Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Wprost" i "Gazetą Poznańską". 1 września 1992 r. wyszedł ze swego mieszkania i tam był widziany po raz ostatni. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
W czwartek poznański sąd kontynuował proces Aleksandra Gawronika oskarżonego o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej".
Zeznania składał były dziennikarz, obecnie wykładowca akademicki Piotr G. Na początku lat 90. był redaktorem naczelnym tygodnika "Poznaniak". Jak mówił, poznał Ziętarę na spotkaniu wyborczym Tadeusza Mazowieckiego.
"Nie pamiętam, kiedy dowiedziałem się o zaginięciu Ziętary, ale na pewno dowiedziałem się od osób, które go znały. Zaginięcie dziennikarza jest dla innego dziennikarza sygnałem, że jest to sprawa bardzo istotna. (…) W tamtym czasie uważałem tę sprawę wręcz za strategicznie ważną dla środowiska dziennikarskiego. Jako naczelny pisma dałem wolną rękę tym wszystkim dziennikarzom z redakcji, którzy byli gotowi zająć się tym tematem. Moja rola sprowadzała się natomiast do tego, by ich wspierać w tych działaniach, zabezpieczać ich"
– mówił w sądzie.
Świadek podkreślił, że nie oczekiwał od swoich dziennikarzy żadnych sprawozdań czy informacji o postępach ich dziennikarskiego śledztwa. "Nie chciałem, aby było przeświadczenie ze strony jakiegokolwiek dziennikarza, że wywieram na nich jakąkolwiek presję. Ale gdyby komukolwiek z nich cokolwiek się stało, to ponosiłbym za to także moralną odpowiedzialność. Chciałem, żeby mieli pełną świadomość, że nie będę wymagał od nich jakiegoś ujawniania informacji, które będą im utrudniały współpracę z innymi dziennikarzami przy tej sprawie" – tłumaczył.
Piotr G. podkreślił w sądzie, że w jego opinii sprawa Ziętary "to jest hańba dla naszego środowiska, że ta sprawa tak wyglądała. Uważam, że jest to hańba dla państwa polskiego. Sprawa została przegrana, jeśli chodzi o organy ścigania już w pierwszych dwóch latach. Wysoki sąd ma duże doświadczenie i wie, że błędy, które zostały wtedy popełnione, są nie do odrobienia" – zaznaczył. Dodał, że "historia Jarosława Ziętary wstrząsnęła całym środowiskiem dziennikarskim. Obowiązkiem moralnym dziennikarza było wyjaśnienie tej sprawy".
"Rozmawiałem też kiedyś o Ziętarze z ówczesnym marszałkiem sejmu Józefem Oleksym i on powiedział, że jeśli sprawa dotyczy Poznania, to pomoże, a jeśli Warszawy – to on ma za krótkie ręce (…). Wynika z tego, że on miał świadomość, że sprawa Jarka nie zaczyna się i nie kończy w Poznaniu"
– podkreślił.
Świadek mówił także, że po zaginięciu Ziętary było przekonanie w środowisku dziennikarskim, że to, co się z nim stało, było konsekwencją jego pracy, tematów, jakimi się interesował. Mówił też, że w pierwszym okresie po zaginięciu Ziętary z wielu źródeł dochodziły informacje, że do uprowadzenia dziennikarza użyty został fikcyjny radiowóz policyjny. "Później pojawiła się informacja, że związek z zaginięciem Jarka może mieć dziwne samobójstwo pewnego mężczyzny, o którym mówiono, że jest powiązany z poznańskim Elektromisem" – dodał.
Piotr G. powiedział również, że na początku lat 90. zdarzyło się, że jeden z dziennikarzy "Poznaniaka" miał zostać pobity przed domem Gawronika przez jego ochroniarzy. D
odał, że jemu także grożono i – jak wskazał – łączył to ze sprawą Ziętary. "Nie mówiono mi tego wprost, ale rozumiałem to z kontekstu. Groźby miały miejsce za każdym razem, kiedy próbowałem przypominać sprawę Jarka" – powiedział.
Przed sądem zeznawał także m.in. dziennikarz Piotr Litka. Był on autorem artykułu "Gawronik może się wywinąć", opublikowanym w tygodniku "Wprost". Tekst poświęcony był jednemu ze świadków w procesie Gawronika – Krzysztofowi Ł., ps. "Łyli".
W sądzie świadek mówił nie tylko o okolicznościach powstania artykułu, ale także o wynikach swojego dziennikarskiego śledztwa i materiałach odnalezionych w amerykańskim archiwum. Wynika z nich, jak mówił, że Elektromis, firma Mariusza Ś., przemycała alkohol – co znalazło swoje potwierdzenie w odnalezionych dokumentach.
"W archiwum w Stanach Zjednoczonych odnalazłem informacje na ten temat. Był to dokument – raport rządowy dotyczący handlu spirytusem na przełomie 1989 i 1990 r. Raport jest datowany na listopad 1990 r. Z dokumentu wynikało, że na przełomie października i listopada 1989 r. z pogwałceniem prawa wwieziono do Polski nielegalnie około 800 tys. litrów spirytusu i uszczuplono w ten sposób należne cło w kwocie około 14,5 mln zł"
– tłumaczył dziennikarz.
Jak dodał, cały osobny akapit dotyczył firmy Elektromis i – jak wskazał dziennikarz – w odniesieniu do ilości przemyconego spirytusu i wielkości uszczuplonego cła – dane dotyczące Elektromisu były "zdecydowanie większe w porównaniu z innymi wyszczególnionymi w raporcie firmami".
"Pojawiła się tam również informacja, że w tej sprawie wszczęto prokuratorskie śledztwo i że prokuratura umorzyła to postępowanie z uwagi na niestwierdzenie przestępstwa (…). Ten dokument był przekazany przez byłego rzecznika rządu Jerzego Urbana (…). Wiem, że raport ten trafił do najważniejszych osób w państwie, natomiast nie potrafiono mi udzielić informacji, czy w związku z tym raportem podjęto jakieś kroki, np. złożono zawiadomienie"
– podkreślił Litka.
Dziennikarz tłumaczył, że raport, o którym mówił, był rządowym raportem Najwyższej Izby Kontroli. Jak zauważył, w notesach Ziętary miało pojawić się imię Bernarda J. – jednego z dyrektorów Elektromisu, a wcześniej – pracownika NIK. Sprawą tego raportu, jak wskazała prokuratura, Ziętara miał się zajmować w grudniu 1990 r.
Świadek mówił w sądzie także o dokumentach dotyczących rozpracowywania działalności Aleksandra Gawronika, które udało mu się odnaleźć w zbiorach IPN. Wskazywał, że badana była kariera, działalność gospodarcza Gawronika i wątki jego kontaktów z wysokimi urzędnikami państwowymi. "To były osoby związane z instytucjami, które obejmował raport NIK i dla których być może był przygotowywany" – podkreślił.
W sądzie nie pojawił się, mimo zapowiedzi, świadek Jerzy U. – były funkcjonariusz SB i UOP. Świadek miał widzieć moment porwania Ziętary i inwigilować dziennikarza na zlecenie Elektromisu.
Kolejna rozprawa odbędzie się w grudniu.