Kumulacja ataków pa prezydenta
W przededniu pierwszej rocznicy inauguracji prezydentury Karola Nawrockiego politycy rządzącej większości i sprzyjające im media zintensyfikowały polityczne ataki na głowę państwa. Konieczny był jakiś przekonujący elektorat spod znaku "Silnych Razem" pretekst, więc znaleziono ich kilka.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Pierwszym stało się postanowienie prezydenta o zastosowaniu prawa łaski wobec trzech osób: niesłusznie skazanego w Niemczech mężczyzny, byłego działacza opozycji antykomunistycznej Adama Borowskiego oraz kibica Legii Warszawa Piotra Staruchowicza.
I właśnie ułaskawienie tego ostatniego (za popełnienie wykroczenia) wywołało lawinę uszczypliwych komentarzy polityków koalicji 13 grudnia. Najdalej posunął się w nich europoseł KO Dariusz Joński, który stwierdził, że "kibol ułaskawił kibola".
Kolejny atak na prezydenta we wtorek wieczorem przypuścił szef resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek, który na antenie TVP w likwidacji zagroził Karolowi Nawrockiemu odpowiedzialnością karną, w związku z rzekomym złamaniem przez niego prawa poprzez - to nie żart! - badanie życiorysów kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego przed ich zaprzysiężeniem.
Kochani nie wchodźcie na Wikipedię sędziów TK (wadliwie wybranych przez sejm) i nie sprawdzajcie ich życiorysów, bo możecie w państwie Tuska odpowiadać karnie :)
— Jan Molski 🇵🇱 (@JanMolski) August 4, 2026
„Prezydent Nawrocki analizując życiorysy sędziów TK złamał prawo - i też za to odpowie”
Cyrk :))) pic.twitter.com/GyAuLMMCDL
We środę do ataków na prezydenta dołączył sam Donald Tusk, który podczas konferencji prasowej stwierdził, że prezydent korzystając ze swojej konstytucyjnej prerogatywy, która daje mu m.in. prawo do powoływania asesorów sądowych... łamie konstytucję. Tusk postanowił to zatem "naprawić", składając na asesorskich aktach powołania "kontrasygnatę następczą".
💬 Premier @DonaldTusk: Prezydent nie wypełnił konstytucyjnego obowiązku uzyskania kontrasygnaty przy nominowaniu asesorów i naraził na opóźnienia polski wymiar sprawiedliwości❗️ pic.twitter.com/CGb5PFrmvN
— Koalicja Obywatelska (@Obywatelska_KO) August 5, 2026
Kuriozalna dyskusja
Odnosząc się do ułaskawienia Piotra Staruchowicza konstytucjonalista dr Oskar Kida w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznał, że nie rozumie “w ogóle dyskusji, która wokół tego się toczyła”. - Prawo łaski, to jest prerogatywa prezydenta, to jest jego dyskrecjonalne uprawnienie i on się nie musi z tego tłumaczyć - zaznaczył.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że ułaskawienie Staruchowicza dotyczyło jedynie zakazu stadionowego, “który został wydany w jakichś bardzo kontrowersyjnych okolicznościach”.
- Tym bardziej, że sam klub potwierdził, że ten pan miał zgodę na poruszanie się po całym obiekcie. Poza tym wszystkim, to ułaskawienie nie wydaje się ani kontrowersyjne, ani jakkolwiek szkodliwe. Spowoduje jedynie to, że ten człowiek będzie mógł trochę szybciej zasiąść na widowni i obserwować mecze razem z innymi kibicami. Cała dyskusja o tej sprawie jest kuriozalna i prezydent w ogóle się nie musi z tego tłumaczyć
- ocenił.
