Kieruję się kardynalną zasadą, że podejmując się różnych przedsięwzięć, zawsze staram się pamiętać, by zarówno w przypadku sukcesu, jak i klęski zrobić bilans, co się udało, a co poszło nie tak. Mało tego, dochodzenie wyjaśniające przyczyny sukcesu powinno być bardziej dogłębne od tego dotyczącego klęski. Zwykle o porażce opowiedzą nam nasi wrogowie na tyle dużo, że sami nie musimy się za bardzo napracować. Co do sukcesu, pomijając znane w polskim przysłowiu wieloojcostwo (sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą), to naturalna skłonność przypisywania wszystkiego własnemu geniuszowi jest początkiem zguby, niezależnie od mądrości decydenta.
Obóz konserwatywny w Polsce jest dziś bogaty w doświadczenia wynikające z klęsk i sukcesów, do których doszło po 2005 roku, swoich i kraju nieco podobnego do Polski, czyli Węgier. W ciągu bez mała 21 jeden lat w Polsce utrzymywał rządy przez 10 lat, a swoich prezydentów, którzy dysponują częścią władzy, miał przez 15 lat. Na Węgrzech rządził w tym czasie przez 16 lat.
Generalnie sukces następował wtedy, gdy udało się zmobilizować nieco więcej wyborców niż przeciwnik i lepiej od nich ułożyć listy wyborcze. Jedno i drugie jest bardzo ważne. W 2023 roku o klęsce PiS (pyrrusowym zwycięstwie) zdecydowała mała partyjka PJN, która zdobyła 2 proc. głosów – to byli wyborcy, jeden do jednego, z elektoratu PiS. Te głosy się zmarnowały, a mogły zablokować stworzenie większości przez Donalda Tuska. Oczywiście nie pomogło to, że PiS o istnieniu Konfederacji przypomniał sobie kilkadziesiąt godzin przed wyborami. Huraganowy atak na to ugrupowanie, jaki dokonał się w ostatniej chwili, przesunął głosy na Polskę 2050 Szymona Hołowni. Nie szukam tu winnych decydentów, bo pomysł stworzenia małej partyjki bazującej na elektoracie PiS na pewno nie spodobał się na Nowogrodzkiej. Trzeba jednak zauważyć, że co do Konfederacji mieli od początku złe diagnozy i złe recepty. Oczywiście PiS stracił część swojego elektoratu w wyniku zmęczenia długimi rządami, epidemii i wojny na Ukrainie. Jednocześnie popełnił cztery istotne błędy: ustąpienie UE w sprawie warunkowości (sprawa nie była prosta, ale mimo wszystko należało jak najbardziej zredukować efekt, choćby nie pompując całego projektu propagandowo i finansowo), fatalne rozegranie „piątki dla zwierząt” (nie negując potrzeby ochrony), zły moment rozstrzygnięcia sprawy aborcji (zmęczenie epidemią, zamknięte szkoły) i kaskada błędów przy KPO (chodzi głównie o drobnych przedsiębiorców).
Jednak gdyby lepiej rozegrano kwestię list wyborczych i akcentów w kampanii, to i tak Tusk tak łatwo nie przejąłby władzy. Z całą pewnością byłoby mu ją trudniej utrzymać. To oznacza, że PiS miał bardzo solidne podstawy i dopiero zbieg różnych nieszczęść oraz kilku błędów spowodował jej utratę. I tu warto uczciwie powiedzieć, co PiS poniosło: w 2015 roku były jeszcze silne emocje po Smoleńsku, ludzie chcieli dowiedzieć się, co tam się stało, i to ich mobilizowało. Obawy wielu przedsiębiorców przed wejściem do strefy euro, zmęczenie długimi rządami PO, obietnica 500 plus, która była kołem ratunkowym dla wielu biednych rodzin, wykorzystanie rozwijających się mediów prawicowych (Republika już tu pewną rolę odgrywała, silne były TV Trwam i Radio Maryja) i ruchów społecznych (Kluby „Gazety Polskiej”, Rodziny Radia Maryja).
Z tego potencjału w 2023 roku nie skorzystano, a wręcz go marginalizowano. Oczywiście wybory po 2015 roku dawały złudzenie, że PiS ma gigantyczne rezerwy społeczne. Miał, ale nie były nieprzebrane. Jeżeli idziemy na bitwę, do boju szykujemy wszystkie oddziały (nie oznacza to, że wszystkich użyjemy), uderzamy tam, gdzie możemy mieć przewagę i staramy się ją rozstrzygać na własnym polu. Te stare doktryny Napoleona naprawdę się sprawdzają. Warto czasem pokusić się o taką refleksję.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska! Zobacz co przygotowaliśmy. Więcej na stronie https://t.co/OnIeddfVvX oraz wygodnej prenumeracie elektronicznej dostępnej na https://t.co/P6zoug8Eh6 👇🏻 pic.twitter.com/1tDERcNcyh
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) April 22, 2026