Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Obrońca ks. Olszewskiego: ci ludzie, którzy zasiądą na ławie oskarżonych, nie mają szans na uczciwy proces

- Obrona traktuję tę sprawę jako czysto polityczną. Mało tego, w zaistniałej sytuacji, obrona jest przekonana, że ci ludzie, którzy zasiądą na ławie oskarżonych nie mają szans na uczciwy proces - mówi w wywiadzie dla portalu Niezależna.pl mec, Krzysztof Wąsowski, obrońca ks. Michała Olszewskiego - jednego z sześciu oskarżonych w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości.

Niezależna.pl: We środę 21 stycznia o godz. 10 w Sądzie Okręgowym w Warszawie ma rozpocząć się proces ks. Michała Olszewskiego oraz m.in. dwóch byłych urzędniczek ministerstwa sprawiedliwości w tzw. sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Czy proces ten pana zdaniem dojdzie do skutku w tym terminie?   

Mec. Krzysztof Wąsowski: Jeżeli byśmy chcieli przestrzegać zasad elementarnej uczciwości procesowej, to nie powinien on dojść do skutku. Zwłaszcza po informacji, że zmienił się skład orzekający niespełna miesiąc przed rozpoczęciem tego procesu. Jeżeli ta informacja okaże się prawdziwa, a wszystko wskazuje, że tak właśnie jest i będzie dwoje nowo wskazanych ławników w składzie orzekającym, to nie powinien się on rozpocząć, ponieważ ci ludzie muszą mieć czas na przygotowanie się do tej sprawy. Ostatnio w wywiadzie dla jednej ze stacji radiowych, której nie chcę reklamować sędzia Tuleya zapytany przez dziennikarza powiedział, że jemu, doświadczonemu sędziemu, przygotowanie się do takiej sprawy zajęłoby co najmniej pół roku. I nie ma żadnej możliwości, żeby ławnicy, którzy nie są zawodowymi sędziami mieli w kilka tygodni przygotować się do takiego procesu. I właśnie z tego powodu ten proces nie powinien ruszyć, a czy ruszy to jest już decyzja sędziego.   

No właśnie, obecność w składzie orzekającym sędzi Justyny Koski-Janusz, która procesowała się z ministrem Ziobro także budzi wątpliwości.   

To jest kolejny punkt, który powinien zadecydować o tym, że ten proces nie powinien ruszyć w środę, ponieważ oczywiście są ogromne wątpliwości, a właściwie przekonanie obrony co do stronniczości pani sędzi w tej sprawie. A jeszcze taka determinacja, którą ona za wszelką cenę prezentuje po rezygnacji ławników, którzy byli wcześniej wylosowani do tej sprawy. Ta determinacja jeszcze bardziej wskazuje na jej stronniczość. I to nie jest wina obrońców, chcę to bardzo wyraźnie podkreślić, to jest wina złego zorganizowania sędziego. Z niewiadomych nikomu powodów pani sędzia Koska-Janusz jako przewodnicząca składu orzekającego nie wyznaczyła tzw. posiedzenia organizacyjnego na którym się ustala terminy. Ona po prostu samodzielnie wyznaczała te terminy i nawet się ławników nie spytała, już nie mówiąc o obrońcach. To jest kuriozum, żeby tak doświadczony sędzia nie potrafił wyznaczyć terminów, które by przynajmniej im pasowały, czyli ławnikom i sędziemu.   

Kiedy więc ostatecznie będzie wiadomo czy ten proces się rozpocznie?   

W środę o godzinie 10, w terminie posiedzenia. Z całą pewnością te wszystkie wątpliwości będą zgłaszane przez obronę. Dziwi nas to, że sąd z takim uporem nie chce tego terminu zmienić, bo wystarczyłoby, żeby z tymi ławnikami, którzy już od roku są wylosowani i powinni być przygotowani do sprawy uzgodnić inne terminy rozpoczęcia tego procesu.    

Z informacji prasowych wynika, że akt oskarżenia ma 377 stron...   

Od razu to dementuję. Tak podała prokuratura, ale to jest nieprawda. Akt oskarżenia w sensie ścisłym liczy niecałe 170 stron, a reszta, ponad 200 stron to jest wykaz dowodów - to nie jest treść aktu oskarżenia. To kolejne przekłamanie, którym opinia publiczna była karmiona, że jest taki ogromny akt oskarżenia. Tam jest rzeczywiście kilkadziesiąt tysięcy stron różnych materiałów w aktach sprawy, ale zdaniem obrony 90 procent z nich jest w ogóle nieprzydatnych. Wygląda to na typowy zabieg prokuratury, żeby stworzyć wrażenie, że nie wiadomo jaki materiał tam został zgromadzony.   

Żeby dużo tych akt położyć na stole sędziowskim? Zdjęcia pójdą w świat.  

Wydaje się, że dokładnie o to chodzi, żeby widać było, że tych akt są jakieś wagony.   

Akt oskarżenia obejmuje 6 osób. Księdzu Olszewskiemu oraz pani Urszuli i pani Karolinie zarzuca się udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Księdzu doklejono jeszcze pranie brudnych pieniędzy. Jak pan ocenia zasadność tych zarzutów?  

