O co toczy się ten spór?
Okazuje się, że twierdzenie, iż w Polsce konstytucja jest najwyższym prawem, jest błędne. Komisja Europejska stwierdziła wprost: „Prawo UE ma pierwszeństwo przed prawem krajowym, w tym przepisami konstytucyjnymi”.
Okazuje się, że twierdzenie, iż w Polsce konstytucja jest najwyższym prawem, jest błędne. Komisja Europejska stwierdziła wprost: „Prawo UE ma pierwszeństwo przed prawem krajowym, w tym przepisami konstytucyjnymi”.
Franciszek od dawna w swoim nauczaniu łączy troskę o pokój, ekologię i dialog międzyreligijny. I w ostatnich jego wypowiedziach te właśnie tematy powracają.
Szekspir by tego nie umiał opisać: stało się, Polska podeptała największe świętości, czyli orzeczenia TSUE, a więc dokonała polexitu i stoczyła się poniżej poziomu dyktatury Łukaszenki, a wedle pani Holland zapewne już szykuje się do nowego Holocaustu. Poziom histerii totalniaków po wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego przebił stratosferę. Chyba już zaczęli zbierać kamienie, by wedle recepty dr Ewy Kopacz zabić nas, obmierzłe dinozaury, czy raczej faszystowskie gady.
„Julia Przyłębska ogłosiła: Unia Europejska jest niezgodna z konstytucją” – histeryzuje na Twitterze Radio Tok FM i to właściwie oddaje nastroje sporej części komentatorów. Już w pierwszych godzinach po odwlekanym niemiłosiernie wyroku Trybunału, uderzyły w nas dwie fale histerii.
Jeszcze pięć krajów członkowskich Unii Europejskiej, w tym Polska, czeka na zatwierdzenie tzw. KPO czyli Krajowych Planów Odbudowy. Mają one wykorzystać środki z Recovery Fund czyli unijnego Funduszu Odbudowy.
Minęła 80. rocznica pierwszej wielkiej zbrodni w ramach Holokaustu – w Babim Jarze. Po zajęciu Kijowa jesienią 1941 r. Niemcy w ciągu kilkudziesięciu godzin wymordowali niemal całą żydowską społeczność miasta. Babi Jar jest pamiętany do dziś także dlatego, że to jedna z najlepiej udokumentowanych zbrodni niemieckich w czasie II wojny światowej. Oprawcy robili zdjęcia, także kolorowe, zachowała się obszerna dokumentacja.
400 lat mija właśnie od zwycięstwa polskiego pod Chocimiem, a 450 od wielkiej bitwy, w której chrześcijańska flota pokonała imperium osmańskie pod Lepanto. I jedno i drugie starcie toczone było pod sztandarami wiary i zaufania w moc modlitwy, w opiekę Boga.
Trójka kandydatów na prezydenta Francji: Michel Barnier, Marine Le Pen i Arnaud Montebourg, zapowiada utworzenie „tarczy konstytucyjnej”, mającej chronić Francuzów przed aberracją orzeczniczą TSUE. Tylko jednego dnia trybunał ten, orzekając w polskich sprawach, dał kolejne dowody narastającej groteskowości własnych rozstrzygnięć.
Od kilku lat Polska jest praktycznie nieustannie atakowana przez unijne instytucje z Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską na czele. Ataki te mają charakter wybiórczy i tendencyjny. Takie np. Niemcy grzecznie wykonały wyrok swojego Trybunału Konstytucyjnego, który jasno (!) odrzucił orzeczenie prejudycjalne TSUE. Nic oprócz kroków czysto symbolicznych się w tej sprawie nie wydarzyło. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce w Polsce najpewniej doszłoby do kolejnej fali niepohamowanej histerii. Niemiecki rząd zaś tłumaczy, że ichniejszy TK jest niezależny i nic nie mogą zrobić z jego wyrokiem. Koniec tematu.
Robert Biedroń, europoseł Lewicy, w programie jednej z polskojęzycznych telewizji poinformował, że w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata, a po niej przyjęcie „mocnej, ale potrzebnej” rezolucji, która wzywa polski rząd do „dopuszczenia organizacji pozarządowych, mediów, Frontexu i pełnej transparentności, jeśli chodzi o to, co dzieje się na granicy”.
