Drogie NFZ i Ministerstwo Zdrowia. Zwracam się do Państwa z uprzejmą prośbą/krzykiem rozpaczy o zwolnienie pacjentów w trakcie i po leczeniu onkologicznym z limitów na badania obrazowe. Karta DiLO nie daje już tutaj żadnych limitów, a pacjenci stoją w kolejkach. Brak terminów rujnuje nasz monitoring i leczenie”
– zaapelował w mediach społecznościowych rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski.
W odpowiedzi, także w mediach społecznościowych, otrzymał wiadomość z NFZ: „Szanowny Panie Doktorze, dziękujemy za głos, pracujemy nad rozwiązaniem. Wkrótce będziemy gotowi, przekażemy informację niezwłocznie”.
Chorzy w zawieszeniu
– Jeśli rzeczywiście NFZ dotrzyma słowa i opracuje jakieś rozwiązanie problemu, jest szansa na zlikwidowanie dziury, w którą wpadają pacjenci w trakcie i po leczeniu onkologicznym. Smutne jest to, że o tym, iż taki problem będzie, mówiliśmy już ponad dwa miesiące temu, od 1 kwietnia, kiedy decyzją NFZ wprowadzono realnie limity na badania obrazowe
– mówi „Codziennej” Jakub Kosikowski i wyjaśnia, na czym polega problem.
Tłumaczy, że po wprowadzeniu cięć na badania wyjęci spod przywróconych limitów na diagnostykę obrazową zostali pacjenci z kartą DiLO. Jednak w sytuacji, kiedy już rozpoczęli terapię nowotworową, często potrzebna jest dodatkowa diagnostyka pozwalająca np. ocenić postęp terapii, ale niewchodząca bezpośrednio w jej skład.
– Tu karta DiLO nie działa i ci pacjenci, mimo że chorzy onkologicznie, muszą na badania diagnostyczne odczekać w kolejkach. Drugą grupą pacjentów są ci, którzy skończyli terapię i nie mają już karty DiLO, ale mają zalecenia, by kontrolnie badać się co jakiś czas, np. po operacji raka jelita grubego. Ci także muszą czekać w wydłużających się kolejkach. Wydłużające się terminy badań powodują, że to zaburza nasz monitoring terapii, leczenie i ocenę ryzyka powrotu choroby
– wyjaśnia Kosikowski.
Koloskopia: 2030 rok
Kolonoskopia, kluczowe badanie przy diagnozowaniu raka jelita grubego i diagnostyce części układu pokarmowego, jest przykładem tego, jak szybko rosną kolejki do badań po wprowadzeniu nieformalnych limitów na badania.
Jeszcze 10 dni temu, kiedy pisaliśmy o przesuwaniu terminów badań, Iga Rawicka, prezes fundacji EuropaColon Polska, organizacji pacjentów z chorobami układu pokarmowego, informowała nas, że pojawiły się pierwsze sygnały o tym, że najbliższy termin badania pacjenci mają w 2028 r. Teraz okazuje się, że są już szpitale, gdzie termin kolonoskopii w trybie zwykłym to 2030 r.
„Ograniczenia widać już w terminach badań w bielskich szpitalach. Na kolonoskopię w BCO-SM pierwszy wolny termin to kwiecień... 2030 r.! Jeśli lekarz dopisze »pilne«, to koniec kwietnia 2028 r.” – to informacje, które mieszkańcy zgłosili witrynie Bielsko.biala.pl i dziennikarze je potwierdzili.
– To już jest wręcz nieprawdopodobne! – komentuje tak odległe terminy Iga Rawicka. Podkreśla, że odległe na cztery lata badanie w przypadku, gdy rak jelita grubego zacznie się rozwijać, dla wielu będzie oznaczać wyrok śmierci, trudną terapię przedłużającą życie. Stracona będzie szansa na wyleczenie.
– Ten nowotwór bardzo długo rozwija się bez objawów odczuwanych przez pacjenta. Kiedy daje objawy, jest to już poważne stadium choroby. Jesteśmy w ogonie Europy, jeśli idzie o wczesną wykrywalność tego nowotworu. W efekcie, gdy pada diagnoza, w 60 proc. przypadków jest to już III lub IV faza nowotworu. Nie trzeba przypominać, że walka z rakiem to walka z czasem. Im wcześniej wykryty, tym większe szanse na wyleczenie. Tymczasem w przypadku raka jelita grubego mamy 20 tys. zachorowań rocznie i 12 tys. zgonów. To właśnie efekt owych późno wykrytych, a więc w zaawansowanym stadium nowotworów jelita grubego
– mówi Iga Rawicka.
I dodaje, że cięcia teraz dadzą tylko pozorne oszczędności, ponieważ za kilka lat przyjdzie nam się zmierzyć z koniecznością leczenia zaawansowanych przypadków raka, których leczenie wielokrotnie przekracza koszty leczenia we wczesnej fazie (w I fazie to ok. tysiąca euro; w fazach III i IV, takich diagnoz mamy 60 proc. – 40 tys. euro).
– Decydenci na górze najwyraźniej zapomnieli o podstawowych prawach ekonomii, choć to nie ona powinna być najważniejsza w przypadku ratowania ludzkiego zdrowia i życia – mówi Iga Rawicka.
Czekanie kilkaset dni
Rosnący czas oczekiwania na kolonoskopię to objaw trendu dotyczącego wszystkich badań obrazowych, o czym alarmują organizację pacjenci o czym pisał w raporcie dla Instytutu Sobieskiego Janusz Cieszyński.
„W skrajnych przypadkach pogorszenie jest dramatyczne – w ciągu zaledwie miesiąca średni czas oczekiwania na badanie wzrósł nawet o kilkaset dni (Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Włocławku – rezonans magnetyczny pilny ze 162 do 579 dni; SPZOZ MSWiA w Łodzi – tomografia komputerowa stabilna z 82 do 454 dni”
– czytamy w raporcie Cieszyńskiego opublikowanym w maju, a dane zostały zebrane po miesiącu od wprowadzenia limitów 1 kwietnia.
Janusz Cieszyński ostrzega, że z danych wynika, że kolejki do badań szybko rosną w czasie. Każdy tydzień od wprowadzenia limitów wydłuża terminy nie o tydzień, ale np. o kilkadziesiąt dni.
Czytaj więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"!
🚨Żurek chce zakuć w kajdanki Patryka Jakiego.
— GP Codziennie (@GPCodziennie) June 3, 2026
Tak idiotycznych zarzutów jeszcze nie było❗️
Sprawdź całe weekendowe wydanie #GPcodziennie❗️
Wersja elektroniczna z prenumerata Gazety Codziennej na stronie 👉 https://t.co/NGuZyAXV2W pic.twitter.com/PLl79QzQ87