Główna partia opozycyjna dzieli się wówczas, gdy koalicja 13 grudnia wpadła w autentyczne tarapaty. I to jest niepodważalny fakt. Czy do rozłamu musiało dojść, czy można było go uniknąć, to już – w tym kontekście – sprawa wtórna. Poobijany piętrową aferą w służbie zdrowia Tusk od przeszło tygodnia może cieszyć się poczuciem pijarowskiej ulgi, bo opinia publiczna zamiast dojeniem szpitali, upadkiem finansowych podstaw lecznictwa, salonikami dla politycznych VIP-pacjentów zajmuje się stowarzyszeniem Mateusza Morawieckiego i tym, czy w kwietniu proponował on prezesowi Kaczyńskiemu podział partii. W swojej długiej historii PiS zaliczył już dwa poważne rozłamy. To prawda, iż ich wykonawcy skończyli marnie, ale prawdą jest i to, że Prawo i Sprawiedliwość przegrywało wówczas wybory. Zachowywało pozycję opozycyjnego hegemona, ale bez szansy na przejęcie władzy. I nie ma co się łudzić – obecny podział osłabi szansę ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na możliwość utworzenia rządu po przyszłorocznych wyborach. Nie zamierzam wchodzić w rolę partyjnego recenzenta, dociekać, kto i kiedy co komu powiedział. To dziś może ważne dla członków Prawa i Sprawiedliwości, ale nie dla większości wyborców. Trudno jednak nie zauważyć, że wielonurtowość zawsze była trudnym zadaniem dla polskiej prawicy.
Ponad dwie dekady temu śp. Jacek Kwieciński pisał o konieczności budowania „szerokiego namiotu” w środowisku konserwatywnym na wzór republikanów w Stanach Zjednoczonych. Rzecz jasna, nasza polityka bardzo różni się od amerykańskiej, ale ów „szeroki namiot” jest odpowiedzią na oczekiwania ogromnej części naszej opinii publicznej, która nadal jest w dużej mierze bardziej konserwatywna niż liberalna. Z drugiej strony nie ma szans na wielonurtowość, jeśli sami jej orędownicy realnie zgadzają się na nią tylko wówczas, gdy oni są nurtem dominującym, a ich lider zostaje namaszczony na następcę tronu. Oczywiste jest, iż wyjście byłego premiera i jego stronników rozpoczęło się z chwilą wskazania prof. Przemysława Czarnka na kandydata na premiera. Ambicje i konsekwencja w zdobywaniu władzy nie są w polityce wadą. Wręcz przeciwnie. W tym wypadku jednak trudno nie odnieść wrażenia, że zatriumfowały one nad celem znacznie istotniejszym – wyciągnięciem Polski z bagna kryptodyktatury. Na dziś kolejna kadencja środowiska politycznego Tuska zależy w dużej mierze od relacji wewnątrz dawnego (chyba tak już trzeba mówić) środowiska Prawa i Sprawiedliwości. Na pewno na ciągnący się tygodniami serial wzajemnego okładania się czeka jak na mannę z nieba cała koalicja 13 grudnia.
Rmobile – Polska sieć komórkowa wystartowaliśmy https://t.co/hqahrXoVHe
— Tomasz Sakiewicz (@TomaszSakiewicz) August 1, 2026