Oceniam je bardzo krytycznie. Uważam je za kuriozalne, ponieważ prokuratura nie przedstawiła wiarygodnych argumentów na przywłaszczenie mienia przez księdza Olszewskiego. I nie trzeba tu nawet znać akt sprawy. Wystarczy pojechać na ulicę Dobrodzieja w Warszawie, żeby zobaczyć, jak wyglądało to "przywłaszczenie" mienia. Jeżeli realizacja projektu, który został umówiony z ministerstwem sprawiedliwości, za który ministerstwo zapłaciło znajduje się dokładnie w tym miejscu, gdzie powinna się znajdować, to nie ma mowy o żadnym przywłaszczeniu mienia i żadnym praniu brudnych pieniędzy. Tam jest po prostu niezrealizowany, brutalnie i nielegalnie przerwany przez ministerstwo sprawiedliwości projekt.   

Ta sprawa to głównie dotacja dla fundacji Profeto, ale nie tylko.   

Nie tylko. Jeśli chodzi o mojego klienta, czyli Michała Olszewskiego to jest ta sprawa, natomiast tam są jeszcze inni oskarżeni, o których nie chcę mówić. Tam są podoklejane różne wątki z działalności ministerstwa sprawiedliwości.   

A jak ocenia pan rolę w tej sprawie pana Tomasza Mraza, który ma być kluczowym świadkiem oskarżenia? Jak ocenia pan jego wiarygodność?   

Wiarygodność Tomasza Mraza jest żadna. Nie mamy zweryfikowanych tych “taśm prawdy” Tomasza Mraza. Według informacji i oświadczeń, które składały wielokrotnie w postępowaniu przygotowawczym panie Karolina i Urszula te taśmy są co najwyżej zmontowane, jeśli nie sfabrykowane w dużej części. One po prostu zawierają częściowe zapisy rozmów, które były zupełnie inaczej zapamiętane i mamy poważne podejrzenia co do wiarygodności tych taśm. Będziemy żądać ich weryfikacji. Mało tego, nie odnajdujemy wszystkich taśm, które ukazywały się w mediach, które upubliczniała komisja Romana Giertycha w aktach sprawy. W związku z tym wiarygodność Tomasza Mraza, szczególnie w aspekcie tej rzekomej “zorganizowanej grupy przestępczej” jest po prostu żadna.    

Dotychczasowe postępowanie prokuratury w tej sprawie, ale także sądów, które podejmowały decyzje o aresztach i ich przedłużaniu budziło spore kontrowersje. Do zarzutów o charakterze typowo urzędniczym z czasem doklejono zorganizowaną grupę przestępczą, co sprawiło, że powstało zagrożenie dużym wymiarem kary. Czy to było typowe postępowanie, jak w innych tego typu sprawach?    

Postępowanie przygotowawcze było prowadzone po prostu skandalicznie. Przede wszystkim, pomimo składanych wniosków obrony nie dopuszczono nas do udziału w przesłuchaniach pana Tomasza Mraza. Przez działanie prokuratury obrona nie miała na to szansy, a teraz Mraz ma prawo do odmowy składania zeznań, czyli nawet sąd nie będzie mógł zeznań zweryfikować.     

Były areszty wydobywcze, były tortury, interweniował w tej sprawie nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Były bezprawne działania prokuratury w związku z zatrzymaniem Marcina Romanowskiego, pojawiały się i pojawiają się wciąż liczne wypowiedzi polityków sprawujących władzę przesądzające o winie podejrzanych, obecnie oskarżonych osób. Czy sprawę tę z punktu widzenia prawnika można zatem określić jako czysto polityczną?   

Absolutnie tak. Obrona traktuję tę sprawę jako czysto polityczną. Mało tego, w zaistniałej sytuacji, obrona jest przekonana, że ci ludzie, którzy zasiądą na ławie oskarżonych nie mają szans na uczciwy proces. Po prostu przy tym składzie sędziowskim, przy tym nastawieniu i zważywszy na te wszystkie sytuacje, o których pan wspomniał jesteśmy przekonani, że nasi klienci nie mają szans na uczciwy proces.   

Jeśli to, o czym pan mówi się potwierdzi to w jakimś sensie może to zadziałać paradoksalnie na korzyść oskarżonych?   

Oczywiście, że tak. Ja to mówię nawet publicznie. Jeżeli ten proces tak się rozpocznie, jak został zaplanowany to on od samego początku będzie nieważny. On jest od samego początku obarczony wadą nieważności. W tym sensie, w dłuższej perspektywie, jeżeli oskarżeni to wytrzymają fizycznie, psychicznie i emocjonalnie, to na pewno proces ten zostanie unieważniony. Nie ma najmniejszych wątpliwości. Ci oskarżeni – absolutnie nie zajmujący się polityką – są elementem jakiejś gry politycznej i szykan, przez co są traktowani zupełnie przedmiotowo. I to jest tak oburzające, że nawet nie jestem w stanie tego oburzenia wyrazić tak, żeby to dotarło do wyobraźni opinii publicznej.    

  

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane