Z końcem lutego upływa termin, jaki KE dała Polsce na odpowiedź na dodatkowe rekomendacje w sprawie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. To może otworzyć drzwi do sankcji. Jak dotąd Komisja nie wykazywała się entuzjazmem w tej sprawie, a jej członkowie nie byli zgodni co do tego, jak postępować z polskim rządem.
– stwierdza w rozmowie z „Politico” wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans.Powtarzam: nie porzucimy tej sprawy. Jest ona zbyt ważna
Aby wprowadzić sankcje wobec Polski, Rada Europejska musi dwukrotnie wysłać formalne ostrzeżenie. Do tego potrzebuje jednomyślnej decyzji 28 komisarzy w randze ministra w rządach poszczególnych państw.
Zarówno komisarze, jak i niektóre kraje członkowskie nie chciałyby karać Polski, szóstej co do wielkości gospodarki UE, w czasie, gdy UE jest nękana przez kryzys, związany m.in. z polityką imigracyjną i Brexitem. W tle są także relacje z Rosją oraz administracją nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Dlatego ewentualna propozycja KE, by nałożyć sankcje na Polskę za „poważne złamanie zasad rządów prawa”, nie uzyskałaby jednomyślnego poparcia w Radzie UE - pisze „Politico”.
- „Politico” cytuje anonimowego urzędnika z Europy Środkowej i Wschodniej.Komisja rozegrała to bardzo źle. Jaki ma być finał? Komisja nie ma pojęcia, jak to wszystko skończyć. Nie ma pojęcia co dalej
– mówi jeden z dyplomatów.Bardzo wątpię, że państwa członkowskie będą gotowe, w tym klimacie, przejść dalej i zmierzyć się z Polską
Timmermans twierdzi, że Komisja nie może jedynym gwarantem praworządności w UE. „To jest obowiązkiem nas wszystkich, w tym państw członkowskich” – mówi wiceprzewodniczący KE.
Polska jest nieporuszona groźbami i nie wygląda na to aby urzędnicy z Warszawy się bali - stwierdza „Politico”.