Gdy mówimy o tym pograniczu, to zastanawiające jest, dlaczego – jak kilka lat temu podała „Gazeta Wyborcza” – działania Samoobrony w Polsce północnej były wspierane przez podmioty związane z Ryszardem Krauzem. Już dawno pisano też, że w firmach zależnych od Ryszarda Krauzego pracowali byli wysocy funkcjonariusze służb specjalnych. Dlaczego biznesmen takiej rangi, prowadzący interesy na międzynarodową skalę, sponsorujący elitarne projekty artystyczne, wspierał tak strasznie „obciachową” partię jak Samoobrona? Z drugiej strony wiadomo, iż w Samoobronie i wokół niej nie brakowało osób, o których wiemy, że były zarejestrowane jako współpracownicy tajnych służb PRL.
Warto sobie to uświadomić, zanim spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Lepper spotkał się z Tomaszem Sakiewiczem i deklarował, iż szuka kontaktu z Jarosławem Kaczyńskim. Warto rozważyć hipotezę, że Lepper próbował zagrać PiS-em, aby uzyskać jakieś ustępstwa ze strony osób, które z nim wcześniej współpracowały. Może narobił nieodpowiedzialnych długów, może nie wywiązał się z jakichś zobowiązań politycznych lub gospodarczych i oczekiwano od niego jakiegoś rozliczenia się. Może poczuł się tak bardzo przyciśnięty do ściany, że zagroził desperackim posunięciem: „zaszkodzę sobie, ale jeszcze bardziej zaszkodzę wam. Wykorzystam PiS, by za jego pomocą nagłośnić, kto mnie ostrzegał przed akcją CBA, opowiem o źródłach przecieku i o interesach z tym związanych”.
Sakiewicz w rozmowie z Lepperem, jak wynika z opublikowanego w „Gazecie Polskiej” stenogramu, miał powiedzieć, że PiS, Kaczyński, już jest passé, czyli, że nie ma dziś instrumentów oddziaływania na instytucje państwa. Ale gdyby Lepper wystąpił na wspólnej z Kaczyńskim konferencji prasowej, potwierdzając koncepcję afery przeciekowej, formułowaną swego czasu przez CBA, to wprawdzie zaszkodziłoby to Lepperowi, ale jeszcze bardziej mogłoby zaszkodzić ówczesnym zakulisowym sojusznikom Leppera.
Co przekonuje mnie do tej hipotezy? Niedawno zgłosił się do mnie znajomy, który skończył prawo na UMK, później odbywał służbę wojskową w Wojskowej Służbie Wewnętrznej. Na początku transformacji był prokuratorem, zajmującym się newralgicznymi śledztwami, a od lat jest adwokatem aktywnym na polu biznesu. Mimo że się bardzo rzadko spotykamy, pewnego wieczoru zadzwonił do mnie, mówiąc: – Wkurzył mnie strasznie – tu wymienił nazwisko jednego z byłych szefów WSI – ten drań wsadził mnie na minę. Nie popuszczę mu. Nic nie szkodzi, że podsłuchują, Andrzej, spotykamy się jutro, wszystko na niego ci opowiem (wulgaryzmy odfiltrowane). Faktycznie spotkaliśmy się następnego dania w hotelu, on przy mnie wykonał parę telefonów do – jak twierdził – dwóch znanych generałów służb III RP i PRL, mówiąc „siedzę tutaj z Andrzejem Zybertowiczem. Ja tego gościa – tu wymieniał nazwisko owego szefa WSI – wykończę, bo mnie wpuścił na minę. A ty jesteś po której stronie? Chyba nie z nim? I tak wszystko opowiem Zybertowiczowi”. Potem pokazał mi garść różnych wizytówek mających uwiarygodnić opowieści o jego biznesowych kontaktach z środowiskiem ludzi służb.
Rzecz nie miała dalszego ciągu. Jedno z racjonalnych wyjaśnień takiego zachowania mego znajomego zakłada, że dzwoniąc do generałów, urządził przedstawienie. Udawał osobę zdesperowaną, gotową do przekazania mnie – doradcy ds. bezpieczeństwa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – materiałów odsłaniających interesy jednego z byłych szefów WSI. Znajomy odegrał rolę osoby tak zdesperowanej, że gotowej nawet do zaszkodzenia sobie, jeśli tylko dzięki temu zemści się na kimś innym. Ta niedawna sytuacja sprawia, iż hipoteza wyjaśniająca motyw, dla którego Lepper spotkał się z Sakiewiczem, wygląda na godną rozważenia.