Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Podwładni Kierwińskiego tłumacza się screenem o butli z gazem. Sakiewicz bezlitośnie punktuje ich oświadczenie

Stołeczna policja opublikowała komunikat, w którym próbuje tłumaczyć piątkowe wtargnięcie do domu prezesa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Mundurowi dołączyli do niego zgłoszenie, na podstawie którego miało dojść do interwencji. Do tłumaczeń policjantów odniósł się szef Domu Wolnego Słowa, który w oświadczeniu wskazuje, dlaczego ich działania były nielegalne.

Od kilku dni Telewizja Republika informuje o zmasowanej akcji fałszywych alarmów. Tłumacząc to takimi zgłoszeniami, policja wchodzi do mieszkań dziennikarzy i pracowników stacji. Dyrektor programowy Republiki Michał Rachoń poinformował, że chodzi o 30 incydentów różnego rodzaju.

W piątek jedno z takich zdarzeń miało miejsce w domu prezesa Domu Wolnego Słowa Tomasza Sakiewicza. Mundurowi weszli do jego mieszkania, odmawiając wylegitymowania się, a żądającą tego asystentkę skuli w kajdanki. Następnie dokonali przeszukania lokalu. 

Interwencja wywołała falę oburzenia. Odnoszący się do niej komentatorzy porównują działania mundurowych do tych stosowanych na Białorusi i często określają je jako represje wobec krytycznej dla rządu stacji.

Rzekoma próba samobójcza

W nocy stołeczna policja wydała komunikat w tej sprawie, do którego dołączono "w zakresie możliwym do upublicznienia wydruk zgłoszenia odnotowanego w policyjnym systemie obsługi interwencji". 

"Jeszcze raz podkreślamy, że to informacja o realnym zagrożeniu życia i potrzeba jego ochrony determinowała zdecydowany sposób prowadzenia interwencji przez wysłany na miejsce patrol"

– napisali na portalu X.

W zgłoszeniu czytamy o rzekomym dziecku, które chce popełnić samobójstwo, odkręcając butlę z gazem. 

Mundurowi jednak w żaden sposób nie odpowiedzieli na najważniejsze pytania, dotyczące interwencji - dlaczego tak agresywnie zareagowali wobec asystentki Sakiewicza, dlaczego się nie wylegitymowali i nie mieli żadnych oznaczeń personalnych oraz dlaczego jeden z nich miał naszywkę komendy z Poczesnej (woj. śląskie).

Tłumaczenia policji zostało mocno skomentowane przez internautów.

Oświadczenie Sakiewicza

Wyjaśnienia mundurowych nie przekonują również samego Sakiewicza. Szef Republiki w sobotnim oświadczeniu wypunktował policyjny komunikat:

Dlaczego w moim domu policja działała nielegalnie:
1. Nie było powodu do interwencji, gdyż pojawiające się od kilkunastu godzin ostrzeżenia na temat „zagrożeń” w naszych mediach samo RCB uznało za niskiej wiarygodności i taki komunikat wśród instytucji państwowych rozsyłało razem z jednym z oryginalnych maili, co ciekawe tego maila nie pokazano samym zainteresowanym. 
2. Była to druga interwencja tego typu pod tym samym adresem w ciągu doby, poprzednia została uznana za fałszywy alarm, co już obniżało wiarygodność. Poprzednią sprawdzili na telefon i uznali za dostateczne. 
3. Policjanci nie mieli imienników ani numerów, widać to na zdjęciach a posiadanie jednego z nich na mundurze jest obowiązkowe.
4. Mimo braku przewidzianych przez prawo oznaczeń odmówili do samego końca czynności wylegitymowania się. 
5. Powodem użycia siły wobec mojej asystentki był fakt, że zażądała od nich przedstawienia się. Nie przeszkadzała im nawet w tych nielegalnych czynnościach. 
6. Jeżeli żądanie wylegitymowania się tak bardzo im przeszkadzało to ja domagałem się tego dużo mocniej a wobec mnie nie zastosowano takiego środka. 
7.Asystentkę skuto rękami do tyłu co stosuje się tylko w przypadku kogoś wyjątkowo niebezpiecznego i w taki sposób, że doszło do uszkodzenia ciała. 
8.Policja powiedziała, że ją uwolni jeżeli pokaże im dowód osobisty co było niemożliwe gdyż była skuta. Nosiło to cechy znęcania się. 
9. Analogicznie żądania pokazania dokumentów nie zastosowano wobec mnie chociaż nie byłem skuty.
Nie poproszono mnie do towarzyszenia przy oglądzie mieszkania. Policjant bez nakazu robił to sam. Nie sporządzono żadnej notki ani nawet nie poinstruowano gdzie można uzyskać informacje o interwencji.
10.Skutą asystentkę, przy dziesiątkach świadków wyprowadzono na ulicę a po zdjęciu kajdanek porzucono mimo, że znajdowała się w szoku. Policjanci uciekli, do końca odmawiając podania swoich danych.

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska