Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Rusza proces ks. Michała Olszewskiego i urzędniczek. "To będzie sąd nad praworządnością w Polsce"

To nie będzie zwykły proces, to jest spektakl na polityczne zamówienie mający dać igrzyska zwolennikom tego rządu, przykryć fakt porażek tej władzy we wszystkich dziedzinach – mówi obrońca ks. Olszewskiego mec. Michał Skwarzyński. – To będzie sąd nad praworządnością w Polsce. Pokaże, czy prawo nie jest łamane, naginane i omijane nie tylko przez prokuraturę, lecz także przez sąd – ocenia rozpoczynający się dziś proces mec. Krzysztof Wąsowski, pełnomocnik duchownego i pani Urszuli. Adam Gomoła, obrońca pani Karoliny, przypomina, że zarzuty wobec oskarżonych były formułowane przez Donalda Tuska, jeszcze zanim zrobiła to prokuratura, a ksiądz i urzędniczki przeżyli gehennę trwającego pół roku aresztu wydobywczego.

Rusza proces ks. Olszewskiego i dwóch urzędniczek 

Rozpoczynający się proces duchownego katolickiego i urzędniczek MS, jeszcze zanim się zaczął, daje podstawy, by stawiać tezę o jego nierzetelności – mówią obrońcy oskarżonych.

– Tym bardziej że wciąż w pamięci mamy to, co działo się w postępowaniu przygotowawczym, gdzie od samego początku, już pierwszego dnia po zatrzymaniu prokuratura naruszała prawo do obrony

– mówi mec. Krzysztof Wąsowski.

Prawnik przypomina, że kiedy ksiądz i urzędniczki zostali zatrzymani 26 marca 2024 r., przez dobę nie było wiadomo, co dzieje się z kapłanem.

– Ponad dobę od zatrzymania otrzymałem telefon od służb wykonany na wyraźną prośbę ks. Olszewskiego. Poinformowano mnie, że ksiądz znajduje się w policyjnej izbie zatrzymań i czeka na czynności. Prokuratura nie chciała jednak dopuścić mnie do reprezentowania sercanina, sugerując, że mogę być oskarżonym w tej sprawie

– wspomina mec. Wąsowski.

I podkreśla, że nie spodziewał się, że to dopiero początek gehenny.

List sercanina i więzienna Madonna

Dopiero kilka tygodni później o tym, co spotkało duchownego w czasie zatrzymania i pierwszych kilkudziesięciu godzin po nim, dowiedzieli się opinia publiczna i jego obrońcy. Ksiądz zrelacjonował to, jak z nim postępowano, w rozmowie z bratem, a ten spisał tę relację.

Okazało się, że katolicki ksiądz nie dostawał posiłków, odmawiano mu wody, nie mógł skorzystać z toalety, a na jego prośbę w policyjnej izbie zatrzymań o skorzystanie z toalety usłyszał: „Masz butelkę po wodzie, lej do niej”.

Za przykładem duchownego poszły panie Urszula i Karolina, urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości, które także doświadczyły podobnego traktowania.  Relacje z takiego traktowania opisały w pismach do rzecznika praw obywatelskich. Kilka miesięcy później RPO stwierdził, że nie było tortur, ale faktycznie stwierdzono „nieludzkie traktowanie”.

– Moim zdaniem to było coś więcej, to były tortury, bo tak podobne traktowanie jest teraz klasyfikowane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. Przypomina, że skarga na tortury w tej sprawie czeka na rozpatrzenie przez ETPC, a także ONZ. W Polsce te wydarzenia zamieciono pod dywan. Nagrań np. z izby zatrzymań służby nie udostępniły, do dziś twierdząc, że ich nie ma

– zauważa mec. Michał Skwarzyński.

Duchowny i urzędniczki byli traktowani jak więźniowie niebezpieczni. Byli trzymani w izolatkach. Łączność ze światem nawiązywali przez pełnomocników i najbliższych (obowiązywały jednak zakazy, np. kontaktów z dziećmi i małżonkami przez telefon itp.). Stąd listy takie jak ten, który pani Urszula wysłała do ojca. Był w nim namalowany przez nią wizerunek więziennej Madonny, dedykowany mamie.

Kiedy do opinii publicznej zaczęły docierać informacje o tym, jak są traktowani zatrzymani, przed aresztami śledczymi pojawiły się demonstracje organizowane m.in. przez kluby „Gazety Polskiej”. Na bieżąco o sytuacji aresztowanych informowały Republika i media Strefy Wolnego Słowa.

