Pod koniec lutego Sejm RP przyjął projekt uchwały, w którym zawarto deklarację, że Sejm, wybierając sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, "uwzględni wyniki wyborów w środowisku sędziowskim".
Chodzi o tak zwane "prawybory" zawarte w "planie B" ministerstwa sprawiedliwości.
Sam szef MS, Waldemar Żurek stwierdził, że plan ten zakłada, że "sędziowie, spotykając się na oddolnych zgromadzeniach we wszystkich sądach, wybraliby spośród siebie 15 osób, które zostałyby formalnie zgłoszone do KRS", a następnie sejmowa większość "uszanuje ten wybór".
Gotowość do pomocy w zorganizowaniu wyborów do sędziowskiej części KRS wyrazili 16 lutego prezesi 10 z 11 sądów apelacyjnych w Polsce. Ich propozycja polega na tym, że Sejm – działając na podstawie obowiązujących przepisów – wybrałby 15 sędziów do KRS, przy czym kluczowe znaczenie miałby wynik powszechnego głosowania przeprowadzonego na zgromadzeniach sędziów. Mandat do objęcia funkcji otrzymaliby ci kandydaci, którzy uzyskają najwyższe poparcie środowiska sędziowskiego.
Żeby jednak procedura wyłaniania sędziów przez samych sędziów była zgodna z prawem, wyłonieni tak kandydaci powinni zostać wskazani w trybie przewidzianym przez obecną ustawę, czyli zebrać po 25 podpisów samych sędziów lub co najmniej 2000 podpisów obywateli.
Mężowie zaufania skontrolują prawybory?
Sędzia Kamila Borszowska-Moszowska w opublikowanym na stronach Radia Wnet wywiadzie z Jakubem Pilarkiem wskazuje, że procedura wspomnianych "prawyborów" nie ma żadnej podstawy prawnej w istniejących i obowiązujących przepisach. Jej zdaniem, prawybory powinny być nadzorowane.
- Trzeba wprowadzić mężów zaufania, obserwatorów społecznych, czynnik, który będzie nadzorował te wybory
- stwierdziła sędzia Borszowska-Moszowska. Dodała, że "nie oskarża aparatu sędziowskiego o chęć fałszowania", ale prawybory jako zorganizowane pozaprawnie - powinny podlegać społecznej kontroli. Przywołuje tutaj art. 61 konstytucji RP.
Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
"Zasługuje na postępowanie dyscyplinarne"
Propozycja ta spotkała się z reakcjami części środowiska sędziowskiego.
Sędzia Piotr Gąciarek z SO w Warszawie, szef warszawskiego oddziału "Iustitii" stwierdził, że nielegalność prawyborów to "projekcja świadomości pani sędzi, a nie stan faktyczny".
- Nie trzeba politycznych komisarzy i nadzorców żeby sędziowie wyrazili swoje zdanie o kandydatach - uznał Gąciarek.
Dalej poszedł Tomasz Krawczyk, sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi oraz sędzia Sądu Dyscyplinarnego przy łódzkim Sądzie Apelacyjnym.
"Ten tekst zasługuje na rozważenie postępowania dyscyplinarnego, bo autorka podważa zawód zaufania społecznego, sugerując, że sędziom trzeba patrzeć na ręce"
- napisał sędzia we wpisie w mediach społecznościowych, który przedstawiła sędzia Borszowska-Moszowska.
- Szanowni Państwo, autor - sędzia sądu dyscyplinarnego przy SA Łódź, grozi mi dyscyplinarką, chociaż wyraźnie stwierdziłam, że takiego oskarżenia nie rzucam. (...) Społeczna kontrola i transparentność instytucji publicznych nie podważają zaufania do państwa, przeciwnie, są jego fundamentem. Widać, że niektórzy sędziowie nie chcą być "obserwowani" przez obywateli - wskazała sędzia.
Szanowni Państwo autor sędzia sądu dyscyplinarnego przy SA Łódź, grozi nmi dyscyplinarką, chociaż wyraźnie stwierdziłam, że takiego oskarżenia nie rzucam.
— Kamila Borszowska-Moszowska (@Kamilabormosz) March 15, 2026
Przypominam, że zgodnie z art. 61 Konstytucji RP obywatele mają prawo do informacji o działalności organów władzy… pic.twitter.com/Xg9C72HCCr