Autorami wspomnianych analiz są prof. Wiesław Binienda i dr Grzegorz Szuladziński, eksperci zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej kierowanego przez Antoniego Macierewicza (PiS).
Wyniki ich badań stoją w całkowitej sprzeczności z oficjalnymi tezami raportów rosyjskiego MAK kierowanego przez Tatianę Anodinę i rządowego z prac zespołu pod przewodnictwem Jerzego Millera. Co najistotniejsze, obaj naukowcy w swoich symulacjach wykorzystali parametry zawarte… w rządowych raportach. Na symulacji prof. Wiesława Biniendy wyraźnie widać, jak olbrzymi statecznik amortyzuje uderzenie w podłoże. W efekcie nie rozpada się nawet kokpit, który w rzeczywistości został całkowicie zmiażdżony. – Wszyscy mają szanse przeżycia, łącznie z pilotami, którzy ewentualnie mogą być poturbowani, ale nie śmiertelnie, bowiem nic nie zostaje zgniecione poza głównym statecznikiem. Tylny statecznik zostaje zgnieciony w części, ponieważ także amortyzuje uderzenie – tłumaczy Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego. Jak dodaje, z ustaleń ekspertów zespołu jasno wynika: – Jeżeli samolot rozpada się na tysiące drobnych części, to nie może być wynik uderzenia w ziemię, chyba że tupolew spadłby prostopadle na betonową płytę – mówi Antoni Macierewicz. Według oficjalnej wersji samolot zderzył się z ziemią w położeniu odwróconym przy prędkości pionowej nie większej niż 10 m/s. Skutkiem tego uderzenia miał być rozerwany na tysiące drobnych elementów kadłub tupolewa i rozczłonkowane ciała wielu ofiar.
„Tylko eksplozja tłumaczy skalę zniszczeń”
Dr Szuladziński opracował przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości – oficjalną 10 m/s i zwiększoną dwukrotnie na potrzeby badań do 20 m/s – i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części. – Jeśli Tu-154M uderzyłby w odwróconej pozycji o ziemię, tak jak przedstawia to MAK i rządowy zespół Millera, zniszczenia samolotu, a także obrażenia pasażerów wyglądałyby zupełnie inaczej – dowodzi w kolejnej, najnowszej analizie dr Grzegorz Szuladziński, specjalista od badań nad dynamiką konstrukcji i odkształceniami. Została ona przedstawiona w raporcie smoleńskiego zespołu parlamentarnego. Jak wynika z raportów MAK i Millera, tupolew uderzył w ziemię z prędkością pionową 10 m/s w pozycji odwróconej. – Zgodnie z tymi danymi we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach. Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba – tłumaczy dr Szuladziński.
Następnie naukowiec znacząco zwiększył prędkość pionową, dwukrotnie wobec tego, co przedstawiono w rządowych raportach – do 20 m/s. Następstwa zderzenia z taką siłą okazałyby się poważniejsze. Doszłoby do zaawansowanego odkształcenia kadłuba i pęknięcia jego żeber. – Fotele i schowki sufitowe uderzyłyby o głowy pasażerów, powodując obrażenia. W dalszym ciągu jednak wynik podobnej katastrofy nie przypominałby tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Poszycie nie zostałoby rozerwane, a samolot nie rozpadłby się na tysiące drobnych części. Ciała ofiar, owszem, uległyby poważnym uszkodzeniom, nie byłyby jednak zniszczone tak jak w wypadku niektórych pasażerów, których organy wewnętrzne zostały wręcz wyrwane ze środka i wyrzucone na pewną odległość – tłumaczy dr Szuladziński.
Tu-154M zaczął się rozpadać 300 m wcześniej?
– Wyniki tych najnowszych analiz prezentowaliśmy pod koniec kwietnia na specjalnym posiedzeniu w Parlamencie Europejskim. Obecni na sali europosłowie z wielu frakcji i państw, m.in. z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Czech czy Holandii, z olbrzymim zainteresowaniem śledzili prezentację, a następnie dociekliwie zadawali wiele pytań – mówi Antoni Macierewicz. Jak podkreśla, chociaż w swoim wystąpieniu skupił się wyłącznie na najnowszych symulacjach i nie wspominał o głośnej sprawie znalezienia na wraku śladów m.in. trotylu, pierwsze pytanie, które padło od europosłów, brzmiało: czy znaleziono materiały wybuchowe? – Wśród europejskich elit widać wyraźne zainteresowanie tematem Smoleńska. Wciąż obowiązuje jednak wyraźny zakaz rządu pana Donalda Tuska, który nie życzy sobie, aby Unia Europejska wspierała Polskę w tej sprawie – przypomina polityk. Przewodniczący zespołu Antoni Macierewicz twierdzi, że poza najnowszymi wynikami badań naukowców dysponuje jeszcze innym dowodem, który zadaje kłam rządowej wersji wydarzeń. Ujawnia również jako szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską, że jest w posiadaniu materiału, którego jeszcze nie może upublicznić, a który ma przesądzać w sprawie wybuchów na pokładzie maszyny. Jak na razie zdradza jedynie, że ok. 300 m przed miejscem kontaktu samolotu z ziemią Rosjanie mieli odnaleźć kilkadziesiąt sporych fragmentów kadłuba, które są wielkości dłoni, a nie tylko fragmenty skrzydeł tupolewa.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