Areszt przedłużano trzykrotnie. Dopiero po pół roku odsiadki, 25 października 2024 r., ksiądz i urzędniczki wyszli na wolność. W zamian sąd wyznaczył ogromne kaucje – po 350 tys. zł od każdego z aresztowanych. W przypadku księdza z pomocą przyszedł jeden z braci zakonnych (sercanin). Za urzędniczki kaucję wpłacił red. Michał Rachoń. Jak tłumaczył dyrektor programowy Republiki, przeznaczył na to środki ze sprzedaży książki „Zgoda” napisanej wspólnie z prof. Sławomirem Cenckiewiczem.

Areszt wydobywczy, pączkujące zarzuty

Zdaniem pełnomocników oskarżonych te przedłużane areszty wynikały z faktu, że był to tzw. areszt wydobywczy, taki, który miał wymusić na aresztowanych zeznania w sprawach, które potem uruchomiła prokuratura Dariusza Korneluka i Adama Bodnara, a które trwają do dziś – chodzi o postępowania ws. Marcina Romanowskiego, Zbigniewa Ziobry i Michała Wosia.

– Na podstawie tych samych dowodów prokuratura tworzyła coraz nowsze i cięższe zarzuty. Na samym początku np. wobec urzędniczek padały zarzuty niegospodarności, a potem, kiedy sąd wykazał, że nie można mówić o niegospodarności, zamieniono je na przywłaszczenie mienia; dodano także uczestnictwo w zorganizowanej grupie przestępczej. Jako pierwszy o tym, że z taką grupą możemy mieć do czynienia, mówił nie prokurator, ale Donald Tusk. W przypadku innej sprawy związanej z Funduszem Sprawiedliwości, czyli odpowiedzialności za system Pegasus – wpisane zostało to na długo przed wszczęciem śledztwa, bo w czasie kampanii Koalicji Obywatelskiej i w jej 100 konkretach. Mamy więc do czynienia nie z podążaniem za prawem i prawdą, ale z realizowaniem politycznej agendy w tej sprawie. Proces ma udowodnić, że prokuratura działa, że rozlicza

– opowiada mec. Adam Gomoła.

Igrzyska Tuska

– Od początku jest to sprawa prowadzona na polityczne zamówienie. Ten proces to igrzyska Donalda Tuska dla swojego elektoratu. Także dla pozostałej części opinii publicznej ma przykryć porażki tego rządu w każdym obszarze: od wzrostu cen po katastrofę w ochronie zdrowia. Nie jest więc to rzetelny proces, w którym pilnuje się i przestrzega litery prawa. Dlaczego sędzia Justyna Koska-Janusz godzi się na włączenie ławników, którzy nie mają pojęcia o sprawie, a mieć nie mogą wyznaczeni na kilka dni przed procesem, zamiast odroczyć posiedzenie i tak ustalić ich terminy, by w składzie znaleźli się ławnicy wylosowani rok temu? Ponieważ realizuje polityczne zapotrzebowanie na ten proces – opisuje mec. Michał Skwarzyński.

– Jest problem z ławnikami, jest problem z zakazem kontaktu oskarżonych ze sobą (a mają przecież siedzieć w jednej ławie). Jest wreszcie problem z aktem oskarżenia. Ja, obrońca dwojga oskarżonych, jestem w nim wskazany jako pierwszy świadek. I to świadek oskarżenia! To jest niedopuszczalne i tak skonstruowany akt oskarżenia powinien być zwrócony prokuraturze, a nie stawać się podstawą procesu

– kwituje mec. Krzysztof Wąsowski.

Te i wiele innych wątpliwości co do rzetelności procesu obrońcy zamierzają dziś przedstawić na pierwszej z czterech zaplanowanych rozpraw. Pierwsza rozpocznie się dziś, kolejna 28 stycznia, a dwie kolejne: 10 i 17 lutego.

Republika apeluje: Wesprzyjmy ich razem!
Telewizja Republika, która na bieżąco będzie relacjonować proces, zachęca wszystkich do obecności na sali sądowej i przed sądem w trakcie procesu. „Rusza proces fałszywie oskarżonych i represjonowanych ks. Michała Olszewskiego oraz dwóch urzędniczek – Urszuli i Karoliny. Możesz ich wesprzeć! 21 stycznia 2026 r. o godz. 10 w Sądzie Okręgowym w Warszawie, przy Al. Solidarności 127 (sala 203)” – czytamy na stronach Republiki.
Proces ma być jawny. Według Kodeksu postępowania karnego (art. 356 par. 1) „na rozprawie oprócz osób biorących udział w postępowaniu mogą być obecne tylko osoby pełnoletnie, nieuzbrojone”. Nawet w przypadku wyłączenia jawności rozprawy na sali może znajdować się niewielka publiczność. Udział w rozprawie jawnej nie wymaga wcześniejszego uzyskiwania zgody, wystarczy przyjść i zabrać ze sobą dowód osobisty. W razie wyłączenia jawności przewodniczący może zezwolić poszczególnym osobom na obecność na rozprawie.
Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka