Prezydent zawetował ustawę o cenzurze w sieci
W piątek Kancelaria Prezydenta poinformowała o wecie prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy implementującej akt o usługach cyfrowych (DSA), nazywanej "ACTA 3". Według prezydenta Nawrockiego - szkodliwym zapisem jest oddanie kontroli nad regulacją treści urzędnikowi podległemu rządowi, a nie niezależnym sądom. Uwagi te były zgłaszane jeszcze na etapach prac legislacyjnych, ale nie zostały uwzględnione.
Szczegóły w tekście: Kilkanaście ustaw z podpisem prezydenta. Zawetowane prawo umożliwiające cenzurę w internecie [WIDEO]
Prezydent Karol Nawrocki, argumentując weto, stwierdził, że ustawa wdrażająca DSA, czyli unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych, tylko w założeniu miała chronić obywateli, szczególnie dzieci.
Jednak, jak tłumaczyła głowa państwa, proponowane w ustawie rozwiązania tworzą system, w którym obywatele będą musiał walczyć z aparatem urzędniczym, aby obronić swoje prawo do wyrażania opinii. I zaznaczył: "Na to zgody być nie może. (...) Jako prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę".
Joński powiedział za dużo?
Rządzący nie ucieszyli się z decyzji prezydenta. Przedstawiciele koalicji rządzącej obrali narrację, w myśl której weto Karola Nawrockiego wobec DSA "uderza w dzieci i młodzież".
Niemniej - Dariusz Joński, europoseł Koalicji Obywatelskiej, zdradził prawdziwą intencję zapisów zawetowanej ustawy.
Chodziło o to, żeby nie było takich sytuacji, że jeden z posłów PiS-u - chociaż jeden to wiedzie prym, ale jest ich wielu - wrzuca fejkowe informacje, nieprawdziwe, przygotowane przez sztuczną inteligencję. Ludzie już nie wiedzą, co jest prawdą, a co nieprawdą. Moim zdaniem, to wszystko było po to - i politykom PiS na tym zależało, by ona nie przeszła - żeby dalej siać tę dezinformację i w przyszłym roku wygrać wybory.
– stwierdził w rozmowie z Radiem ZET.
Dopytany o to, "czy w takim razie chodziło także o to, aby te przepisy dotyczyły działalności politycznej, wobec opozycji?", mówił dalej:
"Jak pan chce sobie tworzyć, przy sztucznej inteligencji, różne obrazy - OK. Ale niech to będzie podpisane, że jest to wytworzone przez AI. Bo ludzie naprawdę nie wiedzą dzisiaj, co jest fejkiem, co nie jest fejkiem, co jest prawdą, co jest kłamstwem, co jest wyprodukowane przez AI. Zależało nam, żeby tak było".
W tej całej ustawie chodzi o jeszcze jedną rzecz. Jak mówimy o wolności słowa - no właśnie. Jeśli ktokolwiek napisze opinię, to tu w Polsce nikt nie decyduje o tym, czy zostanie opublikowane na portalach społecznościowych, tylko algorytm, który jest napisany w Stanach Zjednoczonych.
– brnął Joński.
"Chcieliśmy, żeby - jeśli ktoś napisze - mógł się odwołać do urzędu. Urząd mógłby sprawdzić, a sąd zdecydować, czy tak czy nie. Żebyśmy mieli jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się dzieje w tych mediach społecznościowych. I to nie ma żadnego znaczenia i to nie ma wpływu na cenzurę. Chodzi o to, żeby była wolność słowa. Ale żebyśmy z jednej strony kontrolowali to, co dociera do dzieci" - mówił, nie odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi.
Dariusz Joński wprost przyznaje, że ustawa DSA, która zawetował PKN miała za zadanie cenzurować wszystko co pisze opozycja w sieci do tego stopnia, żeby uniemożliwić wygranie im wyborów.
— Jan Molski 🇵🇱 (@JanMolskiIII) January 11, 2026
To jest niepojęte.
Maski opadają, to kolejny argument za tym, jak ważne było to weto. pic.twitter.com/5lTs9sHKqv