Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Sprawa Funduszu Sprawiedliwości wchodzi na wokandę. “Ten proces od początku do końca jest szyty"

Rusza proces w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, wokół którego roi się od kontrowersji. Dotyczą one postępowania przygotowawczego, podczas którego doszło do bezprawnych działań prokuratury, jaki i postępowania przed sądem. Wielomiesięczne i przedłużane areszty wydobywcze, nieludzkie traktowanie zatrzymanych, a w końcu niewłaściwa i niedająca rękojmi bezstronności obsada sądu - to wszystko składa się na kontekst procesu, który ma być mocnym akordem tzw. rozliczeń w wykonaniu koalicji 13 grudnia. Poseł Marcin Romanowski w rozmowie z portalem Niezalezna.pl zwraca uwagę na “metody rodem z kryptodyktatury” oraz “lawinę rażących naruszeń proceduralnych”. Natomiast Michał Woś podkreśla, że “każde działanie ze strony oskarżanych urzędników ministerstwa sprawiedliwości było legalne i zgodne z prawem”.

Sztandarowy proces koalicji 13 grudnia 

We środę 21 stycznia o godz. 10 w sali 203 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy Al. Solidarności 127 ma się rozpocząć proces sześciu osób oskarżonych w tzw. sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Wśród nich na ławie oskarżonych zasiądzie pięcioro byłych urzędników Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, w tym jego b. dyrektor Urszula D. oraz b. wicedyrektor Karolina K. (obecnie nazwisko zmienione), a także prezes fundacji Profeto ks. Michał Olszewski. 

 

Czemu zatem miałaby służyć insynuowana przez prokuraturę “zorganizowana grupa przestępcza” i jak miałoby dojść do przywłaszczenia mienia znacznej wartości oraz prania pieniędzy? Być może dowiemy się tego podczas procesu, ale kierując się logiką śledczych można dojść do wniosku, że przestępstwa te musiałyby polegać po prostu na... finansowaniu budowy ośrodka dla osób pokrzywdzonych przestępstwem. 

Zdaniem ściganego przez koalicję 13 grudnia byłego wiceministra sprawiedliwości, posła Marcina Romanowskiego, któremu Węgry przyznały w związku ze sprawą Funduszu Sprawiedliwości azyl polityczny “cała ta sprawa jest przykładem wyjątkowo ordynarnego oraz szczególnego w swojej brutalności i prymitywizmie lawfare [wykorzystania prawa w celu zastraszenia lub utrudnienia działania przeciwnika-red.]. - W tej sprawie odpowiedzialność karną powinni ponieść ci, którzy tę nagonkę na ks. Michała, Urszulę, Karolinę i innych urzędników, społeczników zorganizowali. A której celem była eliminacja konserwatywnych polityków i konserwatywnych, chrześcijańskich organizacji - zaznaczył polityk w rozmowie z portalem Niezależna.pl. 

- Począwszy od manipulanta Mraza – którego ordynarne kłamstwa i rażące nieścisłości były już przedmiotem publikacji prasowych w zeszłym roku – a skończywszy na Bodnarze, Żurku, Tusku oraz całej grupie prokuratorskich i sędziowskich funkcjonariuszy w togach, którzy bardzo chętnie zgodzili się odegrać rolę narzędzi politycznych represji wymierzonych w opozycję

- dodał. 

Problem z obsadą składu orzekającego 

Do prowadzenia sprawy wylosowana została sędzia Justyna Koska-Janusz będąca członkiem krytycznego wobec reform wymiaru sprawiedliwości wprowadzanych przez Zbigniewa Ziobrę stowarzyszenia Iustitia. Co więcej, sędzia ta w przeszłości wytoczyła byłemu ministrowi proces cywilny, który zresztą wygrała.  

Jakby tego było mało, dwóch ławników, którzy zostali wylosowani do tej sprawy rok temu nie weźmie udziału w rozprawie z uwagi na kolizję terminów. Być może więc zastąpią ich inni - tym razem wskazani palcem przez prezesa sądu. Jak podkreśla obrońca jednej z oskarżanych osób adw. Adam Gomoła, mamy do czynienia z sytuacją, w której “już w pierwszej instancji 2/3 składu nie będzie pochodziło z losowania”. - I nie ma żadnej pewności, że to się zmieni - dodaje prawnik we wpisie zamieszczonym w serwisie X. 