Kompromitacja Żurka
Komentując groźby Waldemara Żurka o pociągnięciu prezydenta do odpowiedzialności karnej za badanie życiorysów kandydatów na sędziów TK, nasz rozmówca wskazał na “stricte polityczne tło działań ministra sprawiedliwości”. - Aczkolwiek, znając jego dotychczasowy dorobek prawniczy, uważam, że on naprawdę może wierzyć w to, co mówi. To jest po prostu kolejna kompromitacja tego człowieka - powiedział dr Kida.
- Wystarczy, że przeczytałby sobie wyrok TK z 2015 r., czyli wydany przez Trybunał pod prezesurą pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego. I w tym wyroku jest wyraźnie napisane, że prezydent, jako strażnik konstytucji, jako gwarant ciągłości władzy państwowej ma nie tylko prawo, ale i obowiązek weryfikować fakty związane z życiorysem danego sędziego i kandydata na sędziego, ponieważ to on ostatecznie nadaje temu sędziemu inwestyturę. Dzięki temu, że prezydent odbiera ślubowanie, dana osoba nabywa urząd, prawo do wykonywanie obowiązków sędziego. Prezydent nie może więc bezrefleksyjnie, byle komu tej inwestytury nadawać, mimo, że w pierwszej kolejności weryfikuje to Sejm, a następnie dokonuje wyboru
- tłumaczył prawnik.
Podkreślił, że straszenie prezydenta “że będzie odpowiadał w jakikolwiek sposób za analizowanie życiorysów sędziów, to jest jedna wielka kompromitacja ministra sprawiedliwości”. - Odbierać to należy jako atak czysto polityczny, bo z prawem ma to niewiele wspólnego - dodał nasz rozmówca.
Zabawa w kontrasygnaty
Odnosząc się do pomysłu Donalda Tuska polegającym na kontrasygnowaniu powołań dla asesorów wydanych na mocy postanowienia prezydenta, dr Kida przyznał, że widzi w tym “pewien pozytyw”. - Premier nawet wśród tego zagorzałego elektoratu “Silnych Razem”, wśród wojujących sędziów, na czele z nową KRS przeciął dyskusję i wyeliminował wątpliwości. Natomiast w sensie prawniczym, to ta “kontrasygnata” nie była potrzebna ani wskazana, bo wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie jest jasny - wskazał.
Przypomniał, że Trybunał orzekł, że powołanie na stanowisko asesora nie wymaga kontrasygnaty. - Jest to bardzo spójne i logiczne z tym, co TK orzekł już w 2007 r., kwestionując przepisy dotyczące właśnie asesorów. Kiedyś asesorów dopuszczał do orzekania minister sprawiedliwości, a Trybunał orzekł, że to jest niekonstytucyjne, bo konstytucja mówi, że wymiar sprawiedliwości sprawują albo sędziowie, albo obywatele, którzy zostali do tego dopuszczeni - “ławnicy”. I mówi też o wyjątkach, ale one muszą służyć realizacji prawa do sądu, czyli powinny być stosowane w ostateczności. Żeby można było taki wyjątek wprowadzić, to taka osoba, która została dopuszczona do sprawowania wymiaru sprawiedliwości musi mieć takie same gwarancje jak sędzia. A przecież powołanie sędziego jest jedną z gwarancji jego niezawisłości, że nie jest on w żaden sposób uzależniony od innych władz - tłumaczył konstytucjonalista.
- Tak jak wtedy za niekonstytucyjne uznano, że jest zależny od egzekutywy w postaci ministra sprawiedliwości, tak i teraz uznano, że niekonstytucyjnym by było, gdyby został uzależniony od innego organu egzekutywy, czyli prezesa rady ministrów. Mówienie o tym, że tutaj został zawiązany jakiś spisek konstytucyjny pomiędzy prezydentem i Trybunałem Konstytucyjnym, to jest nieznajomość dotychczasowej linii orzeczniczej Trybunału. A premier, który nie publikuje tego orzeczenia, twierdząc, że to jest “tak zwany” Trybunał Konstytucyjny, albo że “nie ma” Trybunału kompromituje swój urząd
- podsumował Oskar Kida.