Wyborczy kontekst sporu o zboże
O sprawie polsko-ukraińskiego konfliktu o zboże powiedziano już niemal wszystko, być może nawet za dużo. Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, o którym w Polsce zapominamy.
O sprawie polsko-ukraińskiego konfliktu o zboże powiedziano już niemal wszystko, być może nawet za dużo. Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, o którym w Polsce zapominamy.
W sondażach dotyczących wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych dwaj najważniejsi kandydaci, czyli Joe Biden i Donald Trump, do tej pory mieli mniej więcej jednakowe poparcie. Czasami jeden lub drugi pretendent do Białego Domu zyskiwał nieznaczną przewagę punktów procentowych jednego lub dwóch. Ale sondaże ogólnokrajowe nie mają większego znaczenia w systemie wyborów elektorskich.
Sytuacja ze zbożem z Ukrainy i przedłużeniem embarga pokazała, jak szkodliwe jest robienie polityki wewnętrznej w Brukseli.
Im starszy, tym bardziej robię się sentymentalny. A może po prostu chcę wspomnieć moich kolegów – europosłów z różnych krajów, z którymi bardziej lub mniej współpracowałem w ostatnich dwóch blisko dekadach w Brukseli i Strasburgu, a którzy w ostatnim czasie odeszli z tego świata.
Czytanie wyznań osób, które prowadziły zdemoralizowany styl życia i nawróciły się na chrześcijaństwo, oraz tych, które wyszły z jakichś opresji – wyzdrowiały, uniknęły jakiegoś zagrożenia itp., czasem wywołuje u mnie reakcję negatywną. Jest ona spowodowana zawartymi w niektórych wyznaniach pychą i fałszem.
Świat patrzy na Lampedusę ze strachem i bezradnością. Coraz trudniej powtarzać za Tuskiem „Wpuśćcie tych biednych ludzi”, choć ciągle jeszcze wypada nagradzać filmy „made in Holland”.
Znów można odnieść wrażenie, że kampania totalnych jest robiona bez nadziei na zwycięstwo. I można by z nich kpić, gdyby nie fakt, że ich kolejna akcja kłamstwa, manipulacji i szczucia przyniosła dramatyczny efekt.
Ostatnimi czasy da się zaobserwować ciekawą prawidłowość. Im gorsze są notowania Platformy Obywatelskiej, tym głupszy staje się przekaz, jakim usiłuje ona mobilizować swój elektorat. Idealną egzemplifikacją tego zjawiska jest ostatni „wyczyn” Kołodziejczaka.
Znakomity amerykański aktor Jon Voight, konserwatysta z przekonań, powiedział w telewizji Newsmax, że w latach 60. celem sowieckiego KGB było usunięcie Boga z życia publicznego i podzielenie Amerykanów.
Już dobrych kilka lat temu, jeden z najbardziej znanych pisarzy, dziennikarzy, intelektualistów włoskich Eugenio Scalfari, na łamach lewicowego „Espresso” napisał felieton, który uznałem za niezwykle trafny, ale też który mnie w jakiejś mierze zaskoczył.
Tak można by sądzić z ostatnich wypowiedzi polityków i publicystów z Ukrainy i Niemiec, zadziwiająco zbieżnych w czasie i treści. Na odległość widać intrygę Berlina. Skoro Ukraińcy tak łatwo się na nią załapali mimo dotychczasowych doświadczeń z Niemcami, to znaczy, że w grę poszły milionowe łapówki, czyli że korupcja na Ukrainie ma się nadal dobrze. To jedyne logiczne wytłumaczenie. Opcja proniemiecka jest tam nadal silna, acz głównie w środowiskach oligarchów i części polityków z najróżniejszych partii, także prezydenckiej - „Sługa Narodu”.
Od kilku dni w białoruskich kinach można obejrzeć film pt. „Na drugim brzegu”, ukazujący rzekome losy Polaków i Białorusinów w okresie międzywojennym. Po przeczytaniu opisu filmu i obejrzeniu kilku zwiastunów na usta ciśnie się tylko jedno słowo: paszkwil. Od kilku dni w białoruskich kinach można obejrzeć film pt. „Na drugim brzegu”, ukazujący rzekome losy Polaków i Białorusinów w okresie międzywojennym. Po przeczytaniu opisu filmu i obejrzeniu kilku zwiastunów na usta ciśnie się tylko jedno słowo: paszkwil.
Vilfredo Pareto, włoski myśliciel polityczny, twierdził, że wszystkich polityków można podzielić na lwy i lisy. Nawiązywał do „Księcia” Nicola Machiavellego i jego słów o tym, że idealny władca powinien być i lwem, i lisem, kiedy trzeba. W praktyce jest jednak zwykle albo tym, albo tamtym.
W sieci natknąłem się na dającą do myślenia mapkę z Oxford Dictionary ukazującą zakres wpływów języka arabskiego w Europie.
Dziś słowo to używane jest głównie jako wyzwisko – „ty ruska onuco!” – acz podejrzewam, że większość Polaków nim się posługująca nie ma pojęcia, co to jest w istocie. Na pozór może nie warto zajmować się takim drobiazgiem, ale historycy traktują symbole poważnie, gdyż odgrywają one w dziejach realną rolę. Owe gotyckie łuki z tytułu w polskiej historiografii wyznaczają zasięg cywilizacyjny i kulturowy Zachodu, więc mnie bynajmniej nie zdziwiły w kijowskiej winiarni nad Dnieprem, gdzie degustowałem wspaniałe ukraińskie wina z Krymu, a co z zasięgiem kulturowym onucy?
Często to, co najważniejsze, nie dzieje się na Zgromadzeniach Ogólnych Narodów Zjednoczonych, lecz w kuluarach ONZ. Tak było i tym razem: długie i ważkie politycznie spotkanie prezydentów Polski i Turcji w Turkish House w Nowym Jorku pokazało Europie i światu, że oba państwa chcą nadal blisko współpracować.
Czy Michał Rachoń złamał prawo, przybywając na konferencję prasową Donalda Tuska i zadając pytania? Tak najwyraźniej uznał lider Koalicji Obywatelskiej, który zagroził, że dziennikarz trafi przed oblicze prokuratora za wczorajszą wymianę zdań.
Jeśli liczyć pakt Ribbentrop-Mołotow jako czwarty podział naszego kraju na rzecz Niemiec i Rosji, polityka PO-PSL groziła kolejnym rozbiorem Polski. Ustanowienie pierwszej linii obrony na Wiśle jest pomysłem strategicznie szokującym. Oddawało ono faktycznie wschód kraju pod czasową okupację Rosji, natomiast zachodnią część pod gospodarczą dominację Berlina.