Pierwsze było kłamstwo katyńskie. Wiosną 1940 roku, na mocy decyzji najwyższych władz Związku Sowieckiego, rozstrzelano około 22 tys. obywateli Polski, w tym ponad 10 tys. oficerów wojska i policji. Egzekucji Polaków, uznanych za „wrogów władzy sowieckiej” i zabijanych strzałem w tył głowy z broni krótkiej, dokonała sowiecka policja polityczna NKWD. Wkrótce potem rozpoczęła się długa, bo trwająca niemal 50 lat, historia kłamstwa katyńskiego, kiedy to gen. Sikorski w czasie wizyty na Kremlu 3 grudnia 1941 roku, w obecności gen. Władysława Andersa i komisarza Mołotowa, usłyszał od Stalina, że polscy oficerowie internowani na terenie ZSRS po agresji sowieckiej na Polskę z 17 września 1939 roku „uciekli do Mandżurii”.
Kiedy rozpoczęła się walka dotychczasowych sojuszników, Niemców i Sowietów, ci pierwsi po ataku na ZSRS i odkryciu masowych grobów w Katyniu poinformowali światową opinię publiczną o tym wydarzeniu w dniach 11–13 kwietnia 1943 roku. Sowieci natychmiast dementowali informacje podane przez Niemców, ogłaszając 15 kwietnia 1943 roku, że polscy jeńcy byli zatrudnieni na robotach budowlanych na zachód od Smoleńska i „wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich w lecie 1941 roku, po wycofaniu się wojsk sowieckich z rejonu Smoleńska”.
W sprawie katyńskiej Polacy nie uzyskali, niestety, wsparcia ze strony przywódców mocarstw zachodnich, którzy, w imię trwałości wojennego sojuszu ze Stalinem, okazywali mu pomoc w ukrywaniu prawdy o tej zbrodni. Podobnie było po zakończeniu wojny. Przez całe lata propaganda sowiecka i peerelowska nadal twierdziły, że sprawcami zbrodni katyńskiej byli hitlerowcy. Wiemy, że właśnie kłamstwo katyńskie stało się jednym z założycielskich fundamentów państwa bezprawia i totalnego zakłamania, jakim był PRL. Do 1956 roku komunistyczne władze mówiły o „perfidnej niemieckiej prowokacji w Katyniu”. Potem samo słowo „Katyń” zniknęło całkowicie. Przez lata cenzura wykreślała je z każdej publikacji. Następnie znów przedstawiano zakłamaną wersję wydarzeń. Szykanowano rodziny pomordowanych i tych, którzy do opinii publicznej próbowali przedrzeć się z informacją o prawdziwych zbrodniarzach. Wielu z nich kończyło w więzieniach. Większość społeczeństwa polskiego nigdy jednak w te kłamstwa nie uwierzyła. W świadomości Polaków Katyń był zbrodnią Sowietów, a pamięć o ofiarach była pielęgnowana na różne sposoby.
Związek Sowiecki do zbrodni katyńskiej przyznał się dopiero 13 kwietnia 1990 roku. Wówczas to w komunikacie rządowej agencji TASS oficjalnie potwierdzono, że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani wiosną 1940 roku przez NKWD. Strona sowiecka wyraziła głębokie ubolewanie w związku z tragedią katyńską, nazywając ją „jedną z cięższych zbrodni stalinizmu”. Nadal jednak nie wyjaśniono wielu istotnych kwestii dotyczących okoliczności zbrodni, na przykład nie ustalono nazwisk wszystkich ofiar.
Drugie było kłamstwo smoleńskie. Szesnaście lat po tragedii smoleńskiej widać bardzo wyraźnie, że poprzez liczne kłamstwa i niedomówienia Polacy byli rozgrywani w tej sprawie. Zostali podzieleni. Czas nie przyniósł ukojenia bólu, ponieważ z pozycji władzy państwowej nikt w świetle badań przeprowadzanych w ostatnich latach jeszcze tak naprawdę nie ogłosił, co wydarzyło się 10 kwietnia o świcie, kiedy ginęli polski prezydent śp. prof. Lech Kaczyński wraz z małżonką, wielu polskich parlamentarzystów, duchowni, przedstawiciele świata nauki i kultury. Elita naszego narodu. Wokół tego, co dzieje się w sprawie tragedii smoleńskiej, możemy, niestety, znaleźć wiele analogii do kłamstwa o Katyniu. Mocarstwa tego świata w imię poprawności politycznej nie są zainteresowane prawdą, podobnie jak przed laty w sprawie Katynia.
Dziś nie ma już nic z atmosfery, która towarzyszyła nam w smutne dni kwietniowe 2010 roku, kiedy z bólem i ze łzami tłumnie żegnaliśmy przywódcę naszego państwa i tylu wspaniałych jego obywateli. Dzisiaj prorządowe media wróciły do narracji nienawiści i wciąż chętnie zapraszają tych, którzy zionęli nią do śp. Lecha Kaczyńskiego w czasie jego prezydentury. Dzisiaj tak samo atakują prezydenta Karola Nawrockiego.