Główka ratuje
Pamiętam, gdy w szkole myśląc o polityce wydawało mi się, że jest ona jak skomplikowana partia szachów, gdzie na co dzień mamy wielkie gambity i najróżniejsze zasadzki. Im dłużej się jej przyglądam, tym częściej dochodzę do wniosku, że to gra przypadku, w której dodatkowo każdy ustala sobie dowolnie zasady tak, aby wygrać.