem szczególnie potrzebnym i oczekiwanym”. I to właśnie to stanowisko podzielają oba resorty, jak wynika z otrzymanej przez nas odpowiedzi.
Miliardy w grze
To całkowicie niezrozumiałe, ponieważ w grę wchodzi los szpitali, które obecnie znajdują się w niejasnej sytuacji prawnej. To także zaufanie do nich ze strony dostawców, którzy chcą mieć pewność, że mimo opóźnień otrzymają zapłatę za swoje towary i usługi. Wreszcie to także problem dyrektorów i samorządów, które muszą wiedzieć, czy ryzykować niepewną ścieżkę naprawy sytuacji zadłużonych szpitali – mówi Wiśniewski.
Obecnie sytuacja jest bowiem taka, że Sąd Najwyższy podjął uchwałę, w której uznał, że szpitale SPZOZ nie mają zdolności restrukturyzacyjnej. Tym samym pomysł szpitala w Lesku, aby przez restrukturyzację uniknąć zapłaty zobowiązań wierzycielom, zakończył się fiaskiem. Jeszcze teraz szpital przegrywa kolejne procesy w tej sprawie. Restrukturyzacji sąd odmówił także szpitalowi w Skarżysku-Kamiennej. Tam doszło do sytuacji, w której na wiadomość o skierowaniu wniosku do sądu jeden z dostawców odmówił dostaw leków i trzeba było przerwać terapię. Jednak inne stanowisko przyjął sąd w Kole, który tamtejszemu szpitalowi zatwierdził proces restrukturyzacji. – W Polsce to nie sądy stanowią prawo. Dlatego konieczna jest ustawa i dopiero ona zakończy różne, jak widać, rozstrzygnięcia sądowe – mówi Wiśniewski. Dodaje, że gdyby przyjąć, że szpitale SPZOZ to zwykłe firmy, wtedy już teraz prawie 200 szpitali musiałoby zgłosić upadłość, bo mają zobowiązania większe niż ich kapitał, a sięgają one w sumie ponad 20 mld zł.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Jak pisaliśmy już w „Codziennej”, problem restrukturyzacji wykorzystują na rynku firmy doradcze, które oferują usługi restrukturyzacyjne za wynagrodzenie zależne od zadłużenia szpitala, przy czym im większy dług szpitala, tym większe wynagrodzenie.
"Gazeta Polska Codziennie" dotarła do jednej z umów, w której sąd określa wynagrodzenie za usługi kancelarii w wysokości ponad pół miliona złotych (bez VAT), a to tylko jeden szpital w skali kraju. – Problem jest nierozwiązany. Mamy tu do czynienia z lekceważeniem przez rząd postulatów strony społecznej. To także ciche przyzwolenie na to, by kancelarie restrukturyzacyjne dalej prowadziły działalność, korzystając z katastrofy szpitali – mówi Wojciech Wiśniewski.