Służby ratunkowe próbowały dostać się do mieszkania byłego szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza mieszczącego się na ósmym piętrze. Służby weszły na balkon, opuszczając się z dachu - wszystko przez mailowe zawiadomienie o próbie samobójczej, pożarze i zadymieniu. Był to kolejny fałszywy alarm, podobnie jak te wcześniejsze dotyczące Telewizji Republika.
Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w rozmowie z Republiką skomentował to, co wydarzyło się pod jego nieobecność w bloku, w którym mieszka.
Jest to niezwykle niebezpieczne, bo mogłoby być tak, że pod fałszywym zagrożeniem można wchodzić do mieszkania. Nie życzyłbym sobie, żeby ktokolwiek znalazł się pod moją nieobecność w mieszkaniu i cokolwiek przeglądał. Jest to sytuacja niebezpieczna i mam wrażenie, że coraz bardziej niebezpieczna. Apeluję do władz, żeby tych strasznie złych ludzi, prowokatorów, namierzyła, znalazła i postawiła przed sądem.
– powiedział prof. Cenckiewicz w rozmowie z TV Republika.
"To jest jakaś prowokacja, ona naraża takie osoby jak ja. Mieszkam na zamkniętym osiedlu, pewnie wszyscy o tym mówią. Jest to jakiś tan zagrożenia, tam są duże budynki. Akcja wejścia na jakiś balkon grupy strażaków jest akcją spektakularną, której pewnie się wszyscy mieszkańcy przyglądały" - dodał.
- Nie życzę tego nikomu. Chciałbym żeby władze na to zareagowały - stwierdził Cenckiewicz, dodając, że łączy tę prowokację ze swoją działalnością i z tym, że jest komentatorem współpracującym z Telewizją Republika.