Fakt, że Włodzimierz Czarzasty należał do sterowanej przez ZSRS Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej do samego jej końca, jest najlepszym podsumowaniem i oceną osoby obecnego marszałka Sejmu. To, że komunista ze zbrodniczej organizacji, jaką była PZPR, jest drugą osobą w polskim państwie, nie świadczy najlepiej o naszych obywatelach, aczkolwiek jest i okoliczność łagodząca: głosowało na niego zaledwie 20 tys. osób, tylu ludzi mieszka w mojej wsi.
Ale do rzeczy: zaczęło się od wniosku o Pokojową Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa. Nie wymagał on żadnej oficjalnej procedury w polskim Sejmie ani jakiegoś głosowania. W ramach nie do końca przemyślanej akcji lobbingowej przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson i przewodniczący Knesetu Amir Ohana skierowali do wielu parlamentów takie właśnie pisma z prośbą o poparcie Trumpa. Wysłali takowe także do polskiego Sejmu, a precyzyjnie do marszałka Czarzastego. To był błąd, klasyczne rozpoznanie bojem. Można było się przed walką dowiedzieć, że czerwony jak flaga ZSRS Włodzimierz Czarzasty nie tylko takiego wniosku nie poprze, ale wręcz przeciwnie – wykorzysta go przeciwko Trumpowi i przeciwko Polsce, za to w interesie Niemiec i Rosji. I to właśnie zrobił.
Czarzasty plótł trzy po trzy
Co mógł zrobić, a co uczynił? Mógł powiedzieć: „Nie, dziękuję bardzo, ja tego nie poprę, do widzenia” – tak zrobiłby dyplomata. A co on zrobił? Medialny cyrk, na który zaprosił dziennikarzy i z pozycji wyższościowo-etycznych (tak, komunista z PZPR naprawdę opowiadał o moralności) brutalnie skrytykował prezydenta USA, mówiąc, że Trump destabilizuje organizacje międzynarodowe i łamie prawo. Dobrze, zachowajmy rozwagę – ani Czarzasty nie musi rozumieć gry Trumpa, ani nie ma obowiązku jej dobrze oceniać na swój prywatny użytek, to jego prawo. Ale mówienie publicznie przez drugą osobę w państwie rzeczy, które dewastują stosunki polsko-amerykańskie, to może być albo czysta głupota, albo wyrachowanie, czyli działanie w interesie Niemiec i Rosji. Inna sprawa, że interes Moskwy i Berlina to coraz częściej ten sam interes i nie ma w nim miejsca na Warszawę jako podmiot, ale o tym za chwilę. Sprawa podstawowa: Włodzimierz Czarzasty bardzo głupi nie jest.
Reakcja Stanów Zjednoczonych na tego typu bezczelność Czarzastego okazała się brutalna. Ambasador Tom Rose poinformował na portalu X o zerwaniu przez USA jakichkolwiek kontaktów z polskim Sejmem, a właściwie z reprezentującym go Czarzastym. Jednak jego wpis jest na tyle ważny, że pozwolę go sobie przytoczyć: „Od dziś nie będziemy utrzymywać kontaktów ani komunikować się z marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem. Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim ani okazywać braku szacunku dla Donalda Trumpa, który tak wiele uczynił dla Polski i narodu polskiego”.
Tusk dolał oliwy do ognia
Dlaczego ten wpis jest, był ważny? Bo był to wyraźny sygnał dla Tuska: „Słuchaj, dajemy ci szansę, narobiłeś i nagadałeś o Trumpie mnóstwo głupot, strzelałeś mu w plecy i paplałeś haniebne androny, że był agentem, ale możemy o tym w dużej części zapomnieć w imię wyższych racji. Miłości może nie będzie, ale może być przyzwoicie. Wykorzystaj szansę i ustaw tego komunistę”.
Co zrobił w końcu Tusk? Wykorzystał szansę, jaką dają mu Niemcy i Rosja. Odpisał, podnosząc temperaturę sporu: „Panie Ambasadorze Rose, sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo.” I kończący ten dialog Rose: „Szanowny Panie Premierze. Zakładam, że Pana przemyślana wiadomość została do mnie wysłana przez pomyłkę, ponieważ z pewnością chciał Pan ją wysłać do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, którego nikczemne, lekceważące i obraźliwe komentarze na temat prezydenta Trumpa mogły potencjalnie zaszkodzić Pana rządowi (…)”.
Nie, Szanowni Państwo. Tusk nie wysłał tej odpowiedzi przez pomyłkę. Sądzę raczej, że premier inspirował, wiedział i popierał wypowiedzi Czarzastego obrażające prezydenta USA. Czemu? Ponieważ niemiecko-rosyjski interes mówi, że Stany Zjednoczone trzeba wypchnąć z Europy, zaś Unia Europejska zjednoczona w interesie Niemiec z Rosją chce być jako Europo-Rosja przeciwwagą dla USA. W tej układance nie ma miejsca dla Polski, ale znajdzie się miejsce dla wykonujących rozkazy, polecenia i strategię podwładnych, żeby nie powiedzieć „służących”. Ci, którzy będą realizować antyamerykańską strategię, mogą liczyć na konfitury europejskie. A bezpieczeństwo i rozwój Polski? Te kwestie dla komunistów i służących nigdy nie miały znaczenia.