Minister spraw wewnętrznych i administracji poczuł się dotknięty słowami Tomasza Sakiewicza z połowy maja br. Wówczas na antenie Telewizji Republika padła krytyka pod adresem polityka.
Sakiewicz mówił, że Kierwińskiego „nie wolno poważnie traktować”, choć z drugiej strony ostrzegał, że to człowiek wyjątkowo niebezpieczny.
-W prochowni znalazł się facet z zapałkami. Policja, służby, to jest prochownia. Jak się wpuści takiego wariata do prochowni to potem ludzie cierpią, tak jak nasi dziennikarze dzisiaj cierpią. Jak ci wszyscy, których dotknęły te represje, bo naprawdę część ludzi odbiera to bardzo mocno. Ja walczyłem z bezpieką jako nastolatek i na mnie taki gnojek jak pan Kierwiński po prostu nie działa. Ale niestety widzę jak młodsi koledzy, którzy nie mieli takich doświadczeń, albo nie otarli się w takim stopniu jak ja o działanie służb komunistycznych, z którymi zresztą pan Kierwiński zdaje się jest mocno rodzinnie związany
- mówił prezes Republiki.
Krytyka na szefa resortu spadła wówczas za kaskadową akcję fałszywych zgłoszeń do służb, które na podstawie anonimowych donosów wchodziły do mieszkań dziennikarzy i współpracowników Republiki, w tym właśnie Sakiewicza czy prof. Sławomira Cenckiewicza.
Pełnomocnik Kierwińskiego oczekuje od prezesa Republiki przeprosin i zapłaty kilkunastu tysięcy złotych.
Wezwanie od mec. Pawła Zielińskiego skomentował na antenie sam zainteresowany.
Jeśli pan Kierwiński uważa, że to normalne co się dzieje i jeśli tego nie wiąże ze swoim sposobem zarządzania MSWiA i też z jego problemami i "wielkim autorytetem", który sobie zbudował wśród policjantów razem z panem, którego zrobił szefem policji. Jeżeli uważają, że to nie ma nic wspólnego z ich stanem duchowo-psychiczno-intelektualnym, to są bardzo odosobnieni w tej ocenie
- skwitował Sakiewicz.