Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Z kim pan gra, panie Tusk?". Prezydencki minister o braku dyplomatycznej pomocy

"Pamiętajmy, że w zakresie polityki bezpieczeństwa zależymy w dużej mierze od amerykańskich politycznych decyzji. Chciałbym, aby te relacje były jak najlepsze. Natomiast - ci ludzie psują relacje z naszym kluczowym sojusznikiem w imię krótkowzrocznej polityki i atakowania politycznych celów. Z jednej strony jest to celowe, żeby zaatakować nielubianego przez nich prezydenta. Z drugiej jednak, jest to strategia na wypychanie USA z Europy" - mówił na antenie Republiki Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta.

Autor:

Minionej nocy (czasu polskiego) na linii USA-Iran zawarto porozumienie - jeszcze przed upływem ultimatum prezydenta USA Donalda Trumpa, który groził atakiem na irańską infrastrukturę, jeśli Teheran nie udostępni żeglugi przez cieśninę Ormuz. Iran blokuje ją w odwecie za rozpoczętą 28 lutego przez Izrael i USA wojnę przeciwko temu krajowi.

Głównym warunkiem 14-dniowego rozejmu jest ponowne otwarcie cieśniny, przez którą w normalnych warunkach transportuje się ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej, głównie na rynki azjatyckie.

Przydacz: zabrakło dyplomacji

Gościem Republiki był dziś rano Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP. Tematem rozmowy był konflikt na Bliskim Wschodzie, w kontekście dyplomatycznym. Polityk odniósł się również do swoich słów, które padły w rozmowie z Polsat News - o braku zaangażowania się państw Europy Zachodniej we wsparciu USA. Te słowa na przestrzeni ostatnich dni wykorzystywali politycy obozu rządzącego w Polsce, sugerując, że dotyczyły one wciągnięcia Polski w konflikt zbrojny. 

Nikt nie nawoływał do zaangażowania się w wojnę w Iranie. Nikt nie wzywał do tego, by Polska to zrobiła. Absolutnie jednak nie wycofuję się z tego - mówię o tym, że trzeba było w jakikolwiek możliwy sposób zaangażować się w ramach państw zachodniej Europy, czyli tych, którzy mają zdolności, po to, aby odblokować cieśninę Ormuz. Po drugie - nawet jeśli są obrażeni na Donalda Trumpa - można było inaczej rozwiązać sprawę dyplomatyczną. Zabrakło tutaj dyplomatycznego działania. Rozumiem jednak, jakie argumenty za tym stały. Amerykanie mówią, że gdyby zaczęli z Europejczykami z Zachodu, to utknęliby w rozmowach. 

– tłumaczył na antenie Republiki.

Zapytany o to, czy nie był to "test dla Europy", odparł: "niestety, brak okazywanej solidarności w momencie problemów, może zadziałać w dwie strony".

Dzisiaj to Europa mówi USA: to jest wasz problem, rozwiążcie sobie go sami. I być może rozwiążą. Właśnie dochodzi prawdopodobnie do zawieszenia broni w Iranie. Natomiast - ta zła atmosfera pozostanie na przyszłość. Co będzie, jeśli Rosja zaatakuje dalsze cele, w okolicach Europy? Amerykanie mogą powiedzieć wtedy: wy nam nie pomogliście, to dlaczego my mamy pomagać wam? Uważam, że trzeba było w jakikolwiek sposób, choć słowami, choć dyplomatycznie okazać zainteresowanie, a nie obrażać się na rzeczywistość. 

– wskazywał Przydacz.

Jak dodał - "pamiętajmy, że w zakresie polityki bezpieczeństwa zależymy w dużej mierze od amerykańskich politycznych decyzji. Chciałbym, aby te relacje były jak najlepsze. Natomiast - ci ludzie psują relacje z naszym kluczowym sojusznikiem w imię krótkowzrocznej polityki i atakowania politycznych celów. Z jednej strony jest to celowe, żeby zaatakować nielubianego przez nich prezydenta. Z drugiej jednak, jest to strategia na wypychanie USA z Europy. Być może np. takiemu premierowi czy Giertychowi, który nawoływał do przyjaźni z Rosją, chodzi o to, aby amerykańskie wpływy były jak najmniejsze w Europie".

Zapytany o to, czy do polskiego prezydenta - oraz jego środowiska - wpłynęły prośby o militarne wsparcie w ramach negocjacji nad odblokowaniem cieśniny Ormuz, zaprzeczył. 

Do mnie nie trafiły, nie wiem też o tym, by takie oczekiwania trafiły do prezydenta Nawrockiego. Być może trafiły do MSZ, czy ogólnie - rządu Donalda Tuska. Ja jednak o nich nie słyszałem. Na pewno trafiały do naszych zachodnich sojuszników - do tych, którzy mają zdolności, mają marynarkę wojenną. Mogli zaangażować się wyłącznie politycznie - dyplomatycznie. Pokazać, że "Iran to sojusznik Rosji, który blokuje cieśninę Ormuz, wzywamy go do zdjęcia tej blokady po to, by ceny energii spadły". Nie, polski premier woli atakować polskiego sojusznika - USA, zamiast Iran, który jest sojusznikiem Rosji. Komu służy ta gra, panie Tusk? Na kogo pan gra? Komu chce pan pomagać? 

– zastanawiał się polityk.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej