Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

"Pan się przestraszył jak mały bobas". Kierwiński usłyszał kilka słów prawdy na swój temat

- W poważnym państwie zdecydowane działania zostałyby podjęte natychmiast. Pan natomiast pozorował ruchy, a realnie zareagował dopiero wtedy, gdy przestraszył się pan politycznych konsekwencji. Pan się przestraszył jak mały bobas - tymi słowami zwrócił się poseł PiS Andrzej Śliwka do Marcina Kierwińskiego, szefa MSWiA w trakcie posiedzenia Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, która debatuje nad wnioskiem opozycji o odwołanie ministra.

Autor:

Wniosek o odwołanie Kierwińskiego 

Klub PiS złożył wniosek ws. wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Opozycja zarzuca mu m.in. bezradność służb wobec aktów dywersji na kolei, bezprawna zgoda na transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych, kompromitujące działania wymierzone w dom rodzinny prezydenta RP, chaos na granicy zachodniej i abdykacja państwa na rzecz obywatelskich patroli, brak realnych działań po powodzi na południu Polski, fałszywe alarmy i wejścia funkcjonariuszy do prywatnych domów dziennikarzy oraz podatność państwa na prowokacje, a także patologie i kryzys kadrowy w policji.

O wniosku PiS dyskutowano dziś podczas posiedzenia Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Poseł PiS Andrzej Śliwka podkreślił, że "Marcin Kierwiński nie daje rękojmi właściwego sprawowania funkcji szefa MSWiA i to on ponosi polityczną odpowiedzialność za poważne osłabienie sprawności państwa w obszarze bezpieczeństwa wewnętrznego, utratę zaufania do służb podległych ministrowi oraz za model zarządzania, który w kolejnych kryzysach okazywał się spóźniony, reaktywny podporządkowany interesom pana partii politycznej".

Nie chodzi o jeden incydent, czy wpadkę. Chodzi o powtarzalny schemat działania państwa pod nadzorem Marcina Kierwińskiego. Szef MSWiA nie może być wyłącznie komentatorem sytuacji kryzysowych, on nie jest rzecznikiem rządu. Aspiracje kierownictwa MSWiA nie mogą dyktować działania resortu. Pan minister Kierwinski nie jest od tego, żeby tłumaczyć, że służby działają. Odpowiada on za prewencję, procedury, nadzór i autorytet państwa. W tych obszarach pan zawiódł

– wyjaśnił.

Akty dywersji 

Polityk wskazał, że "najpoważniejszym zarzutem są akty dywersji wymierzone w infrastrukturę kolejową, czyli uszkodzenie torów na linii Warszawa–Lublin".

Wszyscy doskonale pamiętamy ten incydent na strategicznej trasie kolejowej. To nie był zwykły wybryk. Były to działania wymierzone w bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej, ruch kolejowy i potencjalnie w życie polskich obywateli. W tej sprawie nie wystarczy powiedzieć, że właściwe służby po fakcie prowadziły czynności. W tej sprawie, panie ministrze, państwo nie zdało egzaminu - wbrew temu, co pan mówił. Zarzut wobec pana ministra dotyczy przede wszystkim tego, że mechanizmy prewencji oraz podległe panu służby nie zadziałały przed zdarzeniem. Sprawcy: terroryści, obywatele Ukrainy opłacani przez Kreml, z kartoteką, która pęka w szwach - wjechali na terytorium Rzeczypospolitej przez nikogo niepokojeni i niesprawdzeni. Dokonali aktu sabotażu, a następnie opuścili nasz kraj, również przez nikogo niezatrzymani

– przypomniał.

Śliwka dodał, że "według publicznych informacji osoby podejrzane o dokonanie tego aktu sabotażu przedostały się przez granicę polsko-białoruską - ten fakt jest druzgocący dla oceny skuteczności państwa". 

Sprawcy nie tylko dokonali sabotażu, ale zdołali także zbiec, zanim państwo ich zatrzymało. Co to oznacza? Trzeba postawić podstawowe, fundamentalne pytania o współdziałanie policji, Straży Granicznej, służb specjalnych i administracji rządowej. Gdzie była prewencja, panie ministrze? Gdzie była koordynacja? Gdzie był nadzór ministra? Jak to możliwe, że osoby podejrzewane o tak poważne działania mogły przekroczyć granicę, zaatakować infrastrukturę krytyczną, a następnie opuścić Polskę? Te wydarzenia wiązały się z realnym niebezpieczeństwem katastrofy w ruchu lądowym

– pytał.

Seria fałszywych alarmów 

Śliwka mówił też o serii fałszywych alarmów, która uderzyła w dziennikarzy TV Republika oraz rodzinę prezydenta Karola Nawrockiego. Polityk wskazął, że "seria fałszywych zawiadomień dotyczących osób publicznych, mediów, polityków opozycji oraz ich rodzin pokazała, że system reagowania państwa jest podatny na manipulacje".

Fałszywe zgłoszenia prowadziły do interwencji służb, wejść do mieszkań, stosowania środków przymusu oraz działań, które następnie stawały się elementem debaty politycznej. Państwo ma oczywiście obowiązek reagować na zgłoszenia dotyczące zagrożenia życia i zdrowia. Tego nikt nie kwestionuje. Ale, panie ministrze, po serii niemal identycznych prowokacji, dotyczących często tych samych środowisk i osób, służby nie mogą działać mechanicznie. W takich sytuacjach potrzebna jest pogłębiona analiza ryzyka, a nie automatyzm proceduralny

– podkreślił.

Dodał też, że "jeżeli sprawcy fałszywych alarmów są w stanie uruchomić aparat państwa przeciwko obywatelom i osobom publicznym, oznacza to, że procedury filtrujące spreparowane zgłoszenia są niewystarczające".

Szczególne oburzenie opinii publicznej wywołała sytuacja związana z wejściem służb do domu rodzinnego pana prezydenta Nawrockiego. To wydarzenie ujawniło poważne pytania o weryfikację zgłoszeń, ocenę ryzyka oraz koordynację działań służb podległych panu ministrowi. Pomimo wcześniejszych przypadków podobnych prowokacji państwo nie wypracowało skutecznych mechanizmów reakcji. I tu pojawia się kolejna kwestia, panie ministrze. Pan zajął się tą sprawą na poważnie dopiero wtedy, gdy doszło do wejścia służb do domu rodzinnego pana prezydenta Nawrockiego. Wcześniej bagatelizował pan problem, żartował na konferencjach prasowych i udawał, że sprawy nie ma

– wypomniał Kierwińskiemu Śliwka.

Poseł PiS stwierdził, ze postawa Kierwińskiego "mogła zachęcać kolejnych sprawców do podobnych działań".

Jeżeli widzą oni, że minister spraw wewnętrznych lekceważy tego typu zdarzenia i podchodzi do nich z pogardą, to jest to dla nich woda na młyn. Oni tylko zacierają ręce. W poważnym państwie zdecydowane działania zostałyby podjęte natychmiast. Pan natomiast pozorował ruchy, a realnie zareagował dopiero wtedy, gdy przestraszył się pan politycznych konsekwencji. Pan się przestraszył jak mały bobas

– powiedział.

W jego opinii "problem polega na tym, że te pozorowane działania doprowadziły do sytuacji, w której do dziś nie wiemy, kto stoi za fałszywymi alarmami, do dziś nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytania".

To jest kompromitacja państwa i pana osobista kompromitacja jako ministra odpowiedzialnego za bezpieczeństwo wewnętrzne. Trzeba więc zadać konkretne pytania. Kto oceniał wiarygodność zgłoszeń przed podjęciem decyzji o wejściu siłowym? Czy istnieją procedury wykrywania seryjnych, powtarzalnych zgłoszeń? Czy analizowane są schematy działania sprawców, adresy IP, kanały komunikacji i podobieństwa między poszczególnymi alarmami? Czy po kilkunastu podobnych przypadkach uruchamiany jest specjalny tryb eskalacji? Czy w zdarzeniach dotyczących osób publicznych istnieje realna współpraca pomiędzy policją, Państwową Strażą Pożarną i Służbą Ochrony Państwa? Na te pytania minister powinien odpowiedzieć jasno i konkretnie. Pan jednak w tym zakresie nie zrobił nic wystarczającego

– oświadczył.

"Język osiedlowego hejtera" 

"Po czwarte - działania policji wobec mediów i osób publicznych. Szczególne znaczenie mają interwencje wobec dziennikarzy oraz osób publicznych krytycznych wobec rządu. Nawet jeżeli funkcjonariusze działali w przekonaniu o konieczności reakcji na zgłoszenie, polityczna odpowiedzialność ministra polega na tym, że nie zabezpieczył pan systemu przed wykorzystaniem służb jako narzędzia prowokacji i nękania" - podkreślał Śliwka. 

Polityk dodawał, że "minister spraw wewnętrznych i administracji powinien w takich sytuacjach, zwłaszcza gdy dotyczą one mediów i osób publicznych, zachować chłód, dystans oraz język właściwy instytucjom państwa". 

Tymczasem pan minister Kierwiński wielokrotnie - jak to ma w zwyczaju - przyjmował język politycznej konfrontacji. Przyjmował język osiedlowego hejtera, a nie ministra odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa. Nie wolno, panie ministrze, używać funkcjonariuszy jako politycznej tarczy. Najbardziej bulwersujące w tej całej sytuacji jest to, że pan minister Kierwiński każdą krytykę, każdą uwagę ze strony polityków, dziennikarzy, ekspertów czy obywateli przedstawia jako atak na funkcjonariuszy

– oznajmił Śliwka.


Głosowanie ws. wniosku o odwołanie Marcina Kierwińskiego z funkcji szefa MSWiA ma odbyć się dziś o godzinie 14:30. 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka