Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Czy damskie swary skończą tuskowanie? Witold Gadowski o procesie gnicia trzódki Donalda

Sterowane lub wręcz skłamane sondaże popularności partii politycznych sprawiają, że Donaldowi Tuskowi (z natury tchórzliwemu) rosną drapieżne kły.

Politycznego uzębienia dodaje mu topniejące poparcie dla tzw. koalicjantów, czyli PSL-u (precyzyjnie trzeba stwierdzić: resztek po komunistycznych karierowiczach z ZSL-u) Kosiniaka-Kamysza, wymiocin po komunizmie spod sweterka Czarzastego oraz rozłamanych wewnętrznie zwolenników gwiazdorka Szymona Hołowni. Im bardziej pompowane są sondaże partii Tuska, tym bardziej okazale spadają notowania przybudówek, z których tylko zgraja Czarzastego ma szanse przeleźć wyborczy próg.

Władza Tuska napędzana jest jedynie strachem przed odpowiedzialnością i drożdżami obcych interesów. Na jego przyszłości pojawiła się jednak rysa. 

Obecny rząd nie ma jednak stabilnej większości. W łonie Polski 2050 doszło bowiem do drastycznej wymiany gazów. Oto pani Pełczyńska-Nałęcz pozostała z Hołownią pod starymi barwami politycznymi, a już karierowicze skupieni wokół nieudacznej Pauliny Hennig-Kloski utworzyli stowarzyszenie Centrum i przywarli do burty partii Tuska w niekwestionowanym afekcie. To bezpośrednio spowodowało narastający konflikt wśród Hołowniaków. Jeżeli w jego efekcie jedna z frakcji machnie ręką na Tuska, w tym samym momencie koalicja rządząca straci arytmetyczną większość w Sejmie i może to być początek rozsypania się obecnego układu rządzącego. Skutkiem takiej sytuacji może być nie tylko upadek premierostwa Tuska, lecz także mogą nim być przedterminowe wybory, w które zwolennicy Tuska wejdą z syndromem świeżo poniesionej klęski. Realne nastroje społeczne – niepodawane w fingowanych sondażach – mogą przesądzić o tym, że żadna z największych partii nie odniesie przekonującego zwycięstwa: ani PiS, ani PO nie będą w stanie sformułować większościowego rządu. O wszystkim przesądzi postawa dwóch Konfederacji i ewentualnie postawa środowiska Mateusza Morawieckiego. Może dojść nawet do tak obrazoburczej dla oficjalnego mainstreamu sytuacji, w której bez poparcia ugrupowania Grzegorza Brauna nie uda się sformować żadnej większościowej koalicji.

Czy jednak proces gnicia trzódki Donalda Tuska doszedł do takiego momentu, że wewnętrzne gazy zamordują obecną większość sejmową? Nie ma nic gorszego w organizacji jak wojna dwóch kobiet ze sobą. Wtedy w ruch idą nie argumenty, a emocje i każdy chwyt bywa dozwolony. Wielokrotnie pisałem o tym, że z Szymona Hołowni jest taki lider polityczny jak z damskiego fryzjera mistrz bokserskiego fachu (wyłączam w tej dziedzinie jedynie rewelacyjnego bohatera powieści Eduarda Mendozy). Balwierz i gwiazdorek wyhodowany w stajni TVN-u uwierzył w swoją polityczną gromowładność i umiejętność panowania nad rozparzonym fraucymerem i ani się obejrzał, a przestał być nie tylko pieszczoszkiem III Rzeczypospolitej, lecz z jego gromowładnych póz zaczęły się podśmiewać nawet sejmowe szatniarki. W ciągu kilku tygodni okazało się, że TVN-owski duce przestał się po prostu liczyć. Nie zrozumiał przy tym, że był jedynie kukiełką przeznczoną do odegrania jednorazowej roli. Niewiele nauczył się także z historii niejakiego Ryszarda Petru, który wdał się w romansowe stosunki z jedną z dam ze swojego kurnika, czym wywołał furię pozostałych białogłów ze swojej partii. W przypadku partyjki Hołowni do romansowych zdarzeń co prawda nie doszło, ale za trwałe ondulacje wzięły się dwie prące do władzy białogłowy. Obie są na tyle zajadłe i jednocześnie pozbawione refleksji, że mogą rozpirzyć cały tak mozolnie sklecony przez Tuska magiel. 
 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej