Poradnik dyktatora
Odchodząca kanclerz Angela Merkel (wraz z paroma innymi politykami) mogłaby na pożegnanie swojej kariery politycznej napisać bestseller. Proponuję tytuł: „Poradnik dla dyktatora”.
Odchodząca kanclerz Angela Merkel (wraz z paroma innymi politykami) mogłaby na pożegnanie swojej kariery politycznej napisać bestseller. Proponuję tytuł: „Poradnik dla dyktatora”.
Cywilizacja zachodnia staje się coraz bardziej utylitarystyczna i hedonistyczna: liczą się przede wszystkim korzyść, wygoda, satysfakcja własna i przyjemność. Deprecjonowane zaś są wartości moralne. Zanika poczucie winy za grzechy.
Tuż przed agresją Rosji na Ukrainę w 2014 r. służby rosyjskie stworzyły portal dla miłośników kotów. Portal, który stał się hitem na całym świecie, przedstawiał historię Ukraińca, który otworzył olbrzymie schronisko dla bezdomnych kotów. Wielbiciele tych zwierząt nie szczędzili słów uznania dla wspaniałego Ukraińca, a z najdalszych zakątków świata płynęły podziękowania i słowa poparcia dla jego pracy. Dlaczego służby rosyjskie zajęły się kotami?
Jednym z większych problemów wolnej Polski jest całkowite oderwanie się większości elit od społeczeństwa, od wspólnoty narodowej. Dla wielu ludzi znanych z działalności publicznej w dobrym tonie jest kpienie z patriotyzmu, barw narodowych, polskiego wojska czy atakowanie idei suwerenności Polski. Nie jest to przypadek, polskie elity od XVIII w., z krótką przerwą na okres międzywojenny, są kształtowane przez zaborców i okupantów.
„Psy”, „śmiecie”, „zbiry”, „niegodni polskiego munduru” – tak rzekome „polskie elity” określają żołnierzy – dostaje im się za to, że realnie strzegą polskiej granicy na Wschodzie i codziennie konfrontują się z nasyłanymi od strony Białorusi prawdziwymi zbirami i nieświadomymi ofiarami werbunkowej propagandy, którzy przestępczo usiłują wedrzeć się do Polski.
Zdumiewająca jest zbieżność dat ostatniego ataku na naszą wschodnią granicę i próby obalenia rządu wraz z doprowadzeniem do destabilizacji politycznej. Gdyby obydwie akcje zakończyły się sukcesem, to Polskę zalewałby tłum imigrantów, z których część prowadziłaby akcje terrorystyczne. Jednocześnie władza zostałaby całkowicie sparaliżowana brakiem większości zdolnej do rządzenia. Niemożliwe byłoby przeprowadzenie nowych wyborów, jeżeli zdecydowano by się wprowadzić stan wyjątkowy. Z kolei rozpisanie wyborów uniemożliwiłoby sięgnięcie po stany nadzwyczajne. Taki scenariusz był dosłownie o włos. Jego kluczowym elementem był powrót Donalda Tuska do polityki. Nie ma wątpliwości, że te same siły, które dążyły do błyskawicznego obalenia rządu, robiły, co mogły, żeby doprowadzić do przerwania granicy.
Unia Europejska musi poważniej przejąć się afgańskim kryzysem humanitarnym. Odkąd talibowie przejęli kontrolę nad Afganistanem w połowie sierpnia 2021 r., sytuacja ludności tego kraju leżącego na pograniczu Azji Środkowej staje się coraz trudniejsza.
Nasz kraj postawił kolejną granicę. Tym razem Putinowi i Łukaszence, którzy chcieliby wywołać kryzys humanitarny w Unii Europejskiej. Obaj dyktatorzy, którzy na co dzień depczą prawa człowieka w swoich krajach, odwołali się do zasad humanitaryzmu państw Zachodu.
11 listopada w siedleckim parku znaleziony został nieprzytomny 35-letni franciszkanin. Obrażenia głowy duchownego wskazywały na napaść i pobicie. Ranny kapłan zmarł następnego dnia rankiem. Kilka dni później na Dolnym Śląsku pijany agresor groził księdzu śmiercią, po czym go pobił.
Paulo Sousa zawiódł na całej linii. W decydującym meczu o rozstawieniu w barażach, które zawsze daje większe szanse na wygraną i trafienie na słabszego rywala, pozwolił sobie poeksperymentować. Nie wiadomo, dlaczego Robert Lewandowski opuścił spotkanie z Węgrami, a zagrał ze słabiutką Andorą.
O tym, że mamy w Polsce całkiem sporą i wpływową grupę patocelebrytów, wiedzieliśmy od dawna. O tym zaś, że są aż tak bezdennie głupi i zajadli w swojej nikczemności – właśnie się dowiadujemy.
Najpierw był szturm migrantów na polską granicę. Polskim żołnierzom, policjantom i pogranicznikom udało się go odeprzeć. Co więcej, polskie służby praktycznie codziennie dają radę z naporem wysłanych przez Łukaszenkę „nachodźców”. Później była debata w Sejmie, w której nikt nie ośmielił się atakować polskich służb mundurowych. Wreszcie 11 listopada doszło do Marszu Niepodległości, którego Rafał Trzaskowski z upolitycznionymi sędziami próbowali zabronić. Marsz się odbył i nie tylko zgromadził rekordowe 150 tys. osób, lecz nawet przebiegł całkowicie spokojnie.
Przez wieki Europa skutecznie broniła się przed arabskimi najeźdźcami. Dziś, za sprawą intelektualnej lewicy, kapituluje. Dzieje się dokładnie to, co przewidywali Jean Raspail czy Michel Houellebecq – Unia Europejska w systematyczny sposób zostaje oddawana wrogo nastawionym do zachodniego stylu życia przybyszom.
Sytuacja na granicy coraz wyraźniej przypomina wojnę, przebraną w kostium zamieszek. UE deklaruje pomoc, również finansową, jednak w parze z deklaracjami idzie skok na naszą kasę w postaci decyzji TSUE i kolejnych prób podważenia polskiego porządku prawnego.
Przy okazji obecnego kryzysu na granicy polsko-białoruskiej media i politycy mówią o działaniach władz i służb Białorusi, ewentualnie reżimu białoruskiego. Z jednej strony jest to poprawne pod względem geograficznym, z drugiej – Polska, jak i inne kraje wolnego świata, nie uznaje, że Alaksandr Łukaszenka jest prezydentem Białorusi.
Największe śledztwo dziennikarskie w historii świata można faktycznie nazwać otwarciem puszki Pandory. Brali w nim udział dziennikarze z blisko 120 krajów. Chodzi o operacje finansowe z udziałem polityków i osób publicznych z całego globu.
Muszę przyznać, że jestem rozdarty, jeśli chodzi o dostęp do wschodniej granicy dla polskich dziennikarzy. Oczywiście racjonalne są argumenty za tym, że dzisiejsza sytuacja pozostawia informacyjną lukę, w którą wchodzą białoruskie służby.
Od początku zeszłego tygodnia nie da się już uciec od prostego stwierdzenia, że mamy do czynienia z pełzającą wojną. Oczywiście wciąż opisywać można ją przymiotnikiem „hybrydowa”, jednak jest to ryzykowne, ponieważ dla dużej części odbiorców wytrych ten pozwala odsuwać od siebie myśl o powadze sytuacji.