Port Gdynia to strategiczny obiekt dla bezpieczeństwa państwa. Powinien być oczkiem w głowie służb specjalnych – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. To tam przecież obsługiwane są transporty dla polskiej armii i sojuszników z NATO, tam znajduje się PGZ Stocznia Wojenna, a ćwiczenia odbywają komandosi z Formozy. Jak więc można oddać kontrolę tak istotnego obiektu chińskim przedsiębiorstwom, które – jak od lat wskazują Amerykanie – mają być wykorzystywane przez tamtejsze służby specjalne?
W czasach zimnej wojny Sowiety angażowały się we wspieranie ruchu pacyfistycznego na Zachodzie. Nie mniej niż polityka liczyło się oddziaływanie na ludzi mediów i show-biznesu, na popkulturę i kontrkulturę, która z czasem stała się dobrze sprzedającym się gadżetem. Z czymś podobnym mamy do czynienia dziś, gdy spojrzymy na kryzys uchodźczy, w znacznej mierze wywołany białoruską operacją „Śluza”.
Szok i przerażenie europejskich elit. Po tym, jak Niemiec z Amerykaninem wzmocnili pozycję rosyjskiego monopolisty gazowego, cena błękitnego paliwa zaczęła rosnąć. O tym, że tak się skończy, wiedziało nawet 10-letnie dziecko. Decydenci z Europy Zachodniej udawali jednak, że problemu nie ma i nie będzie. Już dziś wiadomo także, jak pójdzie tzw. transformacja energetyczna – skończy się dokładnie tak samo.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zakwestionował setki wyroków wydanych przez polskich sędziów powołanych w ostatnich latach. Konsekwencją uznania tego stanowiska Trybunału byłby kompletny chaos prawny i rosnące bezprawie na terenie naszego kraju. Zresztą najprawdopodobniej sędziom zasiadającym w tej europejskiej instytucji o to chodzi. Im gorzej w Polsce, im gorzej Polakom, tym lepiej dla polityków Komisji Europejskiej zaniepokojonych wzrastającą zamożnością polskiego społeczeństwa i wzrastającą rolą Polski jako poważnego gracza na europejskim rynku. Jakoś tak się składa, że silna gospodarczo i praworządna Polska w przeszłości często bywała solą w oku przeróżnym sąsiadom z prawa i lewa.
Niedawno pisałem w związku kryzysem migracyjnym na granicy Białorusi z Polską i krajami bałtyckimi, że Mińsk i Moskwa stosują sprawdzone komunistyczne metody, np. przerzucanie wśród migrantów przestępców czy terrorystów albo propagandę fałszywego współczucia wobec Zachodu, by odwrócić uwagę od własnych zbrodni. Teraz dochodzą kolejne metody z arsenału komunistów.
O tym, że w sprawie wydarzeń na granicy dla opozycji i mediów nie ma żadnych granic, pisałem kilka tygodni temu. Nasi przedstawiciele i informatorzy są już od dawna poza granicami galaktyki. Nie ma również żadnych pomysłów na rozwiązanie sytuacji – to też nic nowego.
Globalna awaria Facebooka, ale także WhatsAppa i Instagrama, jest kolejnym ostrzeżeniem, że nie warto świata wirtualnego stawiać ponad ten realny. Właściciel tych trzech mediów społecznościowych, Amerykanin Mark Zuckerberg, to miliarder, człowiek wielkiego sukcesu biznesowego, ale też osoba zaangażowana w życie publiczne zdecydowanie po stronie liberalno-lewicowej.
Grażyna Wolszczak przejechała się komunikacją miejską, czym podzieliła się na swoim Instagramie. „Dziś DZIEŃ BEZ SAMOCHODU zaprzyjaźniam się więc z komunikacją miejską. Okazuje się, że to nadspodziewanie łatwe! Wpisuję na stronie @wtp_warszawa miejsce, do którego chcę dotrzeć, i za chwilę wiem, skąd i o której odjeżdża mój autobus/tramwaj/metro oraz wiem, o której dotrę na miejsce. I to działa!!!” – napisała entuzjastycznie aktorka.