Od miesięcy - w przestrzeni publicznej wybrzmiewa echo jednego z nowych pomysłów obecnego resortu zdrowia. Mowa o porodach na SOR-ach, czyli Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Pod koniec października do publicznych konsultacji skierowano projekt zmiany rozporządzenia ministra zdrowia dotyczącego świadczeń gwarantowanych w leczeniu szpitalnym.
Proponowana nowelizacja zakłada właśnie taki scenariusz. W niektórych polskich miejscowościach (ponad 40) oddziały położnicze zostały już zlikwidowane. A wiele z nich - zostało zawieszonych.
Ostatnio w mediach pojawiła się informacja, że od 1 lutego również Powiatowy szpital w Wadowicach zawiesi działalność oddziałów ginekologiczno-położniczego oraz noworodków i wcześniaków.
Wiceminister zdrowia zmienił zdanie w ciągu jednego dnia?
"Chcielibyśmy dać jasną informację i zaprzestać dezinformacji szerzącej się w mediach o tym, że chcemy narażać kobiety rodzące w Polsce, Polki, na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Od stycznia tego roku wszedł nowy standard opieki położniczej nad kobietą ciężarną i rodzącą w Polsce. Jasno określa kompetencje zespołu, zadania, każdego stopnia referencyjności, jeżeli chodzi o opiekę nad kobietą ciężarną"
- przekonywał w środę, podczas konferencji prasowej wiceminister zdrowia - Tomasz Maciejewski.
Zapowiedział: "Polki nie będą rodziły na SOR-ach. Każda ciężarna ma urodzić w szpitalu, w którym jest oddział położniczy, nie na SOR-ze".
To zdanie jest kluczowe, w świetle wczorajszej (dzień później) decyzji. Bo właśnie w czwartek wiceminister zdrowia podpisał rozporządzenie umożliwiające wprowadzenie na SOR-ach i izbach przyjęć dyżurów położnych, które w razie potrzeby będą mogły przyjąć poród. Obecnie, czeka ono na ogłoszenie. Zmiany te mają zacząć obowiązywać w ciągu 14 dni od publikacji.
Rozporządzenie podpisane w czwartek wprowadza do wykazu świadczeń gwarantowanych finansowanych przez NFZ nową usługę pod nazwą „opieka nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą realizowana przez położną".
Zapisy mają być "odpowiedzią" na zamykanie przez szpitali oddziałów położniczo-ginekologicznych. Zakładają również utworzenie - na SOR-ach czy izbach przyjęć, interwencyjnych punktów położniczych" - "pokoi narodzin". W tych placówkach, w których dotychczas funkcjonowała tradycyjna porodówka. W myśl rozporządzenia, na miejscu dyżurować ma położna, aby w razie konieczności przyjąć poród lub zdecydować o przewiezieniu ciężarnej kobiety do szpitala specjalistycznego. Taką opiekę nad pacjentką będą mogły sprawować szpitale oddalone o co najmniej 25 km od szpitala, w którym działa oddział położniczy. Potrzebna będzie do tego zgoda konsultanta wojewódzkiego. Szpital z pokojem narodzin będzie też musiał mieć w ciągłej dyspozycji służącą do transportu rodzącej karetkę z zespołem składającym się z kierowcy, ratownika i położnej. Jednak - to nie rozwiązuje problemu.
Może się okazać, że całodobowy dyżur położnej i karetki z trzyosobowym zespołem wcale nie będzie oznaczał dla szpitala mniejszych strat niż utrzymanie porodówki
– ocenia w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakub Kosikowski.
Za jedną dobę dyżuru karetki podstawowej, w której jeździ dwóch ratowników, NFZ płaci w tej chwili pogotowiu 8 tys. zł. To daje kwotę prawie 3 mln zł na rok. W karetkach do przewozu rodzących kobiet ma być położna i ratownik. Koszt jej utrzymania będzie więc podobny lub większy, o ile w składzie będzie jeszcze ratownik-kierowca. Tymczasem w załączonej do rozporządzenia ocenie skutków regulacji czytamy, że koszt nowych przepisów dla NFZ to 19 mln zł w skali roku, a w przeciągu 11 lat – łącznie 209 mln zł. To oznacza, że ministerstwo zdrowia nie wzięło pod uwagę ustawy o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, która gwarantuje coroczne podwyżki pensji, a także, że według założeń resortu dyżury położnych i karetek będzie organizować bardzo niewiele szpitali (kilka, najwyżej kilkanaście w skali kraju).
– pisze w komunikacie Naczelna Izba Lekarska.
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski podpisał w czwartek rozporządzenie umożliwiające wprowadzenie na SOR-ach i izbach przyjęć dyżurów położnych, które w razie potrzeby będą mogły przyjąć poród. Dzień wcześniej wiceminister zapewniał: - Polki nie będą rodziły na SOR-ach.…
— Naczelna Izba Lekarska (@NaczelnaL) January 16, 2026
Kwiecień dla Niezalezna.pl: jestem wielką przeciwniczką
Portal Niezalezna.pl skontaktował się w tej sprawie z Anną Kwiecień, posłanką PiS, która jest członkiem sejmowej komisji zdrowia. "Jest to kompromitacja dla pana wiceministra zdrowia, tym bardziej, że sam jest on ginekologiem-położnikiem - i to dobrym. Jestem przekonana, że ma świadomość zagrożeń z tym związanych, a mimo to jakby bezrefleksyjnie podpisuje tego typu rozporządzenia" - ocenia nasza rozmówczyni.
Jestem wielką przeciwniczką tworzenia "sal porodowych" w obszarze SOR-u, dlatego że tak naprawdę wyrywa się ze szpitalu położniczo-ginekologicznych serce, jakim jest prawdziwa sala porodowa. Ona nie tylko jest przygotowana do przyjmowania porodów. Ta sala musi być przygotowana również na powikłania, jakie mogą wystąpić w trakcie porodu. Te powikłania często kończą się natychmiastową decyzją o cięciu cesarskim - w sytuacji zagrożenia czy zdrowia czy życia matki - bo to oczywiście jest element naturalnej fizjologii. Chodzi również o powikłania bezpośrednio po porodzie, w okresie tzw. wczesno-połogowym. I tutaj, trakt porodowy musi być przygotowany i wyposażony w salę cięć cesarskich, czyli salę operacyjną, gdzie dyżurują na stałe przede wszystkim lekarz, anestezjolog.
– uważa Anna Kwiecień.
Jak podkreśla: "dotychczasowo, te szpitale położniczo-ginekologiczne charakteryzowały się kompleksowością. Tzn. są poddziały dla pacjentek, które np. zgłaszają się w ciąży i przebywają w szpitalu, dlatego że jest powikłanie ciążowe i może dojść do przedwczesnego porodu. Lub pacjenta w ciąży ma chorobę współistniejącą i musi przebywać w takim szpitalu".
"Ale - ponieważ jest to zagrożenie - obok musi być cały czas w gotowości sala porodowa" - dodaje.
Nie wyobrażam sobie, jak to dzisiaj będzie funkcjonowało. I jak duży brak wyobraźni, wszystkich elementów, które mogą stanowić zagrożenie dla matki i dla dzieci tutaj występuje.
– słyszymy.
W jej ocenie - "mówienie o tym, że w sytuacji zagrożeń, takie kobiety będą przewożone do szpitali o wyższej referencyjności, będą transportowane helikopterami czy też innym środkiem transportu typu karetka pogotowia, to kompletny absurd".