Kolejny problem wiąże się z tym, że nowo powołani do sprawy ławnicy praktycznie nie będą mieli szansy, aby zapoznać się ze zgromadzonym materiałem dowodowym. Czy w tej sytuacji można zatem jeszcze mówić o jakiejkolwiek bezstronności i rzetelności procesowej? Wkrótce się o tym zapewne przekonamy. 

Zdaniem Marcina Romanowskiego “samo postępowanie jest jedną wielką farsą”. - Proces ma być prowadzony przez sędzię, która w tej sprawie nigdy nie powinna orzekać ze względu na oczywisty brak bezstronności. Podobnie jak prokuratorzy i sędziowie podejmujący różne decyzje w toku postępowania przygotowawczego. Materiały z postępowania w prorządowych mediach - nagonka organizowana przez medialnych funkcjonariuszy. Skandalicznie absurdalne zarzuty, za których konstruowanie student 2 roku prawa oblałby egzamin. W politycznym procesie bandyci poprzebierani za sędziów i prokuratorów ścigają mnie i urzędników za decyzje całkowicie legalne, pozostające w obszarze mojego swobodnego uznania administracyjnego. To jest właśnie istota lawfare - tłumaczy. 

Poseł Michał Woś, któremu pod koniec października ub.r. także ogłoszono zarzuty w związku z rzekomymi nieprawidłowościami w dysponowaniu Funduszem Sprawiedliwości w czasach, kiedy sprawował on urząd wiceministra sprawiedliwości uważa, że “sprawa ta od początku do końca jest w pełni polityczna, bo chodzi wyłącznie o dorwanie opozycji”. -  Jest to atak na ministra Ziobro i jego środowisko polityczne - podkreśla polityk w rozmowie z portalem Niezależna.pl. 

Woś wskazuje na “znaczenie nielegalnego przejęcia prokuratury oraz nielegalnych zmian na stanowiskach prezesów sądów i skasowania systemu losowego przydziału spraw. - Wszystko to, żeby od ręki przyznawać sprawy swoim sędziom - jak to Żurek mówi - “zaufanym ludziom w sądach”. 

Tło sprawy: polowanie z nagonką i... tortury 

Zmiana władzy, do której doszło w grudniu 2023 roku pociągnęła za sobą zorganizowany polityczny odwet, którym rządzący do dziś karmią swoich najbardziej zacietrzewionych wyborców. Z tego punktu widzenia wdzięcznym celem okazało się środowisko skupione wokół znienawidzonego przez wpływową część “nadzwyczajnej kasty” prawniczej oraz polityków koalicji 13 grudnia, a także zwykłych przestępców byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Uderzenie w Fundusz Sprawiedliwości dawało też władzy punkty w kręgach lewicowo-liberalnych organizacji pozarządowych, które czuły się wykluczane z rządowego wsparcia za poprzedniej władzy. 

 

I tak się zaczęło. W marcu 2024 r. w symbolicznym dla duchownych dniu w Wielki Czwartek funkcjonariusze ABW zatrzymali księdza Michała Olszewskiego. W tym samym czasie zatrzymano byłe urzędniczki - Urszulę raz Karolinę.  W trakcie zatrzymania, a następnie aresztowania całej trójki, które trwało 7 miesięcy dochodziło do licznych nieprawidłowości, które bez wątpienia zakwalifikować można jako tortury. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich, a obrońcy księdza złożyli w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, która - co bardzo ważne - została przezeń przyjęta. 

 

Działania organów państwa w sprawie rzekomych nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości bez wątpienia można zatem zakwalifikować jako represje wymierzone w polityczną opozycję. Co gorsza, jej ofiarami stały się także osoby zupełnie z polityka niezwiązane. Nieludzkie, poniżające i ewidentnie nieproporcjonalne do potencjalnie zarzucanych przez prokuraturę czynów traktowanie księdza oraz urzędniczek wskazuje na niepohamowaną determinację aktualnie rządzących do bezwzględnej zemsty - bez względu na koszty społeczne, ludzkie i prawne. 

 

Poseł Romanowski zwraca uwagę na “metody rodem z kryptodyktatury: psychiczne tortury, nielegalne zatrzymania, areszty wydobywcze oraz lawina rażących naruszeń proceduralnych”.  

- Nie jest przypadkiem, że Interpol odmówił międzynarodowego ścigania, a Węgry udzieliły mi – oraz panu ministrowi Ziobrze – azylu politycznego. To nie jest kompromitacja osób prześladowanych. To kompromitacja państwa Tuska, które wykorzystuje aparat ścigania i wymiar nie-sprawiedliwości jako broń - instrument do walki politycznej. Haniebne i skandaliczne

- ocenił. 

Wyraził jednocześnie nadzieję, “że po szybkim odsunięciu tej zorganizowanej grupy przestępczej Tuska od władzy przyjdzie czas porządkowania tej skrajnej niesprawiedliwości”. - I pociągnięcia do odpowiedzialności karnej, dyscyplinarnej i majątkowej wszystkich tych, którzy zorganizowali i prowadzili tę trwającą już dwa lata nagonkę. I na dodatek zdemolowali Fundusz Sprawiedliwości, który pod ich rządami przestał pomagać potrzebującym. Prześladowcy ze sprawy Funduszu Sprawiedliwości odpowiedzą za swoje nikczemne przestępstwa- nie z zemsty, ale żeby już nigdy nikogo nie skrzywdzili i nie mogli już więcej niszczyć Polski - zapewnił. 

 

Ksiądz oraz urzędniczki opuścili areszt 25 października 2024 roku. Za każdą z wymienionych osób sąd apelacyjny wyznaczył poręczenie majątkowe w kwocie 350 tys. zł. Za urzędniczki poręczył łączną kwotą 700 tys. zł dyrektor programowy Republiki Michał Rachoń, natomiast wpłatę poręczenia za ks. Michała Olszewskiego dokonało Zgromadzenie Sercanów. 

“Ci ludzie, których proces właśnie rusza siedzieli bezprawnie w areszcie wydobywczym przez 7 miesięcy. W tym areszcie i przy aresztowaniu doznali – co stwierdził przecież Rzecznik Praw Obywatelskich - nieludzkiego traktowania. Robiono to po to, żeby wymusić zeznania” - ocenił Michał Woś. 

- Trzeba bronić prześladowanych, niesłusznie oskarżanych, bo to jest coś karygodnego, za co ta zorganizowana grupa Donalda Tuska prędzej czy później będzie musiała odpowiadać, a swoimi działaniami dopisują oni tylko kolejne akapity aktu oskarżenia, który w przyszłości może ich spotkać

- dodał polityk. 

Zostały jedynie zgliszcza 

Ośrodki Sieci Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem finansowane przez Fundusz Sprawiedliwości od stycznia 2026 r. de facto przestały istnieć, ponieważ urzędnicy ministerstwa sprawiedliwości sparaliżowani obawami o możliwe konsekwencje ich działań nie sfinalizowali konkursu grantowego. W listopadzie ub.r. zdecydowano o ogłoszeniu konkursu i w konsekwencji powierzeniu czynności weryfikacyjnych zgłaszanych do Funduszu Sprawiedliwości ofert firmie zewnętrznej. Koszt przeprowadzenia tej procedury wyliczono na kwotę blisko 1 mln zł. Okazało się przy tym, że firma ta próbowała namówić do współpracy przy ocenie wniosków przetrzymywaną przez 7 miesięcy w areszcie wydobywczym byłą urzędniczkę MS panią Karolinę. 

Michał Woś podkreśla, że “każde działanie ze strony oskarżanych urzędników ministerstwa sprawiedliwości było legalne i zgodne z prawem”. - Pokazuje to nawet obecna sytuacja, kiedy od początku roku ofiary przestępstw pozostawione są samym sobie, bo - jak stwierdził wiceminister sprawiedliwości - urzędnicy boja się podejmować decyzji. Ten proces od początku do końca jest szyty - podsumowuje nasz rozmówca. 

 

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane